Nocleg miał jeden szkopuł. Tuż obok mojego zadaszenia znajdował się kurnik. Także dosyć gwałtowna pobudka o 6.00. Ale jak już kogut skończył udowadniać swoją dominację (czy coś, nie wiem w zasadzie po kiego grzyba one pieją) to jeszcze trochę podrzemałem.
Kieliszek nieduży no to dziabnąłem na raz. Jak Chińczycy to zobaczyli to się złapali za głowy. Ja ogólnie nie piję i nigdy nie piłem.
Z autostopem to jest prosta sprawa. Jak działa to jest zajebiście. Jak nie, to jest ujowo. I dziś nagle postanowił przestać działać. Wczoraj było ekstra, a dziś ta sama trasa i nic. O 9.00 już wystawiłem palec. A do 13.00 ujechałem chyba z 30km. No żesz… W takich momentach można się łatwo zniechęcić. Odechciewa się. Do głowy przychodzą czarne scenariusze…
A potem się po prostu odblokował. I dalej już poszło:). Gdyby cały dzień szło tak dobrze pewnie bym dziś dojechał do granicy (w końcu!). Ale wygląda na to, że to dopiero jutro. Dobre i to.
Do wieczora mozolnie i powoli poruszam się do przodu. To trwa. Jadę naprawdę niewielką trasą. Po drodze jakaś dłuższa przerwa. Kierowca ciężarówki ma kolegę, który też jest kierowcą ciężarówki. Ów kolega ma jakiś problem ze swoją maszyną. No to się zatrzymujemy i pomagamy. To znaczy mój kierowca pomaga. Ja mam za zadanie siedzieć w tirze. Dobrze się wywiązuję z mojego zakresu obowiązków. Przy okazji nadrobię trochę pisanie. I tak się zeszło do wieczora.
Dojeżdżamy do jakiejś wsi gdzie mój kierowca ma koniec trasy. A w niej, moje ulubione: checkpoint.
Choć nie taki duży jak ostatnio. Ale wciąż. Policjanci zapraszają mnie do siebie. Na początku wszystko idzie gładko. Wydaje się, że długo to nie potrwa. Do momentu, w którym przyszedł ktoś kto wyglądał na szefa tej ekipy. Niewysoki, gruby, z twarzy tępy, nie potrafi dobrze korzystać z translatora. Ale się stara. To mu muszę oddać.
Zaczyna się koncert głupich pytań. A gdzie? A skąd? A czemu tędy? A kiedy? Poza tym dużo siedzenia i czekania. Ten szef to jakiś pajac. Każe mi odłożyć telefon na stół i nie używać. A jak używam to się gapi co robię. Każdą przetłumaczoną wiadomość w moim telefonie fotografuje. Paranoik. Pewnie produkt systemu albo coś. Całość potrwała prawie godzinę. Ale w końcu odpuszcza i mówi, że wszystko ok. Dobrze. Padam z głodu.
W zasięgu wzroku od punktu kontrolnego znajduje się spora, zaludniona, przydrożna restauracyjka. Jej klienci od początku widzieli całe moje zajście z policją. No to idę. Trzeba coś zjeść. Towarzyszy mi jeden młodszy glina. Taki trochę bardziej ogarnięty. Pomaga złożyć zamówienie. Ryż z mięskiem. A mięsko to boczek… Gotowany… Komu, u licha, na tym świecie przyszło do głowy żeby gotować boczek? Podczas gdy próbuję się dogadać z kucharzem co bym zjadł, cała restauracja jest wgapiona we mnie jak w choinkę. Jak już zjadłem, panowie ze stolika obok zapraszają na kieliszek. Odmawiałem już dwa razy ale walczą o swoje. No ok. No to się przysiadam.
Stare chińskie przysłowie mówi : „By zbrzydł Ci alkohol, starczy spojrzeć na pijaka”.
Chłopaki dobrze się bawią. W Chinach popularna jest ta forma, że zamawiasz żarcie, a potem sam sobie je robisz na grillu. Jakoś się to nazywa… Hot pot? Coś takiego. Dużo osób mi mówiło, że muszę spróbować jak będę w Chinach ale jakoś mi nie zależało. A tu proszę. Okazuje się, że jednak doświadczę i tego. Do wyboru sporo rodzajów mięs i owoców morza. Tych drugich nie lubię. Zwłaszcza krewetek. Ale spróbować mogę.
Coś co wziąłem za piwo (przez wygląd butelek) okazuje się być winem. Poza tym chłopaki pytają czy spróbuję „high quality lokalny alkohol”. No spróbuję. Nalewają kieliszek. Toast i pijemy. Kieliszek nieduży no to dziabnąłem na raz. Jak Chińczycy to zobaczyli to się złapali za głowy. Ja ogólnie nie piję i nigdy nie piłem. Alkohol miałem w ustach dosłownie kilka razy w życiu (i to zazwyczaj przez pomylenie szklanki xD). Ten trunek nie robi na mnie przesadnego wrażenia. Może kwestia narodowości… Później mi chłopaki tłumaczył, że to ma 52%. Czyli aż tak źle nie jest. Choć przyznaje, że potem przez 15 minut troszkę kręciło mi się głowie. I przeszło. Tak ogólnie to i to wino i ta wódka to jakiś syf. W ogóle mi nie smakuje. To całe picie jest zupełnie przereklamowane. Ja naprawdę nie rozumiem po kiego ludzie piją. I jakoś średnio im wierzę, że im smakuje. Ja tam widzę same minusy. Stare chińskie przysłowie mówi (parafrazuję): „By zbrzydł Ci alkohol, starczy spojrzeć na pijaka”.
Trochę pojemy, trochę pogadamy. Chłopaki pytają gdzie śpię, to mówię że w namiocie. O nie, na to to oni z pewnością nie pozwolą. Jestem tutaj gościem. Załatwiają mi hotel, a obiad co jadłem też opłacają. I nie, nie zniosą głosu sprzeciwu. No ok:)
Jedziemy do hotelu. Jestem już zmęczony więc chętnie bym odpoczął ale okazuje się, że tylko zostawiam rzeczy i wracamy się bawić. Tak też można:)
[modula id=”776″]
Jemy, pijemy. Zostaję nauczony jak się wznosi toast po chińsku. Strasznie mi się to kojarzy z jedna sceną z „80 dni dookoła świata”. Tej nowszej wersji z Jackie Chanem. Poza tym ciągle częstują papierosami. Po 12 odmowie biorę, zapalam i udaję, że palę. Tylko trzymam w palcach. Kucharz pije z nami. Dosiadają się też dwie młode panny (chyba panny), wcześniej sprzątały lokal. Zdaje się, że tu pracują. Okazują się być z Laosu (Laoankami? Laoskami? Laosynkami? Laoami?) Odpalamy karaoke. No tak, Azjaci. Jakby to tak bez karaoke.
Ogólnie nie jest to mój klimat imprezy. Ani alkohol, ani papierosy, ani karaoke. To znaczy dobre karaoke to nawet nie jest złe ale to nie było dobre. I mało które jest dobre. Ja ani nie śpiewam ani na muzyce się nie znam. Ale znam wystarczająco dużo ludzi, którzy śpiewają i na muzyce się znają, żeby spokojnie stwierdzić, że to tutaj to nie śpiew tylko jakiś skowyt. Chłopaki drą się w niebo głosy, a tu dochodzi już 12. Chyba można, bo panowie policjanci stoją jakieś 150 metrów dalej. Mnie najbardziej interesuje co jest na grillu:) Wszyscy skanują mój kod QR do WeChat (chińska apka do komunikacji). Jest tam opcja automatycznego tłumaczenia, która działa całkiem nieźle. W efekcie siedzimy przy stole ale wszyscy gadają ze mną przez telefon xD. I ogólnie mam wrażenie, że wszyscy mocno zabiegają o moją uwagę.
Ja się nie drę i nie śmieje bardzo głośno. Chińczycy wydają się nie rozumieć mojej introwertycznej części duszy i martwią się, że nie bawię się zbyt dobrze. Ale to nie prawda. Bawię się wyśmienicie:)
