Michael Travel
  • Home
  • Płaska Ziemia
  • Albumy
  • Info & Kontakt
2024-10-19 przez MikolajTD

Dzień 37

Dzień 37
2024-10-19 przez MikolajTD

Wow, to było coś. Jak już zamknąłem oczy to otworzyłem dopiero rano. Po 8. Dobrze ponad 9h snu. No i tak to można żyć. Pierwsza nocka w łóżku i pod dachem od baaardzo dawna. Udana.
Trochę poleżałem i pobyczyłem się gapiąc w telefon. No dobra, nie takie trochę. Będzie z półtorej godziny. Potem wstaję, zgarniam pranie (suchutkie) i do łazienki pod prysznic (mmmmm). Po ogarnięciu zastanawiam się nad planem na najbliższe dni. Składam wniosek o Visę do Azerbejdżanu. Tylko nie wiadomo czy będę mógł tam wjechać już w poniedziałek czy dopiero w czwartek. To sporo zmienia. No ale w razie czego po prostu zahaczę o Armenię. Zobaczymy.

Drugie auto z dzisiejszego dnia to w ogóle ciekawy przypadek. Kulturalny facet z córką na miejscu pasażera. Dziewczynka przykuwa moją uwagę. Na oko, jakieś 6-7lat. Siedzi sobie spokojnie  z przodu i bawi się jakąś włóczkowatą zabawką.


Hostel opuściłem chwilę przed 12. Jest tak ładna pogoda, że decyduje ponownie udać się na szczyt znany mi z grafik googlowskich. Wejście tym razem jest jakby prostsze, sprawniejsze. Światło słoneczne robi swoje. Dobrze przespana noc też.
Na szczycie jest ładnie. Chmur prawie nie ma. Widać elegancko wszystkie okoliczne szczyty. No ale ja już tu byłem. Robię kilka fot. Trochę dumam. Schodzę kawałek posiedzieć z lokalnymi psami i konikami. Spotykam jeszcze dziewczynę, która wczoraj wieczorem kilka razy minąłem w hostelu. Azjatka, a jakże. Dobra czas ruszać dalej.


Zejście z góry nie zabiera dużo czasu. W miasteczku zaopatruje się w jakieś śniadanie z lokalnej piekarni. Nawet pasuje mi to gruzińskie podejście do fast foodu. Czas łapać stopa.
I cyk już parę chwil później jadę z powrotem na południe, ta samą drogą, która tak irytowała mojego wczorajszego kierowcę. Gruzińska Droga Wojenna. Tak to nazywają. Mój aktualny dobrodziej wydaje się jeździć odrobinę spokojniej… Na początku…

[modula id=”321″]


Dziś jakoś tak nie słucham w telefonie co się dzieje w kraju i na świecie. Nie słucham też muzyki. Jakoś nie mam nastroju. Głowa sama pracuje, błądzę myślami po różnych tematach, coś tam sobie układam.
Autostop w Gruzji to jednak ekstra sprawa. Ludzie biorą, jeżdżą długie dystanse. Dwa auta i jestem już w okolicach dzisiejszego noclegu. Drugie auto z dzisiejszego dnia to w ogóle ciekawy przypadek. Kulturalny facet z córką na miejscu pasażera. Dziewczynka przykuwa moją uwagę. Na oko, jakieś 6-7lat. Siedzi sobie spokojnie  z przodu i bawi się jakąś włóczkowatą zabawką. Coś tam tworzy. Pod nosem podśpiewuje sobie co akurat leci w radiu. Amerykańskie hity przeplatają się z kaukaskim folkiem. Dziewczynka wie co śpiewa w obu przypadkach. Od czasu do czasu zwraca uwagę ojcu jak prawidłowo wypowiedzieć poszczególne angielskie słówka (ten, coś tak próbuje ze mną rozmawiać). Gdybym nie widział kto siedzi z przodu, pomyślałbym, że to raczej małżonka kierowcy, niż jego córeczka.


W międzyczasie okazuje się, że facet, który mnie podwozi ma guest house w miejscowości, którą planowałem zwiedzić następnego dnia. Omelo. Przy czym uświadamia mnie, że wczoraj spadł tam śnieg i droga jest nieprzejezdna. Shit. Nie wiadomo co będzie jutro.
Zastanawiam się co począć. Może będzie można jechać jutro, może nie. Dobra, chyba nie jest to dla mnie jakiś najważniejszy punkt programu. Decyduje się udać dalej na południe kraju, do następnego punktu kontrolnego. Sighnaghi.

Kupuję wodę, wychodzę z miasta. W międzyczasie zrobiło się na tyle ciemno, że łapanie stopa za bardzo nie wchodzi w grę. Nie widać mnie, auta jeżdżą za szybko. Znajduje uroczą melinę tuż przy drodze. To już wiem gdzie dziś śpię. Wieje. Będzie dobra osłona przed wiatrem. Do tego w razie deszczu będę bezpieczny.
Miejscówka wygląda nieźle. Tylko wiadomo, tego typu obiektu są pełne szkła, śmieci, często zasikane. Szczynów nie czuje. Śmieci za dużo nie ma. Trochę szkła i kamieni. Szczotki ze sobą nie wiozę. Co tu robić? No ale myślę sobie jakem skaut. Jeden z celów skautingu to rozwijanie zmysłu praktycznego. Rozglądam się. Widzę kilka kęp siana rosnących tuż obok mojego schronu. Zrywam trochę, składam do kupy i cyk, prowizoryczna miotła gotowa. Działa lepiej niż wygląda. Myślę sobie że ten beton będzie trochę chłodny ale zaraz… W skautoramie było żeby zawsze ładować siano pod plecki. No to zrywam więcej i ładuję na beton. Jest elegancja. Całkiem miękko, a do tego w ogóle nie czuć zimna od betonu. Nice. Kończę bułeczkę co mi jeszcze została z drogi i kładę się na swoim posłaniu. Biorę się za pisanie. W międzyczasie w okolicy pojawia się kilka aut i jakiś zagubiony kot, ale wydaje się, że nikt nie wyczuwa mojej obecności. Dobrze, można się spokojnie skupić na pisaniu.

I udało się. Pierwszy dzień zapisany. Czy ktoś to będzie czytał… Nie wiem. Ale chodziło mi po głowie od dawna, żeby się tym zająć. I przynajmniej kilka osób duszy mi o to głowę, też nie od wczoraj. No to się zająłem. Czy będzie coś z tego… Zobaczymy.

Poprzedni artykułDzień 36Następny artykuł Dzień 38

Dodaj komentarz Anuluj pisanie odpowiedzi

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

O Blogu

Jestem Michał, dla znajomych – Topiś, dla mamy – ukochane dziecko, dla sióstr – głupek lub miś, a dla wielu – obieżyświat.

Ostatnie wpisy

Pierwszy Vlog! Dzień 3582025-09-16
Dni 351 – 360 – Wrestling, moja przyszłość!2025-09-12
Dni 348 – 350 – Wśród kosmitów2025-09-08

Telefonik: +48 69dwa 4ysta98 sto20

Fundacja: Józefa Strusia 13a, Warszawa

Rife Free WordPress Theme ❤ Made by Apollo13Themes.com

Jestem Michał,

dla znajomych – Topiś, dla mamy – ukochane dziecko, dla sióstr – głupek lub miś, a dla wielu – obieżyświat.

RAAM
Gibraltar
Malta