Michael Travel
  • Home
  • Płaska Ziemia
  • Albumy
  • Info & Kontakt
2024-11-18 przez MikolajTD

Dzień 66

Dzień 66
2024-11-18 przez MikolajTD

Jak zasnąłem, to obudził mnie dopiero strażnik. Delikatnie i z wielkim, chyba szczerym, uśmiechem na ustach. Jestem prawie pewien, że po prostu nie chciał, abym się spóźnił na pociąg. Jestem prawie na pewno tego pewien.
Ale ja mam na dziś inne plany. Obejrzeć Xi’an. Przeciętne chińskie miasto (ponad 5 milionów mieszkańców xD). Jest dosyć przyjemne. W sumie to pierwszy raz, kiedy realnie mam okazję się przyjrzeć, jak wygląda tego typu miejsce w Chinach. Miejscowość na granicy ewidentnie była specyficzna, niereprezentatywna dla ogółu. W Urumqui nawet nie opuściłem dworca, a Shihezi to małe miasteczko, prawie wieś;).

Jak już trochę odsapnąłem, to idę kontynuować spacer. Zachęcony obiadem, wieczorem idę na kolację do innej knajpy. Znowu 8 zł.

Xi’an to ponoć jedno ze starszych chińskich miast. Jest tu sporo zabytków, placów, ogrodów i innych ciekawych miejsc. Łażę sobie. Spodziewałbym się trochę szerszych ulic i chodników. Czuć trochę klaustrofobiczny klimat. Zwłaszcza jak wejdzie się w jedną z wąskich uliczek z mnóstwem stoisk sprzedających wszelkiej maści badziewie „made in China”. Poza tym knajpy. Wszędzie. Na każdym kroku. I w większości z nich ktoś siedzi. Z ulicy rzucam okiem na menu. Nic nie rozumiem, ale czasem są zdjęcia dające jakieś wyobrażenie. Ceny wzbudzają we mnie podejrzliwość. Mało które danie kosztuje więcej niż 10 zł. Hmm…
Podczas spacerku wkładam słuchawki w uszy i załączam wykłady z taoizmu, konfucjanizmu i historii Państwa Środka. Do tego kilka podcastów o współczesnych Chinach i ich postrzeganiu na Zachodzie. Na ulicy panuje dużo większy chaos, niż się spodziewałem. Nie do końca pojmuję, kiedy się przechodzi przez jezdnię, a kiedy nie, kto ma pierwszeństwo, a komu trzeba ustąpić. Miałem jakieś takie wyobrażenie, że w Chinach to będzie uporządkowane (nie wiem, skąd mi się to wyobrażenie wzięło, ale ogólnie wygląda na to, że to, jak przeciętny Polak postrzega Chiny, nie ma zbyt wiele pokrycia w rzeczywistości). Jest raczej chłodno, po południu zaczyna padać, ale na ulicy i tak śmigają dziesiątki skuterów. Płynnie przeskakują między ulicą a chodnikiem. Dominują samochody, których marek nawet nie potrafię nazwać. Poza tym trochę aut z grupy Volkswagena i parę Japończyków. Kamery są, ale chyba mniej niż w poprzednich lokacjach, w których byłem. Przechodzę przez stare miasto, wchodzę na stare mury obronne. Jest dosyć przyjemnie.

Nie krępuj się i…

😉 oczywiście jeżeli chcesz. Ale w podróży to bardzo pomoże:)


Czas coś zjeść. Przechodząc obok wielu restauracyjek, jedna zwraca moją uwagę. Wszyscy, którzy siedzą w środku, jedzą z bardzo dużych misek. Wchodzę. Wskazuję palcem na zdjęcie jakiejś potrawy. Pani dopytuje o szczegóły (chyba). Kiwam głową twierdząco. Obstawiam, że pyta o rodzaj mięsa i makaronu, ale nie podejmuję się weryfikacji mojej tezy. Płacę… 8.50 zł, co wciąż budzi moje wątpliwości i hamuje entuzjazm. Niesłusznie. Po chwili pani przynosi mi wielką michę z makaronem, mięsem, warzywami i jakimś sosem. Pantomimą pokazuje, abym sobie to wszystko wymieszał w misce i smacznego. I tak, jest smaczne, i to bardzo 🙂 Zjedzenie całości trochę trwa. Porcja spora i do tego te pałeczki… Ale jestem więcej niż zadowolony. Żebym mógł jeść tak dobrze za takie pieniądze w Polsce, to chyba nie potrzebowałbym w domu kuchni. No cudownie po prostu.
Jak już trochę odsapnąłem, to idę kontynuować spacer. Zachęcony obiadem, wieczorem idę na kolację do innej knajpy. Znowu 8 zł, makaron (tym razem inny), mięso mielone, jakieś strączki i ogólnie bardziej „wodnisty” charakter potrawy. Pycha 🙂
Z knajpy już niedaleko do domu mojego dzisiejszego dobrodzieja z apki. Choć dotarcie tam nie jest wcale łatwe. Mam wrażenie, że osiedla tutaj to praktycznie oddzielne mini miasteczka. Nie jest łatwo się w tym odnaleźć. Ostatecznie po dwóch telefonach do Diaza (host) i interwencji dwóch pomocnych ochroniarzy, docieram na miejsce.


Diaz to Pakistańczyk od 10 lat mieszkający w Chinach. Szczerze powiedziawszy podejrzewałem, na podstawie sposobu wymowy, ubrań, wystroju mieszkania, profilu w apce, biżuterii itp. (tak wiem, paskudne stereotypy;), że może być gejem, ale po jakimś czasie okazało się, że miesiąc temu się ożenił (w Pakistanie) i czeka, aż jego świeżo upieczona żona otrzyma papiery i przyjedzie do Chin. Pokazuje mi galerie i filmiki ze ślubu. No słodko, słodko. Potem gadamy trochę o podróżach i jego doświadczeniu życia w Chinach. Diaz to bardzo kulturalny i przyjacielski gość.

[modula id=”597″]

Poprzedni artykułDzień 65Następny artykuł Dzień 67

Dodaj komentarz Anuluj pisanie odpowiedzi

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

O Blogu

Jestem Michał, dla znajomych – Topiś, dla mamy – ukochane dziecko, dla sióstr – głupek lub miś, a dla wielu – obieżyświat.

Ostatnie wpisy

Pierwszy Vlog! Dzień 3582025-09-16
Dni 351 – 360 – Wrestling, moja przyszłość!2025-09-12
Dni 348 – 350 – Wśród kosmitów2025-09-08

Telefonik: +48 69dwa 4ysta98 sto20

Fundacja: Józefa Strusia 13a, Warszawa

Rife Free WordPress Theme ❤ Made by Apollo13Themes.com

Jestem Michał,

dla znajomych – Topiś, dla mamy – ukochane dziecko, dla sióstr – głupek lub miś, a dla wielu – obieżyświat.

RAAM
Gibraltar
Malta