Michael Travel
  • Home
  • Płaska Ziemia
  • Albumy
  • Info & Kontakt
2024-12-19 przez MikolajTD

Dzień 92 – droga na południe

Dzień 92 – droga na południe
2024-12-19 przez MikolajTD

No i kij. Warunki niby doskonałe. Bezpieczne, sprawdzone miejsce. A tu lipa. Nie ma spania. Tzn. pospałem z godzinkę, a potem koniec. Obudziłem się po pierwszej i do końca nocy już tylko leżakowanie. Słabo.  Bardzo słabo. Może coś mi siedzi po wczoraj? Czy to możliwe, że to dziewczę tak bardzo zawróciło mi w głowie? Nie. Nie ma opcji. Sytuacja jest dużo bardziej przyziemna. Nabawiłem się paskudnego odcisku na stopie. Nie wiem skąd się tam wziął. No ale jest. I to taki paskudny jeszcze. Bo twardy i płaski. Nawet nie da się przebić. I boli… A raczej nakur…

Tak sobie przysiadłem przy drodze. Napiłem się wody. Dumałem nad tym jak to kiepsko idzie… I nagle cyk. Trąbi na mnie tir. Ba. Żeby tylko trąbił. Kierowca zmienił pas z takim zaangażowaniem że zbił sobie lusterko ocierając się o drugiego tira… Co za duch!?

Utrudnia chodzenie. Szczęśliwie dziś w planach jest autostopowanie. Więc, przynajmniej teoretycznie nie powinno aż tak bardzo przeszkadzać. Zobaczymy. Poranne ogarnianie. Jeszcze jakieś mięsko z grilla po drodze i jedziemy.
Plan jest taki żeby dojechać do Pattaya’i. Wszyscy mówią żeby odwiedzić. To takie imprezowo-rozrywkowe turystyczne miasto.  Dosyć znane. Szczerze powiedziawszy nie za bardzo mam ochotę na coś takiego w tym momencie. Ale zobaczymy. Najwyżej się przeniosę do jakiejś okolicznej miejscowości. Na razie interesuje mnie tylko żeby dostać się na plażę.
Początek stopowania idzie topornie. Kilkadziesiąt kilometrów w dwie godziny. Idzie słabo. Miałem nadzieję, że przeskoczę cały odcinek w jeden dzień ale wygląda na to, że się nie uda.
„Czasem wystarczy usiąść i poczekać… A rozwiązanie znajdzie się samo”. Jestem prawie pewien, że powiedział to Henry Jones Senior w 3 części Indiany Jonesa. Tzn. w polskim tłumaczeniu, niezbyt dokładnym. Grunt, że działa. Nie zliczę ile razy to rozwiązanie znalazło mnie.
Tak sobie przysiadłem przy drodze. Napiłem się wody. Dumałem nad tym jak to kiepsko idzie… I nagle cyk. Trąbi na mnie tir. Ba. Żeby tylko trąbił. Kierowca zmienił pas z takim zaangażowaniem że zbił sobie lusterko ocierając się o drugiego tira… Co za duch!?
Z ciężarówkami to jest tak, że one trochę hamują zanim staną w miejscu. Także nie jestem na 100% pewien czy chodziło o mnie ale podejdę, zapytam. Typ trochę użala się nad zbitym lusterkiem ale macha do mnie żebym podszedł i ładował się do tira. Nie będę się kłócił:)
I cyk. Długi przejazd. Pod sam Bangkok. Nie do końca moja trasa ale lepiej wziąć co jest i potem się zobaczy. I tak sobie podróżujemy na południe. W kierunku morze.
To co mnie zaskakuje to, że Tajlandia tu wydaje się być taka… Nieciekawa. Pola. Czasem jakiś las. Ale jest to dużo bardziej płaski kraj niż się spodziewałem. Przynajmniej w tej części. No w skrócie za oknem nuda. Nic się nie dzieje. No nic.
Przejeżdżamy konkretne kilkaset kilometrów. Po drodze jakiś przystanek na obiad. Mój kierowca bardzo uprzejmy i zaangażowany. Komunikuje się przy pomocy translatora. Zagaduje, opowiada.
Podwozi mnie pod samą stolicę. Mówi, że do miasta nie może mnie zabrać. Luzik. To wychodzę. Zbliża się wieczór. Trzeba się zastanowić czy szukać noclegu tutaj czy może liczyć na to, że jeszcze coś złapie. Wybieram drugą opcję. Nie zaszkodzi spróbować.
I udaje się. Kolejny tir. Wiem tylko, że jedzie do Bangkoku, a co potem to zobaczymy. Ciężko się dogadać. Z pomocą przychodzi żona (chyba żona) ziomka. Gada ze mną przez telefon i dogaduje mnie z kierowcą. Okazuje się, że ten jedzie do Cha-am. Również turystyczna miejscówka, ale duuużo mniejsza niż Pattaya i po drugiej stronie Bangkoku. Ale jest tam plaża więc… Nie zastanawiam się długo. Jadę z ziomkiem. Nie ma co kombinować.
No i tak sobie jedziemy. Bez zbędnego gadania. Jedziemy chyba jakąś obwodnicą. Jest już ciemno i w zasadzie nic nie widać. Trochę przysypiam. Zarwana nocka daje o sobie znać. Ziomek mówi żebym się nie krępował tylko walnął na jego kanapę z tyłu. Anioł!
Zwłaszcza, że cały dzień dokucza mi ta pięta. Po południu już ledwo chodzę. Boli jak cholera. Nie odpuszcza. Na kanapie nie pospałem za bardzo ale to i tak była spora ulga móc się położyć. Ostatecznie coś się jednak zdrzemnąłem.
Budzę się o 2 w nocy. Stoimy. Moi kierowca śpi na fotelu. Albo już padł albo przestrzega norm. No w każdym razie na to się nie zgodzę. Złażę z kanapy i zakładam buty. Budzę ziomka i pokazuje żeby się walnął na swoje łóżko. Nie oponował. I dobrze. Musi być wyspany. Pewnie dojedziemy na miejsce jutro rano. Już nie daleko. Wychodzę z tira i ładuje się gdzieś w pobliskie krzaki. Jeszcze tylko jedna rzecz. Bąbel na pięcie urósł na tyle, że da się przebić. No to biorę sprzęt i przebijam. Jutro już powinno być lepiej.

[modula id=”1119″]

Poprzedni artykułDzień 91 - randkaNastępny artykuł 93 - Plaża

Dodaj komentarz Anuluj pisanie odpowiedzi

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

O Blogu

Jestem Michał, dla znajomych – Topiś, dla mamy – ukochane dziecko, dla sióstr – głupek lub miś, a dla wielu – obieżyświat.

Ostatnie wpisy

Pierwszy Vlog! Dzień 3582025-09-16
Dni 351 – 360 – Wrestling, moja przyszłość!2025-09-12
Dni 348 – 350 – Wśród kosmitów2025-09-08

Telefonik: +48 69dwa 4ysta98 sto20

Fundacja: Józefa Strusia 13a, Warszawa

Rife Free WordPress Theme ❤ Made by Apollo13Themes.com

Jestem Michał,

dla znajomych – Topiś, dla mamy – ukochane dziecko, dla sióstr – głupek lub miś, a dla wielu – obieżyświat.

RAAM
Gibraltar
Malta