Michael Travel
  • Home
  • Płaska Ziemia
  • Albumy
  • Info & Kontakt
2025-06-09 przez MikolajTD

Dni 265 – 266 – Goodbye, Australia — Kia Ora, New Zealand!

Dni 265 – 266 – Goodbye, Australia — Kia Ora, New Zealand!
2025-06-09 przez MikolajTD

Siostry wróciły z zakupów z pizzą. A, że ja nie jadłem jeszcze śniadania…
Szybko kończę sprzątanie pokoju i przyłączam się do małej, około południowej biesiady. Zaraz po tym jedziemy do kościoła poogarniać trochę przed wieczorną imprezą. Dziś świętujemy w parafii 150 lecie powstania zakonu Nazaretanek. Ja nie za bardzo rozumiem co dokładnie i jak przygotowujemy… Ale hej, jakem jedyny facet w składzie to chociaż się przydam do przenoszenia ciężkich przedmiotów.

Z Australii wyjeżdżam bez problemu i z poczuciem pełnej satysfakcji. Tyle co lotniskowi ochroniarze (jak to oni) dobierali mi się do plecaka żeby na końcu nic z niego nie zabrać. A nie. Tym razem zabrali. Okazuje się bowiem, że nie wolno na pokład samolotu zabrać… Trytytek xD.

Później jeszcze chwila na ostatnie ogarnianie i odetchnięcie w domu i zaczynamy imprezę. Tzn. Eucharystię. Po której jest okazja coś zjeść, napić się pooglądać i poczytać o historii zakonu i pogadać z siostrami. Ja dostaję specjalne zadanie. Wydawanie kawy i herbaty. Cudownie. Mam okazję zrealizować namiastkę mojego niespełnionego marzenia o byciu barmanem. Fajna impreza. Siostry i bracia wspominali o niej już od tygodni. Pierwotnie miałem wylecieć z Sydney przedwczoraj ale zdecydowałem się zostać dwa dni dłużej żeby jednak tu być i może spróbować pomóc w przygotowaniach. Dla mnie też okazja pożegnać się z franciszkanami. Miło było. Ale czas ruszać dalej.
Wracamy do domu. Zjemy coś i chyba będę się zbierał. Planuje dojechać na noc na lotnisko w Sydney i tam się przespać. Samolot mam z samego rańca więc taka opcja wydaje się być sensowna. A tu kicha. Lotnisko w nocy zamknięte od 23 do 2.30. Sprytne. No nic. To chyba będzie trzeba poczekać aż otworzą. Nic z tych rzeczy. Siostry oświadczyły mi, że mnie odwiozą o poranku i nawet nie ma sensu abym się sprzeciwiał. No cóż. Faktycznie nie było sensu.
Wieczorne pożegnania i uściski. Siostry do spania. Ja do ogarniania swoich spraw. Sprawdzam czy mam wszytko. Potem się jeszcze trochę prześpię. I czas ruszać. 4 rano.
Dobrze mi tu było. Jeszcze raz z całego serca dziękuję wszystkim siostrom! Ruszam dalej.
Na lotnisku jesteśmy o 5. Idę się odprawić. I tu niespodzianka. Babeczka w okienku mówi mi, że mnie nie puści póki jej nie okażę biletu powrotnego z Nowej Zelandii. Mówi, że bez tego mnie nie wpuszczą do kraju. Kurde. Miałem nadzieję, że nie będę musiał bookować samolotu tak wcześnie. Chciałem mieć tu trochę więcej przestrzeni. No ale wygląda na to, że nic z tego. Każą mieć bilet. To siadam, patrzę jakie mam opcje i coś tam wybieram. Liczyłem na Nową Zelandię 2-3 tygodnie. Wygląda na to, że będę miał dokładnie 17 dni. Brzmi dobrze. Przeszedłem.
Wogóle to się zastanawiałem czy nie będzie problemu z wyjazdem z Australii. Przedwczoraj ktoś zadzwonił mi na telefon i przedstawił się jako… Australian Immigration. Nie powiem, przez chwilę mi serce do gardła podskoczyło. Może coś pomieszałem? Może jednak pozwolili mi wjechać na miesiąc a nie trzy? Ale nie. To najpewniej był jakiś scam, chcący wyłudzić dane. Z Australii wyjeżdżam bez problemu i z poczuciem pełnej satysfakcji. Tyle co lotniskowi ochroniarze (jak to oni) dobierali mi się do plecaka żeby na końcu nic z niego nie zabrać. A nie. Tym razem zabrali. Okazuje się bowiem, że nie wolno na pokład samolotu zabrać… Trytytek xD.
Wylatujemy o czasie. 7 rano. Na dworze już jasno. W samolocie pustki. Co oznacza, że można się spokojnie przesiąść i popatrzeć przez okno. A ponieważ mamy czyste niebo to jest to jeden z najładniejszych przelotów jakie miałem w życiu.
Pospałem z 1,5 godzinki. Cały lot trwał 3. Obudziłem się tuż przed lądowaniem. Akurat żeby się zachwycić wyspą z perspektywy samolotu.


Karta wjazdu do Nowej Zelandii to prawdziwy wrzód na dupie. Trzeba się tam tłumaczyć z całej trasy i połowy ekwipunku jaki się wwozi. Jakiś specjalista zabiera mi namiot i sprawdza czy mogę go używać na Nowozelandzkiej ziemi. Kwestie ochrony przyrody czy coś tam. Mogę. Ufffff.
Tak samo jak nie byłem pewien wyjazdu z Australii tak samo nie byłem pewien wyjazdu do Nowej Zelandii. Trzeba okazać, że ma się bilet powrotny, że ma się wystarczająco dużo pieniędzy i rezerwacje w hotelu. A w praktyce? Nic z tych rzeczy. Facet tylko spojrzał na mój paszport, spytał „Unia?”. Mówię że Unia. To wskazał elektroniczną bramkę. Z nikim nie musiałem nawet gadać. No cudo. I na kiego grzyba na babka mi kazała kupować bilet powrotny…
No ale może to nie jest taka zła opcja. Nada to pewnie wyjazdowi trochę dynamiki. Tymczasem, Nowa Zelandia.
To taki kraj, który jak każdy, chcę odwiedzić od kiedy pierwszy raz zobaczyłem Drużynę Pierścienia. Przy czym jednak wydawało się to miejsce tak dalekie, tak odległe… Że aż głupio było pozwolić sobie na takie marzenia. A tymczasem, nim się obejrzałem juz wylądowałem. I jest tu cudownie. Spodobało mi się od razu. Jak tylko zszedłem z samolotu. I podoba mi się tu wszystko. Góry, powietrze… W sumie tyle, bo nic więcej tu nie ma.
A ja też nie mam jakiejś presji czasu ani konkretnego planu. Decyduje się na spacer do Queenstown. Jakieś 8 km. I jest to absolutnie cudowny spacer. W mieście wymieniam kasę. W kantorze, klienci przede mną posługują się cudowną polszczyzną. „Niesamowite” – myślę. Przez kilka godzin bujam się po okolicy, chłonąc pożądliwie wszystko co mnie otacza. Wieczorem chowam się w fast foodzie i dopinam jakieś zaległe szczegóły, ładując w siebie truciznę zwaną McDonaldem.
Miałem wstępnie dogadany nocleg u Couchsurfera ale okazalo się, że nic z tego. Powodem był fakt, że nie piorę ubrań regularnie w jakichś „naturalnych” mydłach tylko byle jakich chemikaliach na, które mój niedoszły host jest bardzo czuły. No nic. Bywa i tak. Jest zimno. Nawet bardzo. Temperatura koło zera. Ale mam pomysł.
Idę do upatrzonego wcześniej parku. Ładuje się między drzewa a jezioro. Tu jest znacząco cieplej niż w mieście. Zakładam wszystko co mam i… Bangla. Jest idealnie. Nowa Zelandia zapowiada się wspaniale!

Poprzedni artykułDni 253 - 264 - Zostałem Nazaretankiem!ilustracja wprowadzajaca dzien 264Następny artykuł Dzień 267 - Ty trąbisz My pijemy, czyli zabawy NowozelandekIlustracja wprowadzajaca dzien 267

Dodaj komentarz Anuluj pisanie odpowiedzi

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

O Blogu

Jestem Michał, dla znajomych – Topiś, dla mamy – ukochane dziecko, dla sióstr – głupek lub miś, a dla wielu – obieżyświat.

Ostatnie wpisy

Pierwszy Vlog! Dzień 3582025-09-16
Dni 351 – 360 – Wrestling, moja przyszłość!2025-09-12
Dni 348 – 350 – Wśród kosmitów2025-09-08

Telefonik: +48 69dwa 4ysta98 sto20

Fundacja: Józefa Strusia 13a, Warszawa

Rife Free WordPress Theme ❤ Made by Apollo13Themes.com

Jestem Michał,

dla znajomych – Topiś, dla mamy – ukochane dziecko, dla sióstr – głupek lub miś, a dla wielu – obieżyświat.

RAAM
Gibraltar
Malta