I cyk. Dziś mijają dokładnie 4 miesiące odkąd wyszedłem z domu. Sporo się wydarzyło. Minęło dosyć szybko. I cóż… Kolejne miesiące przede mną.
Tutejsze plaże są raczej zaludnione ale… Po jakimś czasie dochodzę do jednej, na której prawie nie ma ludzi. Nie ma zaplecza. Tylko jakieś skromne prysznice. I tu jest absolutnie cudownie. Niemal spełnia to moją fantazję o opuszczonej rajskiej plaży na końcu świata. A jednak. Wciąż smakuje gorzko…
Poranek na rajskiej plaży. To jeden z tych momentów kiedy czujesz, że gdzieś dojechałeś. Jeden z tych momentów, o których myślałem na długo zanim wyruszyłem w podróż. I jak to często w takich momentach bywa… Jest zawód.
Czasem jakaś mała nieuporządkowana rzecz, jakaś mała niezałatwiona sprawa sprawia, że nawet poranek na rajskiej plaży smakuje gorzko. A przynajmniej nie tak jakby mógł…
Z tym pisaniem to też trochę śliska sprawa. To niby nic skomplikowanego. Ale też nie zawsze jest to takie proste. Wymaga nie tylko pewnych, w miarę spokojnych warunków (choć i tu bywało różnie – trzęsące samochody, zatłoczone pociągi) i przede wszystkim pewnego poziomu skupienia. A do tego trzeba mieć czystą głowę. A to, jak się okazuje, w podróży nie zawsze jest takie proste…
W każdym razie rano się nie spieszę i umocniony wczorajszym małym sukcesem (udało się opisać dwa dni), postanawiam jednak spróbować popisać i dziś. I udaje się. Idzie dosyć gładko i przyjemnie. Zanim opuszczę miejsce noclegu mam już zapisane dwa kolejne dni. Fajnie. Jest jakaś perspektywa.
Plan na dziś to pobujać się po wyspie. Opisywać krajobrazów nie lubię więc odsyłam raczej do zdjęć.
Po drodze mijam jakiegoś typa, który mnie zaczepia. Dobrze mu z oczu patrzy więc nawiązuje rozmowę. Ogólnie my faceci czasem tak mamy, że wystarczy, że spojrzymy na obcego ziomka i już widzimy, że to dobra mordeczka.
Typ mnie zaczepił, bo mówi że jest pewien, że widział mnie tu w zeszłym roku. Hmm… Całkiem dobrze pamiętam co się działo dokładnie rok temu. Totalnie nie byłem wtedy w Tajlandii (ani nigdy wcześniej też nie byłem). Ale ziomek nie odpuszcza. Pyta skąd jestem. Mówię że z Polski. A on na to” „z Polski? A grałeś w Tibie?” xD. Nie grałem. Ale doskonale wiem o co mu chodzi. Ziomek jest Szwedem. Chwali się ile to przerąbał czasu w Tibie z Polakami. I o tym jakich to pięknych polskich słów go nauczyli. Tzn. jednego, najpiękniejszego ze wszystkich. Ogólnie miła, choć trochę dziwna zaczepka. Może gej. A być może po prostu spoko ziomek. Obstawiam tę drugą wersję.
Tutejsze plaże są raczej zaludnione ale… Po jakimś czasie dochodzę do jednej, na której prawie nie ma ludzi. Nie ma zaplecza. Tylko jakieś skromne prysznice. I tu jest absolutnie cudownie. Niemal spełnia to moją fantazję o opuszczonej rajskiej plaży na końcu świata. A jednak. Wciąż smakuje gorzko…
Spędzam tu trochę czasu. Więcej niż się spodziewałem. Udaje się znowu popisać. Kolejne dwa dni. Ulala. Chyba wróciła forma. Dobrze.
Do tego trochę posiedzę w wodzie. No dobra. Sporo posiedziałem w wodzie. Pierwszy raz od dawna chyba zasiedziałem się tak długo. A ciekawostka jest taka, że jest to chyba najcieplejsze morze, do którego kiedykolwiek wszedłem. Woda naprawdę ciepła. Wchodzi się praktycznie bez zająknięcia. Nieźle.
I tak mijają sobie kolejne godziny. Plan na dzisiaj był trochę ambitniejszy ale wyszło jak wyszło. Też dobrze. Bardzo się cieszę z tego pisania.
Leniwie wracam do miasta. Wypadałoby coś zjeść w końcu, bo to już późne popołudnie. Kolejnym dzisiejszym odkryciem jest to, że w tutejszych marketach można sobie kupić obiad normalnie. Taki zapaczkowany w plastiku. Na ogół jak ognia unikam takich rzeczy. Ale to wydaje się być bardzo przyzwoite. Smakuję ekstra. I jeszcze podgrzewają w sklepie.
Wieczorem wyskoczyłem jeszcze na jakiś spacer po mieście ale to już trochę dublowanie atrakcji z wczoraj. Nic nowego. Fajnie tylko na tych ognistych tancerzy popatrzeć. Jeszcze trochę posiedziałem w maczku z lodem. Myślałem, że może jeszcze coś napiszę ale już dzisiejsze pokłady kreatywności się skończyły. Trudno. Zamiast tego próbuję trochę o siebie zadbać. Pobimbać na telefonie. Wcześniej się położyć. Tak. To dobry pomysł.
[modula id=”1912″]
