Michael Travel
  • Home
  • Płaska Ziemia
  • Albumy
  • Info & Kontakt
2025-06-10 przez MikolajTD

Dzień 267 – Ty trąbisz My pijemy, czyli zabawy Nowozelandek

Dzień 267 – Ty trąbisz My pijemy, czyli zabawy Nowozelandek
2025-06-10 przez MikolajTD

Z Nową Zelandią miałem pewne wątpliwości – głównie o pogodę. W końcu mamy czerwiec, a tu właśnie zaczęła się zima. Ale z drugiej strony… skoro jestem już tak blisko, jak mógłbym nie spróbować? I dobrze, że spróbowałem.

W jakimś miasteczku mijam trzy blondynki w różowych kowbojskich kapeluszach z transparentem: „Ty trąbisz – my pijemy”. Pytają: „Przyszedłeś się do nas dołączyć?”

Pierwsza noc była świetna. Spałem do dziewiątej, nawet bez namiotu. Gdzieś wyczytałem, że w przeciwieństwie do Australii, tu nie ma żadnego zwierzęcia, które mogłoby mnie zabić. I super – wystarczy, że muszę martwić się temperaturą. Ale dziś było ok. Kupiłem dresy i grube skarpety – wystarczyło. A skoro kieruję się na północ, to powinno być tylko cieplej. Prognoza mówiła o chmurach, a tu proszę – budzi mnie słońce i piękny widok.

Nie śpieszę się ze wstawaniem. Wczoraj za wiele nie spałem, więc dziś odrabiam. Później zwijam rzeczy i ruszam do miasta – Queenstown. Południowa część południowej wyspy. Baza wypadowa do ekstremalnych atrakcji: narty, bungee, skoki spadochronowe. Miasto przypomina trochę Zakopane – w pozytywnym sensie. Gus tłumaczył mi, że Australia jest bardzo zamerykanizowana, ale Nowa Zelandia wciąż trzyma się brytyjskiego ducha. I faktycznie – widać to od razu.

Idę na śniadanie i ładuję baterie. Nie wiadomo kiedy znowu będzie okazja. Potem kierunek – centrum handlowe. Tu w pobliżu nic nie ma, więc trzeba podjechać. 10 zł za przejazd – tanio nie jest.

Nowa Zelandia ogólnie nie jest tania. Drożej niż w Australii, a ludzie zarabiają mniej. Taki urok. Zakupy na drogę to niezła łamigłówka. Ser żółty – super. Kiełbasa – nigdy więcej. No i tani cukier. Kupuję też kartę SIM i pakiet 50 GB – jakieś 120 zł. Trochę boli.

Wychodzę na drogę, próbuję złapać stopa. Nic z tego. Miejsce kiepskie – za blisko miasta, auta za szybkie. No to idę. I jeszcze kawałek. I jeszcze trochę. Ładnie jest, nie śpieszy mi się, więc robi się z tego spontaniczny spacer zamiast autostopu.

Mijam zagrodę z owcami – tych tu pełno. Podobno na każdego mieszkańca przypadają dwie. Widać.

Przysiadam na ławce. Obok przebiega kobieta, po chwili wraca i mówi, że się wywaliła – porządnie. Sama nie wie, czy bardziej ją to bawi, czy zawstydza.

Idę dalej. W jakimś miasteczku mijam trzy blondynki w różowych kowbojskich kapeluszach z transparentem: „Ty trąbisz – my pijemy”. Pytają: „Przyszedłeś się do nas dołączyć?” Ciekawy pomysł na zabawę…

Docieram do Arrowtown – dawna osada poszukiwaczy złota. Miło, ale już ciemno i chłodniej niż w Queenstown. Wracam autobusem do sprawdzonej miejscówki. Po drodze kolacja w Maku, chwila dla siebie, a noc spędzam znowu pod moim drzewem.

Trochę szkoda, że nie ruszyłem dalej, jak planowałem, ale i tak – bardzo przyjemny, luźny dzień.

Poprzedni artykułDni 265 - 266 - Goodbye, Australia — Kia Ora, New Zealand!ilustracja wprowadzajaca dzien 266Następny artykuł Dzień 268 - Pierwszy nocleg pod namiotem od czasu...Ilustracja wprowadzajaca dzien 268

Dodaj komentarz Anuluj pisanie odpowiedzi

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

O Blogu

Jestem Michał, dla znajomych – Topiś, dla mamy – ukochane dziecko, dla sióstr – głupek lub miś, a dla wielu – obieżyświat.

Ostatnie wpisy

Pierwszy Vlog! Dzień 3582025-09-16
Dni 351 – 360 – Wrestling, moja przyszłość!2025-09-12
Dni 348 – 350 – Wśród kosmitów2025-09-08

Telefonik: +48 69dwa 4ysta98 sto20

Fundacja: Józefa Strusia 13a, Warszawa

Rife Free WordPress Theme ❤ Made by Apollo13Themes.com

Jestem Michał,

dla znajomych – Topiś, dla mamy – ukochane dziecko, dla sióstr – głupek lub miś, a dla wielu – obieżyświat.

RAAM
Gibraltar
Malta