Michael Travel
  • Home
  • Płaska Ziemia
  • Albumy
  • Info & Kontakt
2024-10-18 przez MikolajTD

Dzień 36

Dzień 36
2024-10-18 przez MikolajTD

Psa w nocy nie było. Ani o poranku. Mimo to nie spałem zbyt dobrze. Już drugi raz z rzędu. Coś mi tam w głowie siedzi po wczoraj. Nie dawało zasnąć. A rano jakaś supernieprzyjemna mżawka. Nie chce się wychodzić z namiotu w taką pogodę. Zimno i mokro. No ale nic. W końcu będzie trzeba.

Na zewnątrz okazuje się, że nie jest aż tak źle z tym deszczem. Zbieram graty i idę zobaczyć jeszcze kilka miejscówek w Tbilisi. Po drodze kupuję apetycznie wyglądające wypieki z miejskiej piekarni. Śmieszna ta gruzińska kuchnia. Ale fajna. Próbuję ustalić, jak działa transport publiczny w Tbilisi. Nie lubię tej części. Każde miasto ma swój system. W jednym wystarczy kupić bilet w biletomacie, w innym u kierowcy, w wielu trzeba mieć wyrobioną kartę. Pfff… Ostatecznie udaje mi się wyjechać z miasta. Pora przetestować autostop w Gruzji na Gruzinach, a nie Kazachach. Działa. Choć sporą część przejechałem z Rosjaninem (to zawsze dziwne spotkania). Wydawał się być mocno rozczarowany, jak się okazałem Polakiem. Ale uprzejmy do końca. Poczęstował wodą, zaproponował fajka (kurzysz?) i był gotów zawieźć mnie ze sobą aż do Moskwy. No cóż… Może innym razem.

Gruzini więc… jeżdżą lewym pasem. Nie wiem, ile razy jechaliśmy na czołówkę z ciężarówką. Wiele razy tego dnia wzywałem swojego anioła stróża. Dawno tak nie miałem. Nie wiem, co byłoby bardziej szalone — jechać jako pasażer z Gruzinem czy próbować odnaleźć się w tym chaosie samemu.

Dojeżdżamy do Ananuri. Przyjemnie tu. Trochę sobie łażę. Jezioro i oczywiście zamek. Czy twierdza? Czy monastyr? No w każdym razie jest na co popatrzeć :). Następny przystanek, Stepancminda. Jak się w Google wpisze „Gruzja”, to jedna z pierwszych pozycji, jakie wyskakują, to monastyr schowany w górach, otoczony innymi wyższymi szczytami. Stepancminda to miejscowość, z której wchodzi się na szczyt. Albo wjeżdża. Przeważnie wjeżdża.

W drogę zabiera mnie młody Gruzin, który wygląda jak typowy przedstawiciel Kaukazu. A przynajmniej ja mam w głowie taki obraz. Prosta, śmieszna fryzurka. Taki trochę męski bob. Miękki zarost. Przypomina mi niegdyś dobrze zapowiadającego się zawodnika MMA Anzora Azhieva. Mam wrażenie, że wszystkie młode chłopaczki tu tak wyglądają.

Autostop w Gruzji z jednej strony jest ekstra, bo działa super. Z drugiej… To, jak Gruzini jeżdżą, to jest jakiś nowy poziom. W krajach arabskich na drogach panuje chaos. Trzeba walczyć o swoje, dużo trąbić, ogarniać się. Ale tu, w Gruzji, chodzi o co innego. Drogi są jednopasmowe, wąskie, wiją się w lewo, w prawo, w górę i w dół. Przy tym jeździ tu od cholery tirów. Wszędzie robią się zatory. A w efekcie Gruzini jeżdżą… Lewym pasem. Nie wiem, ile razy jechaliśmy na czołowe z ciężarówką. Wielokrotnie tego dnia wzywałem imienia mojego anioła stróża. To mi się na drodze już dawno nie zdarzyło. Nie wiem, co byłoby bardziej szalone, jeżdżenie z Gruzinem jako kierowca, czy próba odnalezienia się w tym samochodowym bałaganie, samemu kierując pojazd.

Ziomek dowozi mnie spory kawałek i mówi, że dalej zabierze mnie jego kumpel. Fajnie, myślę. Dzięki. W międzyczasie jestem świadkiem ciekawego zjawiska. Pracownik stacji benzynowej zaczyna kłócić się z klientem. Głośno, widać, że nie przebierają w słowach. Ale najciekawsze jest zachowanie ludzi wokół. Nagle wszyscy obecni na stacji, jak zaczarowani, rzucili wszystkie swoje zajęcia i jednostajnym, spokojnym krokiem udali się w stronę kłócących. Przecierałem oczy z niedowierzania. Wszyscy w promieniu 100 metrów. Ludzie, których to w ogóle nie dotyczyło, łącznie z moim kierowcą. Jak psy do żarcia, albo jak muchy do… To wyglądało, jakby załączył się jakiś skrypt w NPC-ach. Zrobiła się spora kupka ludzi po prostu stojących i obserwujących sytuację. Tak w promieniu dwóch metrów. I nic. Po prostu stali. No niesamowite.

Zmieniam auto i jadę dalej. Nowy kierowca okazuje się być jeszcze bardziej choleryczny. Ech… W dodatku ciągle coś do mnie gada i o coś pyta w swoim języku. Widzę, że chce się czegoś dowiedzieć, ale nie znamy chyba żadnego wspólnego słowa. Przy okazji zwracam uwagę na jedną rzecz, której nie rozumiem. Gruzini, jak jeżdżą, to ciągle operują oknami. Tzn. bez przerwy je otwierają, zamykają, przymykają, przesuwają, raz z jednej, raz z drugiej. Próbuję załapać schemat, ale totalnie nie wiem, o co chodzi. I to w mniejszym lub większym stopniu robił każdy Gruzin, z którym do tej pory jechałem. O co chodzi?

Gdy dojeżdżamy do Stepancmindy, pokazuję typowi, żeby się zatrzymał. Stajemy… I nagle ów jegomość spogląda oczekująco i pociera złożone palce wskazujący z serdecznym o kciuka. „UPS” – myślę. Mamy przypał.

Ziomek żąda pieniędzy i mówi „taxi, taxi”. Jakich pieniędzy? Nic wcześniej nie wspominałeś.

Wybucha awantura, ziomek woła kolegę. Próbuję wytłumaczyć typom, że jeżdżę autostopem i nie było mowy o żadnych pieniądzach, i że to ten poprzedni ziomek mi kazał z nim jechać. Pytam, ile, i macham kartą płatniczą. „No cash, no cash” – mówię. Wkurzone ziomki dają mi spokój i jadą dalej. Nie lubię takich akcji. I podejrzewam, że chcieli mnie zrobić w jajo. A ja nie lubię być robiony w jajo. O kasie nie było mowy. Typek, który mnie wyrzucił na stacji i kazał zmienić auto, też tu przyjechał. Własnym autem. A potem wszyscy trzej pojechali dalej. Coś tu śmierdziało. Dobra, kij w to. Mam jeszcze ze dwie godziny do zmroku. Trzeba to wykorzystać. Szybko lokalizuję drogę na wspomniany już monastyr i idę. Jest chłodno. Czuć to od razu. Na spanie w namiocie dziś nie ma opcji, myślę. Po drodze mijam grupkę ludzi schodzących na dół. Nauczono mnie, że w górach mówi się mijanym ludziom „cześć”. No to mówię „cześć”. A ci stają, trochę zaskoczeni, aż jeden odpowiada „o, znajomy język”. „Tak czułem” – myślę w głowie. „Wyglądacie jak Polacy” – odpowiadam. Naprawdę wyglądali. Wymieniamy kilka uprzejmości. Pytają, skąd jestem. Odpowiadam zgodnie z prawdą, że z Warszawy. Czemu zawsze jak się przyznaję Polakom, skąd jestem, to część mnie czuje się winna… Kiedyś w ogóle o tym nie myślałem, ale od kiedy jestem świadomy, co Polacy myślą o warszawiakach…

Idę dalej. Łatwe wejście to to nie jest. Ale dochodzę. A na szczycie jest zajebiście. Znacząco jaśniej niż na dole. I jest tu dużo więcej turystów, niż bym się spodziewał o tej godzinie. Głównie Azjatów. No dobra, chyba samych Azjatów. Chmury okalają okoliczne szczyty, nieustannie się przesuwając. Raz szczyt widać, raz nie. Widać, nie widać, widać, nie widać, widać, nie widać, trochę widać, nie widać, teraz widać.

Miejsce robi na mnie spore wrażenie. Wygląda lepiej, niż się spodziewałem po zdjęciach. Monastyr niestety chyba jest konserwowany albo remontowany. Ale i tak wygląda dobrze. Jest fajnie. A piździ…

Czas zejść do miasta i zastanowić się, co z noclegiem. Z powrotem już nie schodzę szlakiem, tylko asfaltem. Jest potężna mgła, trzeba uważać, żeby mnie zjeżdżający turyści nie przejechali. Długo to trwa. Ostatecznie decyduję się złapać podwózkę i pierwsze auto mnie zgarnia. A w środku Gruzin, mówiący piękną angielszczyzną, z równie pięknym, nieskrywanym gruzińskim akcentem. Odwozi na dół, mówi, żem stuknięty (opowiedziałem mu, co robię) i życzy powodzenia. Jestem w centrum miasta. I co teraz?

W drodze na szczyt widziałem jakiś drogowskaz z napisem hostel. Sprawdzam w internecie. Jest. 45 zł. Biorę. I to z praniem. Nieznacznie wyjdę dziś poza założony budżet, ale luzik. Pierwsza nocka pod dachem od 35 dni… A nie, zaraz! Przed wyjazdem spałem u starych na tarasie pod gołym niebem przez dwa tygodnie… To pierwsza nocka pod dachem od 50 dni! I pierwsza w łóżku od 35. Nieźle. W łazience siedziałem ponad godzinę. Prysznic… Gorący… Chwalcie Pana! Kolacja i do łóżeczka.

Paradoks jest taki… że nie mogę zasnąć. Dziwnie się czuję w łóżku i pościeli xD Ale jak już zasnę…

Cóż za cudowny język!

Poprzedni artykułDzień 35Następny artykuł Dzień 37

Dodaj komentarz Anuluj pisanie odpowiedzi

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

O Blogu

Jestem Michał, dla znajomych – Topiś, dla mamy – ukochane dziecko, dla sióstr – głupek lub miś, a dla wielu – obieżyświat.

Ostatnie wpisy

Pierwszy Vlog! Dzień 3582025-09-16
Dni 351 – 360 – Wrestling, moja przyszłość!2025-09-12
Dni 348 – 350 – Wśród kosmitów2025-09-08

Telefonik: +48 69dwa 4ysta98 sto20

Fundacja: Józefa Strusia 13a, Warszawa

Rife Free WordPress Theme ❤ Made by Apollo13Themes.com

Jestem Michał,

dla znajomych – Topiś, dla mamy – ukochane dziecko, dla sióstr – głupek lub miś, a dla wielu – obieżyświat.

RAAM
Gibraltar
Malta