Dzień 132 – Czy Tajki chrapią
O tak. Przyjemna nocka. Główną funkcją owego kocyka jest fakt, że piasek nie wala się wszędzie. I to bardzo uprzyjemnia poranek. Po wstępnym ogarnianiu, kąpieli w morzu (te zawsze zajmują…
Dzień 131 – Wogóle to Patong Beach, i proszę mnie nie poprawiać!
A rano okazało się, że w parku jest nawet łazienka z prysznicem. Cudownie. To będzie pełna kulturka z higieną i wogóle. „Wogóle”. Ja wiem, że technicznie rzecz ujmując, pisze się…
Dzień 130 – Wena twórcza
Poranek totalnie generyczny. Wstępne ogarnianie. Jakieś śniadanie na mieście. No i ląduję znowu w tym samym centrum handlowym co wczoraj. Znowu… Ok, rozumiem. To się robi nudne. W ogóle to…
Dzień 129 – dzień kapusty
Co tu dużo mówić. Czasem naprawdę nie ma o czym pisać. Dobrze przespana noc. To na plus. Jest czas żeby się trochę poobijać w łóżku. Nie myśleć za bardzo ani…
Dzień 128 – Wyspa Phuket
Tym razem kotek mnie nie obudził. Choć szwędały się tu te zwierzaczki całą noc. Ale spało się nieźle. Wstaję nawet z energią. Pakuje się i można ruszać. Dziś już planuje…
Dzień 127 – Phi Phi Island i bitwa pod Wichrowym Czubem
Rano budzi mnie kot. Czarny kocurek. Czarnulek? Siedzi obok na mojej macie wtulony we mnie jak we własnego niewol… Właściciela. Przeszkadza podczas pakowania. I jeszcze bardziej podczas pisania. To ten…
Dzień 126 – O plaży, pisaniu i pisaniu na plaży
I cyk. Dziś mijają dokładnie 4 miesiące odkąd wyszedłem z domu. Sporo się wydarzyło. Minęło dosyć szybko. I cóż… Kolejne miesiące przede mną. Tutejsze plaże są raczej zaludnione ale… Po…
Dzień 125 – WYSPA
Rano jedziemy na śniadanie w stylu chińskim. Nie mam pojęcia co jem ale jest to dosyć smaczne.Potem załatwiamy jakieś pierdoły i powoli przychodzi czas żeby się pożegnać. Don zapewnia mnie,…
Dzień 124 – Jazda po pijanemu
124 – 11.01.25 No dziś już nocka przyjemniejsza. Co prawda generał wstał o pogańskiej godzinie (wszak poganin) i coś dłubał przy stole ale dało się pospać. Rano kawka i… Wygląda…
Dzień 123 – Piramida w Tajlandii
Nocka do najbardziej udanych niestety nie należała. Za głośno po prostu. Ciągle ktoś się kręcił w okolicy. Ostatecznie sensownie pospałem jakieś 5 godzin. Dobre i to. Już nie takim wczesnym…
