Michael Travel
  • Home
  • Płaska Ziemia
  • Albumy
  • Info & Kontakt
2024-12-15 przez MikolajTD

Dzień 87 – 06.12.24 – Mikołaj… Topicha-Dolny

Dzień 87 – 06.12.24 – Mikołaj… Topicha-Dolny
2024-12-15 przez MikolajTD

Prezenty prezentami ale czy wiecie, że ponoć Mikołaj z Miry, święty kościoła katolickiego i prawosławnego, był swego czasu ekskomunikowany? Ponoć trzasnął po mordzie jakiegoś innego biskupa xD. Ale potem go przywrócili, bo się rzekomo komuś przyśnił w nocy xDDD. Chyba nawet samemu papieżowi. Nie wiem na ile to prawda, a na ile legenda i nie za bardzo pamiętam szczegóły tej historii. Ale lubię ją.

Babeczka jednak przyjechała. 5.30. Ciekawe, że w ogóle nawet nie zająknęła się, że się spóźniła 30 minut. Ale z tego co wiem Tajowie są raczej wyluzowani jeśli chodzi o zegarek.
Dojeżdżamy do Udon Thani. Po drodze trochę pogawędziliśmy. Babka mówi, że się obawia o mnie, bo tu może być niebezpiecznie (xD). Mówi, że w mieście ok, ale na wsi żebym był ostrożny. Ale to chyba trochę paranoiczka, bo mówi, że nigdy nie wyjeżdża za granicę, bo strach. Ale mnie na stopa wzięła xD.
Zarwana nocka. Padam. Plan jest prosty do parku i spać. Jak zaplanowałem, tak zrobiłem. Choć pospałem niezbyt długo. Ze dwie godzinki pewnie. Trzeba by się zastanowić co dalej. Na pewno trzeba ogarnąć internet. A potem się zobaczy. Ruszam w miasto.
Już od dawna zbieram się żeby zahaczyć gdzieś po drodze o fryzjera. Tak się jakoś złożyło, że akurat jeden z mijanych przeze mnie salonów się otwierał. No to wejdę. Zapytam czy potrafi robić brodę. To nie wydaje mi się wcale takie oczywiste biorąc pod uwagę, że tutaj w zasadzie nikt brody nie nosi. No ale to niby barber. Ziomek mówi, że ogarnie. No dobra. Zaryzykuję.
Ze strzyżeniem to jest tak, że nawet po polsku się czasem ciężko dogadać. Ja to najbardziej nie lubię jak coś dziwnego chcą wymyślić. Jak już się udaję do fryzjera to mówię żeby było krótko, prosto, elegancko i dobrze. A potem zamykam oczy i czekam co będzie xD. Ogólnie to od czasu pracy na statku strzygę się sam. Nawet jeśli nie wychodzi to świetnie to tak wolę. Najbardziej to nie lubię, że trzeba się umówić na jakiś termin na za dwa miesiące. No ale tu jest inaczej. Wchodzę jako pierwszy klient i cyk od razu na fotel. 18zł. Wyszło spoko. Trochę dłuższe zostawił niż bym chciał ale ta cena i brak kolejki… Nie mam zastrzeżeń. Czas coś zjeść.
Trafiam na jakiś ryż z warzywkami. Ostre. Bez mięska:(. Zamawianie jak zawsze. Pokazujesz coś z karty lub zdjęcia ze ściany i masz nadzieję, że będzie dobre. Było niezłe. Czas rozejrzeć się za internetem. I to się udaje bez większych problemów. No to co teraz… Może znowu jedzenie? Tak. Doskonały pomysł. Tym razem ma być mięsko i koniec. Biorę kilka kawałków z przydrożnego grilla. Mmm…
Ląduję na wysepce w parku. I tutaj czas poczillować trochę bombę. Nie myśleć za dużo. Nie zastanawiać się. Złapać oddech. I tak do wieczora. A wieczorem…
No nie zgadniecie. W Udon Thani właśnie rozpoczyna się festiwal. Wystarczająco duży żeby zjechali się tu mieszkańcy z całej prowincji i nie tylko. Będzie trwał kilka dni. Jak ja to robię? No ale skoro już tu jestem…
Nie jestem fanem takich imprez. Głośno. Tłoczno. Chaotycznie. Ale tu… Tu jestem zachwycony:). Nie wiem czemu, tak po prostu. Tu jak tak kolorowo. Tak przyjemnie. Tak różnorodnie. Tak fajnie:). Pomimo tłoku i chaosu wszystko jest w miarę jasne. Gdzie co i jak. A atrakcji nie brakuje. Jest jedzenie, to oczywiste. Jest go mnóstwo. Wszelakiego. Grill, ryż, makaron, wypieki, słodycze, owoce morza, soki, sushi i wiele wiele innych, które nawet ciężko mi nazwać. No fajnie tu jest. Przychodzi mi na myśl kilka osób, które chętnie bym tu ze sobą zabrał żeby ze mną tego wszystkiego próbowały. Mmm…

Ze strzyżeniem to jest tak, że nawet po polsku się czasem ciężko dogadać. Ja to najbardziej nie lubię jak coś dziwnego chcą wymyślić. Jak już się udaję do fryzjera to mówię żeby było krótko, prosto, elegancko i dobrze. A potem zamykam oczy i czekam co będzie xD. Ogólnie to od czasu pracy na statku strzygę się sam.

Jest oczywiście część śpiewano-artystyczna. Po wczoraj, ta jakoś zupełnie mnie nie interesuje. Za to pokaz krów… Ogromnych krów. Serio. Ja nie wiedziałem, że po tym świecie chodzą takie duże bydlaki. No robi to niezłe wrażenie. Zwierzątek jest więcej, króliczki, owieczki, rybki, jakieś mniejsze gryzonie. Nawet jakieś małpki.
Są sklepiki z pamiątkami-pierdółkami. Jest światynia buddyjska. Ludzie się modlą/medytują.
Jest wesołe miasteczko, na którym bawią się nie tylko dzieci. Jest cześć z jarmarcznymi grami i zabawami. I tu znajduje się jedna bardzo ciekawa „atrakcja”. Trójka uśmiechniętych, atrakcyjnych i kuso ubranych panienek siedzi sobie na krzesełku z dźwignią, za kratką. Jak rzucimy piłeczką i trafimy w dźwignię to krzesełko się zapada, a panienka ląduje w baseniku. Taka przeurocza zabawa. Wygląda mi to trochę jak taki soft striptiz. Nie jestem pewien czy bardziej jestem zahipnotyzowany i oszołomiony za sprawą działania na moje zwierzęce instynkty czy może bardziej zażenowany i zaskoczony, że tego typu rozrywka znajduje się między karuzelą, a wybiegiem dla zwierzątek… Czy może, że coś takiego wogóle istnieje, że ktoś to wogóle wymyślił… Im dłużej patrzę tym bardziej czuję, że moje IQ pikuje w dół. Piłeczkami rzucają głównie dzieciaki w wieku wczesnoszkolnym. A przyglądają się wszyscy, starzy, mali, panie, panowie. I jest tu na prawdę sporo gapiów. I wszyscy uśmiechnięci od ucha do ucha. No cóż… Co kraj to obyczaj. Nie mogę wyjść z podziwu. Spędziłem przy tym stanowisku dużo więcej czasu niż bym się o to podejrzewał… Mój mózg został zhakowany.
Na festiwalu zeszło mi się do późnego wieczora. Padam. Ostateczne biorę pokój i do spania.

Na koniec jeszcze wrzutka ekstra. Dzisiejszy dzień to 06.12. I choć ten wpis będzie opublikowany znacząco później, to tego dnia mój tata miał imieniny. Być może jeśli jesteś stałym czytaczem/czytaczką to chciałbyś wiedzieć, że cały ten projekt to w lwiej części jego zasługa. Zarówno na poziomie koncepcyjnym jak i wykonawczym. Ja w zasadzie tylko piszę teksty. W praktyce tata odwala prawie całą robotę przy blogu. Ogarnia technikalia. Prowadzi Facebooka. Wrzuca posty. Selekcjonuje setki moich gównianych zdjęć żeby tylko wybrać tych kilka trochę mniej złych. Czasem coś redaguje, czasem cenzuruje;). Zachęca mnie, wspiera, dopinguje. Słowem wkłada kupę serca w to wszystko. I dużo więcej wysiłku niż ja sam. I tu mu publicznie z całego serca za całą tę pracę bardzo dziękuję. Kocham Cię Tato.

Jeśli doczytałeś/aś aż tutaj i znajdujesz na tym blogu jakąś wartość, to mam mały pomysł/sugestię/prośbę/propozycję. Napisz do mojego taty „dzięki”. Albo coś od siebie w tym stylu. Jak Cię nie zna to się przedstaw. Choć też nie musisz. Śmiało. Nie wstydź się. On kiedyś może był ostry i surowy. Ale teraz jest bardzo łagodny i sympatyczny. I na pewno będzie mu bardzo miło jak Ty również docenisz jego prace i wysiłek 🙂

Najprościej na Facebooku. Łatwo znaleźć. Mikołaj Topicha-Dolny

[modula id=”1038″]

Poprzedni artykułDzień 86 - witamy w TajlandiiNastępny artykuł 88 - "Zjedz, poczujesz się lepiej"

Dodaj komentarz Anuluj pisanie odpowiedzi

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

O Blogu

Jestem Michał, dla znajomych – Topiś, dla mamy – ukochane dziecko, dla sióstr – głupek lub miś, a dla wielu – obieżyświat.

Ostatnie wpisy

Pierwszy Vlog! Dzień 3582025-09-16
Dni 351 – 360 – Wrestling, moja przyszłość!2025-09-12
Dni 348 – 350 – Wśród kosmitów2025-09-08

Telefonik: +48 69dwa 4ysta98 sto20

Fundacja: Józefa Strusia 13a, Warszawa

Rife Free WordPress Theme ❤ Made by Apollo13Themes.com

Jestem Michał,

dla znajomych – Topiś, dla mamy – ukochane dziecko, dla sióstr – głupek lub miś, a dla wielu – obieżyświat.

RAAM
Gibraltar
Malta