Michael Travel
  • Home
  • Płaska Ziemia
  • Albumy
  • Info & Kontakt
2025-02-04 przez MikolajTD

Dzień 127 – Phi Phi Island i bitwa pod Wichrowym Czubem

Dzień 127 – Phi Phi Island i bitwa pod Wichrowym Czubem
2025-02-04 przez MikolajTD

Rano budzi mnie kot. Czarny kocurek. Czarnulek? Siedzi obok na mojej macie wtulony we mnie jak we własnego niewol… Właściciela. Przeszkadza podczas pakowania. I jeszcze bardziej podczas pisania. To ten kot z kategorii co domaga się miłości. Ale mnie nie tak łatwo omotać. Kici kici.

Z naprzeciwka zbliża się jakaś parka. Chłopak pokazuje żeby tędy nie iść. „Many monkeys, dangerous”. „Serio?” – odpowiadam. „A duże są?”. Standardowa chwila konsternacji wynikająca z zasłyszenia rodzimego języka za granicą. Daję słowo, po prostu wyglądali jak Polacy.

Rano znowu udało się popisać trochę. To cieszy. W planach na dziś jest nadrobić to czego nie zrobiłem wczoraj. Faktycznie połazić po wyspie. Mniej plażowania. Więcej butowania.
Na pierwszy ogień idą punkty obserwacyjne. Są niedaleko. W samym centrum wyspy. Widoczki niczego sobie. Wyspa jest naprawdę przyjemna. Piękna. Rajska. Nawet ogrom turystów aż tak nie razi. Pierwsze dwa punkty odnajduję bez problemu. Trzeba tylko trochę połazić po schodach i zapłacić 50 batów. Ale trzeci punkt już nie daje się tak łatwo znaleźć. Po drodze poznaje dwóch typków. Kolumbijczycy. Ciekawe. Nie spodziewał bym się tu takich. Jeden żyje w Sydney w Australii. Drugi w Medellin w Kolumbii. Jedno i drugie miejsce jeszcze w trakcie tej podróży odwiedzimy. Australijczyk, co zrozumiałe, płynnie mówi po angielsku więc trochę żeśmy pogawędzili. Głównie o tym czy ładniejsze są Polki czy Kolumbijki. No, trochę upraszczam;)
Trochę łazimy w kółko we trzech ale ostatecznie znajdujemy ostatni punkt widokowy. Ładny, przyjemny. Posiedzimy, zrobimy kilka fotek i tyle.
Stąd zamierzam udać się na północną część wyspy. Z mapy niezbyt dokładnie wynika jak się tam dostać. Ale zawsze się jakaś ścieżka znajdzie. Wąska, nie do końca wiadomo dokąd prowadzi, ale kierunek i zwrot się zgadza więc idę.
Z naprzeciwka zbliża się jakaś parka. Chłopak pokazuje żeby tędy nie iść. „Many monkeys, dangerous”. „Serio?” – odpowiadam. „A duże są?”. Standardowa chwila konsternacji wynikająca z zasłyszenia rodzimego języka za granicą. Daję słowo, po prostu wyglądali jak Polacy.
„O, no tak… Duże. Takie o”. Ziomek pokazuje rękami coś co wygląda jak nieduża małpa. „Chcieliśmy przejść ale nas otoczyły, zaczęły warczeć i być agresywne” – ziomek przerzucił się na polski. Hmm… Do głowy przychodzą mi epitety ujmujące męskości mojego rozmówcy. „No to postanowiliśmy zawrócić. Możesz iść ale uważaj” kontynuuje.

Małpy tak? Wspaniale. To doskonała okazja żeby zemścić się za moje ciastka z Gibraltaru. Tutaj chyba nie są pod ochroną. A przynajmniej nic mi o tym nie wiadomo. A nawet jeśli… Tu na pewno nie ma kamer.
Idę. Po drodze wybieram sobie jakiś przyzwoity konar. I faktycznie. Jest. Mała prymitywna paskuda. Idzie sobie dróżką, tyłkiem zwrócona do mnie jak gdyby nigdy nic. Bezczelna. Idę za nią. Ma kolegów. Trzy, cztery. Na oko w sumie 10. Wszystkie wpatrzone we mnie. Szczerzą się, warczą.
Ale droga na około to będą jakieś 2 godziny ekstra. Wyspa jest może mała, ale poruszanie się po niej nie jest takie proste. O nie. Ani kroku wstecz. Jest tylko jedno wyjście. Naprzód. I już dobrze wiemy jak to się skończy.
Napięcie rośnie. Chwytam moją broń obiema rękami (rękoma?). Jest coś takiego, że jak chłopiec chwyci mocno właściwy kij to z miejsca z Froda na Wichrowym Czubie zamienia się w Aragorna. I jest gotów bez cienia strachu stawić czoła choćby 9 nazgulom. No, w tym przypadku 10 małpom.
Krew zaczyna płynąć szybciej. Zmysły się wyostrzają. Adrenalina rośnie. Pojawia się podniecenie wynikające z nadchodzącej walki na śmierć i życie. Małe potwory wlepiają we mnie swoje ślepia. Pierwsza gotuje się do skoku. I… Teraz!
Skoczyła. Gotowa zatopić wielkie zębiska w moim gardle. Wykonuje zamach kijem po szerokim łuku. Trach! Trafiam małpę idealnie w locie w brzuch. Słychać trzask łamanych kości. Jedna z głowy. Natychmiast rzuca się druga. Za mało czasu na atak. Blokuje małpę na konar. Ta się odbija. Lądują na ziemi. JEB! Dostaje z buta po ułamku sekundy. Trzecia małpa już na moich plecach. Bije mocno po glowie i drapie po łopatkach. AARGGHHH. Kolejne przyssała mi się do nogi i gryzie. Wyrywam kolano w górę i z całej siły przydeptuje paskude do ziemi. Chwytam lewa ręką potwora na plecach i rzucam nią ile sił w dżunglę. Szybki obrót na nogach. Kontrola sytuacji. Kolejne 6 małpiszonów gotowych do ataku. Ryczę niewzruszony.  RAAAARGHHH
Ok, czy możemy chociaż przez moment poudawać, że to faktycznie tak wyglądało? Chociaż przez chwilę. Przez momencik. Proszę.
No dobra. Małpy faktycznie tam były. Ze 4 dorosłe i reszta to dzieciarnia. Były blisko drogi ale ledwo zwróciły na mnie uwagę. Może faktycznie bały się kija. Zdjęć nie zrobiłem, bo one jednak są zwinne i potrafią ukraść telefon. Nie ma co ryzykować. No w każdym razie udało się spokojnie przejść bez „wszelakich złych przygód”. Myślę o tym ziomku co mnie ostrzegał przed tymi naczelnymi. Chętnie wypinał gołą klatę, a przestraszył się kilku małpek. I to jeszcze przy swojej kobiecie. I to jeszcze Polak…
Północna część wyspy jest trochę inna.
Nie jestem pewien czy wszystko się tu buduje czy już rozbiera. No ale jest tu kilka, moim zdaniem ładniejszych i mniej zaludnionych plaż. Ogólnie jest cudnie. Rajsko jak na pocztówkach.
Hmm… Wyspa. Rajska wyspa. Plaże, dżungle, dzikie bestie, motorówki, kobiety w negliżu, wszechobecne narkotyki… Ja tu chyba już kiedyś byłem… Tak pamiętam. 2014 rok. Mnie, moich przyjaciół i dziewczynę porwali piraci. Musiałem odnaleźć w sobie swojego wewnętrznego wojownika, wyrżnąć piratów i uwolnić przyjaciół. Pamiętam doskonale. Far cry 3. Brakuje tylko samych piratów i broni na każdym kroku.
Z mniej ciekawych rzeczy telefon zaczyna szwankować. Znosi podróż ciężko. Ma już sporo blizn. Kończy się miejsce. Wyświetlacz popękany. A teraz jeszcze okresowo zupełnie odmawia posłuszeństwa. Ech… Obawiam się, że niedługo odmówi w najmniej odpowiednim momencie.
No trochę się dziś nałaziłem. Ale wyspa jest ekstra. Bardzo mi się podoba. Odsyłam do zdjęć.
Wieczorem ląduje na kamienistej plaży. Zdzwaniam się z domem, a potem jeszcze na chwilę idę w miasto. Zjeść coś, podładować energię. Wybrać miejsce do spania.

[modula id=”1969″]

Poprzedni artykułDzień 126 - O plaży, pisaniu i pisaniu na plażyNastępny artykuł Dzień 128 - Wyspa Phuket

Dodaj komentarz Anuluj pisanie odpowiedzi

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

O Blogu

Jestem Michał, dla znajomych – Topiś, dla mamy – ukochane dziecko, dla sióstr – głupek lub miś, a dla wielu – obieżyświat.

Ostatnie wpisy

Pierwszy Vlog! Dzień 3582025-09-16
Dni 351 – 360 – Wrestling, moja przyszłość!2025-09-12
Dni 348 – 350 – Wśród kosmitów2025-09-08

Telefonik: +48 69dwa 4ysta98 sto20

Fundacja: Józefa Strusia 13a, Warszawa

Rife Free WordPress Theme ❤ Made by Apollo13Themes.com

Jestem Michał,

dla znajomych – Topiś, dla mamy – ukochane dziecko, dla sióstr – głupek lub miś, a dla wielu – obieżyświat.

RAAM
Gibraltar
Malta