Michael Travel
  • Home
  • Płaska Ziemia
  • Albumy
  • Info & Kontakt
2024-10-16 przez MikolajTD

Dzień 34

Dzień 34
2024-10-16 przez MikolajTD

Łapię stopa i w drogę. Do Gruzji już niedaleko, niespełna 100 km. Podjeżdżam autem na stację benzynową za miastem. Obok, na parkingu, stoją dwa tiry. Kierowca poleca mi, aby ich podpytać, bo z pewnością jadą do Gruzji. Podpytuję. Pewnie, że zabiorą! Wyjeżdżamy za godzinę. W międzyczasie zapraszają mnie na śniadanie :). Wspólnego języka nie mamy, więc tirowcy rozmawiają między sobą. Śniadanie po turecku.

Jedziemy. To ostatnie chwile w Turcji. Było miło, choć bywały słabsze momenty. Początek trochę zawiódł, ale za to końcówka wynagrodziła z nawiązką. Warto było. Będę dobrze wspominał. Droga jest przyjemna – kręta, wąska, ale satysfakcjonująca.

Dojeżdżamy do granicy. Tutaj kierowca wysadza mnie. Jak się okazuje, oni czasem czekają tu nawet dwa dni, aż ich przepuszczą. No to ja idę na piechotę. Granica niedaleko.

Najmłodsza córka, 22 lata, jej mąż ma 26, jest mistrzem pięściarstwa (choć nie wiem jakiej organizacji) i mieszka w Los Angeles. 26 lat, żona, dwójka dzieci, tytuł mistrzowski…
Kurna, gdzie ja popełniłem błąd w życiu…

Droga do przejścia granicznego prowadzi szerokim łukiem. Czemu by sobie zatem nie ułatwić? Pełen entuzjazmu schodzę z ulicy na wyraźną ścieżkę. W oddali widać jakiś budynek. Na pewno da się tamtędy jakoś przejść. Mijam jakiś stary znak leżący na ziemi, który wydawał się sugerować, żeby tędy nie przechodzić. E tam, co może pójść nie tak? Po jakichś 200 metrach orientuję się, co jest grane. Ten budynek to baza wojskowa. Lipa. No dobra, to zawracam i jednak naokoło, bywa.

Wtem słyszę donośny i wyraźny okrzyk. Tylko okrzyk, bo nie mam pojęcia, co miał on oznaczać. Staję. Robię kilka kroków w tył i znowu słyszę okrzyki. Przyglądam się – z bazy wychodzi dwóch żołnierzy i stanowczo kroczy w moim kierunku. Mają ze sobą psa. No dobra, to poczekam. Mierzę gości wzrokiem… W razie czego dam radę im naklepać. Broni długiej nie mają, a pies raczej do towarzystwa. Ciekawe, czy mierzą do mnie z wieży.

„Good day Sir!” – krzyczę. „This is military zone!” – odpowiadają. Ok – myślę. „Go away.” No dobra. Z tureckimi mundurowymi nie będę się kłócił. Obracam się na pięcie i idę w swoją stronę. Robię kilka kroków, a mundurowi wciąż za mną. „Faster! Run!” Serio? – myślę. „Run!” No dobra, zaczynam wesoły trucht. W sam raz, żeby rozprostować kości. Pies rusza za mną. „A to świnia, psem mnie poszczuje.” Po chwili facet gwiżdże i czworonóg odpuszcza. „Eee, wytresowany.” No to biorę się za drogę naokoło.

Dochodzę do przejścia granicznego, delikatnie zerkam w stronę „military zone”. Jest wieża, a na niej strażnicy z karabinami. „Czyli mogli mieć mnie na muszce” – myślę.

Przejście graniczne jest jakieś takie dziwne. Przechodzę sprawnie długimi korytarzami. Po drodze mijam puste okienka. Zastanawiam się, czy czegoś nie przeoczyłem, ale wszyscy mówią, że jest w porządku.

No to czas na Gruzję. Jest tylko jedna droga. Naprzód! To przynajmniej wiadomo, gdzie łapać stopa. Trzecie, czwarte auto nic. Piąte się zatrzymuje – dostawczak. W środku Kazach. Jedzie z Warszawy do Tbilisi. No to jedziemy 🙂

Kazach jest ekstra. Troszkę mówi po polsku. Opowiada o swoim kraju. Zapowiada, że w Kazachstanie będę musiał spróbować koniny… no nie wiem… Facet ma trójkę dorosłych dzieci. Sam jest przed pięćdziesiątką. Najmłodsza – córka, 22 lata. Jej mąż ma 26 i jest mistrzem pięściarstwa (nie zdołałem ustalić, jakiej organizacji) i mieszka w Los Angeles. 26 lat, żona, dwójka dzieci, tytuł mistrzowski… Kurna, gdzie ja popełniłem błąd w życiu…

Trochę gadamy, trochę milczymy. Tymczasem podziwiam Gruzję. No ładna, przyjemna. Ten region nie różni się za bardzo od tego, co przed chwilą widziałem w Turcji, ale wciąż jest ładnie. Podróż trochę trwa. W międzyczasie nadrabiam pisanie ze znajomymi i rodziną. Do stolicy dojeżdżamy wieczorem. Biorę kontakt do Kazacha i się rozstajemy.

Znajduję zarąbiste miejsce na wzgórzu na obrzeżach Tbilisi. Namiot kończę rozkładać na sekundy, zanim zaczyna padać. Gruzja zapowiada się fajnie 🙂

Ilustracja wprowadzająca dzien 35
Ilustracja wprowadzajaca dzien 36
Ilustracja wprowadzająca dzien 37
Ilustracja wprowadzająca dzień 38
Ilustracja wprowadzająca dzień 39
Ilustracja wprowadzająca dzień 40
Poprzedni
Następny
Poprzedni artykułDzień 29Następny artykuł Dzień 35

Dodaj komentarz Anuluj pisanie odpowiedzi

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

O Blogu

Jestem Michał, dla znajomych – Topiś, dla mamy – ukochane dziecko, dla sióstr – głupek lub miś, a dla wielu – obieżyświat.

Ostatnie wpisy

Pierwszy Vlog! Dzień 3582025-09-16
Dni 351 – 360 – Wrestling, moja przyszłość!2025-09-12
Dni 348 – 350 – Wśród kosmitów2025-09-08

Telefonik: +48 69dwa 4ysta98 sto20

Fundacja: Józefa Strusia 13a, Warszawa

Rife Free WordPress Theme ❤ Made by Apollo13Themes.com

Jestem Michał,

dla znajomych – Topiś, dla mamy – ukochane dziecko, dla sióstr – głupek lub miś, a dla wielu – obieżyświat.

RAAM
Gibraltar
Malta