Michael Travel
  • Home
  • Płaska Ziemia
  • Albumy
  • Info & Kontakt
2024-12-14 przez MikolajTD

Dzień 86 – witamy w Tajlandii

Dzień 86 – witamy w Tajlandii
2024-12-14 przez MikolajTD

Rano niespieszna kawusia. Niespieszny trening i w drogę. Wciąż niespiesznie, ale chciałbym jednak już dziś przejść przez granicę. Idziemy.
Pokonuję tę samą trasę co przedwczoraj ale dziś już nie świruje i łapie stopa po drodze. Do przejechania jest nieco ponad 20km. Idzie sprawnie. Po drodze jeszcze jedna kawa z obiadkiem. W końcu dojeżdżam na miejsce dzięki uprzejmości chłopaka na skuterze.

Z dziwniejszych akcji. Do toalety spora kolejka to pomyślałem, że wyjdę poza teren świątyni i pójdę w krzaki. Nagle orientuje się, że jakiś typo (typiara?) idzie za mną. To przystaje i czekam aż przejdzie. A on (chyba on) podchodzi, łapie mnie za bark (oj) i pokazuje, że idziemy dalej. Sytuacja bardzo podejrzana to się od razu dystansuje.

Granica między Laosem, a Tajlandią prowadzi tu przez rzekę. Trzeba więc przejechać przez most. Trochę dziwne jest to przejście. Mam wrażenie, że gdybym chciał to nikt by mnie nawet nie sprawdził przy opuszczeniu Laosu. Kusząca perspektywa gdyż chyba pierwszy raz w życiu muszę zapłacić za opuszczenie kraju. Niby tylko 2zł ale wypstrykałem się z lokalnej waluty przy okazji obiadu więc zapłaciłem ostatnim pojedynczym dolarem. Przepłaciłem ponad dwukrotnie. A i tak się okazało, że trzeba skorzystać z bankomatu, bo potrzebna jest kasa na bilet na autobus. Na piechotę mnie nie przepuszczą. No dobra, szczegół. Przynajmniej jak się już znajdzie działający bankomat…
Na bramkach w Tajlandii idzie w miarę sprawnie. Typ w okienku pyta: „gdzie jedziesz?” – „nie wiem” odpowiadam, „do Bangkoku” – dopowiadam zorientowawszy się, że pierwsza odpowiedź na przejściu granicznym może brzmieć niefortunnie. „Gdzie zostaniesz w Bangkoku?” – „nie wiem”, kurna, „w hotelu…”. Ziomek popatrzył na mnie podejrzliwie ale przepuścił. Ostatecznie problemów nie było ale całe przejście zajęło dłużej niż bym się spodziewał. I cyk, jestem po drugiej stronie.
Ach… Tajlandia. Od jak dawna chodził mi po głowie ten kraj. A jednak, skłamałbym gdybym powiedział, że się teraz jakoś szczególnie podniecam. No nie specjalnie. Co dalej? Na pewno potrzbuję wymienić chajs. To się udaje. Teraz kupić kartę SIM z netem. To się nie udaje. Ziomek w sklepie przez trzy minuty nie potrafił mi powiedzieć jaką mają ofertę i tylko zadawał pytania: „z internetem? Na jak długo? Ile GB?”. Mam już dość pytań. Wychodzę. Chyba zrobiło mu się nawet troszkę smutno.
Po tej stronie rzeki od razu czuć różnicę. Przed chwilą byłem w stolicy Laosu. Teraz jestem w podrzędnym miasteczku granicznym w Tajlandii. I od razu widać, że tu jest po prostu więcej kasy. Centra handlowe dużo bardziej przypominają te rodzime. Znaczy w Laosie to nawet za bardzo supermarketów nie było. O większych handlowych przybytkach nie wspominając. Tutaj zarówno dostępność jak i same produkty dużo bardziej przypominają Polskę. Przyznaję, że jest to dosyć przyjemne uczucie. W laoskich marketach praktycznie nie było czego kupować. W sumie dopiero teraz chyba dociera do mnie jak ubogi jest to kraj (Laos). W sumie wcześniej aż tak nie zwracałem na to uwagi.
Nie ma koncepcji co robić. Żeby nie stać w miejscu idę wzdłuż największej ulicy w mieście. A właśnie. Oni tu jeżdżą po lewej stronie. Jakoś totalnie mi to umknęło.
Skoro koncepcji nie ma to postanawiam się zdać na „przypadek”. Co jakiś czas wystawiam kciuka. Zatrzymuje się jakaś Pani z córką. Mówi, że zawróciła żeby mnie zgarnąć. Jak miło. Dziękuję ślicznie. No ale teraz zaczyna wypytywać. Jeny… Znowu pytania. Mówię, że właśnie przyjechałem, nie mam planu i po prostu chce jechać ta drogą prosto. Ta mówi, że może zawieźć mnie do świątyni gdzie będę mógł się przespać, będzie jedzenie i toaleta. Bajka. Po drodze okazuje się, że będzie też tam jakaś impreza. Impreza? Znowu? W świątyni? Nie za bardzo mam wyobrażenie o co chodzi to postanawiam nie zaprzątać sobie głowy. Zobaczy się. Oj zobaczy się.
Ostatnie co można o mnie powiedzieć to że jestem imprezowy. Naprawdę. Jak to się dzieje, że po raz kolejny ląduje na koncercie? Nie wiem. No ale jest jak jest. Babka przywiozła mnie na jakiś festyn. W czwartek. Na terenie buddyjskiej świątyni. Mają tu być jakieś totalne tajskie  supergwiazdy. Wejście wolne. Toalety, jedzenie, gniazdka i miejsce do biwakowania też. Koncert. Serio. Koncert.
Robię rozpoznanie. Brakuje tylko internetu. Proszę o hotspot jakiegoś typa co wygląda jakby rozumiał co się tu dzieje. Od teraz do końca wieczoru gram z nim w kotka i myszkę. Ziomek ma ciągle włączony hotspot, a ja ciągle włączone wifi, ale obaj bujamy się po okolicy więc raz internet mam, a raz cyk, nie mam. Gupia gra akela.
Siadam gdzieś na końcu pola. Po jakimś czasie podchodzi do mnie ochrona z ziomkami. Ale okazuje się, że chcą se tylko ze mną cyknąć fotę xD. Babeczka mówiła, że będzie tu dużo turystów ale nic z tych rzeczy. W takich miejscach mam wrażenie, że moja broda jest dla ludzi wręcz oślepiająca.
Jeszcze zanim koncert się rozpocznie odkrywam, że jest tu dla mnie dużo, dużo, dużo za głośno. Ja to chyba w ogóle mam jakąś nadwrażliwość słuchową. A tak w ogóle to nie lubię koncertów…
W końcu zaczyna się. Wchodzi mocno. Są już wszyscy. Starzy, młodzi. Mali, duzi. Ładni, mniej ładni. Azjaci, jeden biały. Chłopaki, dziewczyny, ladyboye.
Wszystkich zgromadziła wielka miłość do muzyki i dobrej zabawy… Albo zwykły zbieg okoliczności, jak w moim przypadku xD
Muzyka tutaj jest trochę inna. Ciekawie jest posłuchać jednego czy dwóch kawałków. Ale potem robi się monotonnie. Na szczęście poza tym na scenie sporo się dzieje. Ludzie tańczą, świecą się, ładnie się prezentują.
Między piosenkami zdarzają się jakieś skecze. I tutaj trochę szok. Wydawałoby się, że obcuje z kulturą wysoką. Nie rozumiem ani słowa po tajsku. Ale z kontekstu widzę, że żart skeczu polega z grubsza na motywie „faceta przebranego za babę” z dyndającą parówką między nogami. xD. Nie skomentuje. 
Podczas koncertu spotykam moją dobrodziejkę, która mnie tu przywiozła. Mówi za rano jedzie do Udon Thani i może mnie zebrać. Ekstra, o której? 5 rano…
Z dziwniejszych akcji. Do toalety spora kolejka to pomyślałem, że wyjdę poza teren świątyni i pójdę w krzaki. Nagle orientuje się, że jakiś typo (typiara?) idzie za mną. To przystaje i czekam aż przejdzie. A on (chyba on) podchodzi, łapie mnie za bark (oj) i pokazuje, że idziemy dalej. Sytuacja bardzo podejrzana to się od razu dystansuje. A ziomek do mnie, wskazuje na moje krocze po czym wykonuje jednoznaczny gest ręką. Oj chyba coś Ci się ziomuś bardzo, bardzo pomyliło – myślę. Jak podejdzie do mnie bliżej to zaraz będzie zbierał zęby z podłogi.
Podnoszę ręce wyżej. Nie spuszczam typa z oczu. I krok po kroczku się wycofuje z powrotem na teren świątyni.
Cóż, może to było jakieś ustalone miejsce schadzek albo coś? No dziwna sprawa.
Planowałem się przespać ale nic z tego nie wyszło. Impreza trwa do białego rana. Wygląda na to, że dziś będzie zarwana nocka. Bywa. Z godziny na godzinę ludzi coraz mniej, za to coraz chętniej tańczą. Trochę się przespaceruję. Gdzieś za moimi plecami jakiś chłopaczek rzuca „daddy?”. WTF.
Dochodzi 5 rano. Stoję na umówionym miejscu. I nic. Babeczki nie ma. Standardowa akcja. Ech… No ale poczekam z pół godziny. Może jednak dojedzie.
Mam nadzieję, że ten dzień to nie jest jakaś wróżba na całą Tajlandię, bo ja tu planowałem odpoczywać, a zapowiada się intensywnie…

[modula id=”1025″]

Poprzedni artykułDzień 85 - impreza goni imprezęNastępny artykuł Dzień 87 - 06.12.24 - Mikołaj… Topicha-Dolny

Dodaj komentarz Anuluj pisanie odpowiedzi

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

O Blogu

Jestem Michał, dla znajomych – Topiś, dla mamy – ukochane dziecko, dla sióstr – głupek lub miś, a dla wielu – obieżyświat.

Ostatnie wpisy

Pierwszy Vlog! Dzień 3582025-09-16
Dni 351 – 360 – Wrestling, moja przyszłość!2025-09-12
Dni 348 – 350 – Wśród kosmitów2025-09-08

Telefonik: +48 69dwa 4ysta98 sto20

Fundacja: Józefa Strusia 13a, Warszawa

Rife Free WordPress Theme ❤ Made by Apollo13Themes.com

Jestem Michał,

dla znajomych – Topiś, dla mamy – ukochane dziecko, dla sióstr – głupek lub miś, a dla wielu – obieżyświat.

RAAM
Gibraltar
Malta