Z racji, że nie pije (nie piłem?) to nie mam pojęcia jak moje ciało i umysł reaguje na alkohol. Jeden kieliszek wódki i kilka(naście?) kieliszków wina. Nie brzmi jak jakoś bardzo dużo. Wieczorem to bardziej też udawałem, że pije niż piłem. Paskudztwo.
Szukam, szukam i szukam. Ja nic nie znalazłem. Za to zostałem znaleziony. Przez policję. Okazuje się bowiem, że niechcący, podjąłem próbę nielegalnego przekroczenia granicy xD.
No w każdym razie rano czuję się znakomicie. Trochę leniwie wstaję z łóżka i wracam z powrotem do knajpy. Kucharz zaprosił jeszcze na śniadanie. Ogólnie to moi wczorajsi gospodarze planowali mnie dzisiaj jeszcze zabawić w swojej wsi. Zabrać na ryby i w ogóle. Brzmi to bardzo fajnie ale ja już bym wolał dojechać do Laosu. Już niedaleko. Dosłownie 90km. Mam kilka dni zapasu na pobyt w Chinach. Ale cholera wie co się wydarzy na granicy. Tak, po śniadaniu czas jechać.
Droga wyraźnie się zmieniła. Jest teraz praktycznie prosta. Bez tych wszystkich zawijasów i serpentyn. Autostop działa, a ja mam doskonały humor. W mgnieniu oka pokonuje połowę dzisiejszej trasy. Te prostszą połowę, bo kończy się wieś i zaczyna miasto. Idę na stację benzynową i od razu wyłapują mnie pracownicy. Jakoś się udaje dogadać. Mówią żebym usiadł w cieniu (częstują wodą), a oni ogarną dla mnie ciężarówkę co jedzie we właściwym kierunku. Dla mnie bomba:). No to siadam i się relaksuje. Trochę nadrabiam pisane zaległości. Do tego przygotowuję sobie drogę przez Laos. To mały kraj (wreszcie!). Najważniejsze atrakcje są po drodze do Tajlandii. Zapowiada się idealnie. Zamierzam zobaczyć parę rzeczy. Odpocząć może z jeden dzień i dalej do Tajlandii. Ale jak wyjdzie to zobaczymy;)
No ale czas mija, a tu nic. Przy czym mam wrażenie, że wspomniani pracownicy nawet nikogo nie pytają czy mnie ktoś zabierze. Dziwne. Jakoś się wymiksowuję i idę w trasę dalej. Przechodzę z 400 metrów do najbliższego skrzyżowania. Wyciągam kciuka i… Pierwsze auto się zatrzymuje xD. I na co ja tam siedziałem na tej stacji tyle czasu? Zabierają mnie we właściwym kierunku. Wysiadam jakieś 7 km od przejścia. Elegancko.
Mógłbym się szarpnąć na pokonanie granicy dzisiaj, ale jest niedziela, niedługo zamykają przejście… Nie. Trochę zwolnię. Zjem coś. Zadzwonię do domu. Tutaj już nie muszę się tak spieszyć.
W restauracji jem solidnie i spędzam trochę czasu. Potem w drogę. Nocleg chce zrobić relatywnie blisko granicy, ale też nie za blisko żeby nie prowokować problemów.
Zrobił się wieczór. Ciemno się zrobiło. Łażę i szukam miejscówki do spania. No i jest słabo. Z miasteczka ciężko wejść w las. No ale nic trzeba szukać dalej. Szukam, szukam i szukam. Ja nic nie znalazłem. Za to zostałem znaleziony. Przez policję. Okazuje się bowiem, że niechcący, podjąłem próbę nielegalnego przekroczenia granicy xD.
Całe szczęście chłopaki okazali się być ogarnięci. Nawet mówią troszkę po angielsku. Mam już trochę doświadczeń to mniej więcej wiem jak się zachować. Kilka standardowych pytań. Przeszukanie plecaka. Tłumacze co tutaj robię itd. Szczęśliwie mnie nie aresztują. Za to nawet pomogą 🙂 Z tą policją tu to jest tak, że jak już dostaną potwierdzenie, że mój paszport jest czysty to od razu zmieniają postawę. Dopytują o szczegóły podróży. Zawożą mnie pod same przejście graniczne i wskazują miejsce do spania. Spore, zadaszone, może nie ultra komfortowe ale jak mi policjanci pozwolili tu zostać to zostaje. Później nawet wpadli zobaczyć czy wszystko w porządku.
Z jednej strony państwo policyjne. Z drugiej, o ile stosujesz się do zasad, to o Ciebie dbają. Wiadomo, nikt nie chciałby żeby turysta ucierpiał na twojej zmianie. Dobrze dla mnie.
Wieczorem bimbam na telefonie i dzwonię do domu. Wszak niedziela:)
[modula id=”785″]
