Michael Travel
  • Home
  • Płaska Ziemia
  • Albumy
  • Info & Kontakt
2025-01-30 przez MikolajTD

Dzień 115 – Seksturystyka

Dzień 115 – Seksturystyka
2025-01-30 przez MikolajTD

Pospałem może 3 godzinki. Rano budzi mnie ochroniarz. Jakiś inny tym razem. Każe się stąd zabrać, bo tu nie można spać. To się zwijam. Odchodzę kawałek i siadam gdzie indziej xD. Półprzytomny sprawdzam telefon. Przyszła jakaś wiadomość. Czasem się tak zabawnie złoży, że ktoś coś akurat napisze co rzuca nowy kontekst na wydarzenia w podróży. „Zdrada” – myślę… Złamane serce… xD. Co za zabieg okoliczności…

Czasem te panie brzmią agresywnie, wręcz drapieżnie. A czasem… Smutno, wręcz żałośnie. Przez tą ulice ciężko po prostu nawet przejść. Zaczepiany jestem ciągle. Zasada jest taka, że jeśli nie chcesz stać się obiektem agrywsynch działań marketingowych to nie możesz okazać nawet cienia zainteresowania. Wtedy być może dadzą ci spokojnie przejść. Jeśli jednak złapią twoje spojrzenie, zareagujesz na chwyconą rękę to będą walczyły o twój portfel do upadłego.

Idę spać dalej. Po prostu bez śpiwora. To mnie chyba już nie wywalą. Tak se pospałem do 11.
W ciągu dnia za wiele się nie dzieje. Ale jako, że jestem przestawiony na nocny tryb to postanawiam ów fakt wykorzystać. Idę w miasto nocą po raz kolejny. Robię jakiś mały research tym razem. Chce odwiedzić sztandarowe miejscówki, których jeszcze nie widziałem. Głównie imprezowe ulice.
Pierwsza z nich zawodzi. Tzn. Sprawia wrażenie zupełnie nie ciekawej. Jakieś puby, jakieś dyskoteki. Ale takie to wszystko… Skromne.
Ok. To idę sprawdzić te najbardziej sztandarową imprezownie w Bangkoku. I tu już jest inna zabawa. Jest dobrze po północy, a zabawa trwa na całego. Bary, puby, restauracje, kluby. Aż nie wiadomo na co się zdecydować. To znaczy tak to sobie wyobrażam, bo ja nie za bardzo jestem zainteresowany korzystaniem. Poza tym, oczywiście, sporo podejrzanych typów proponujących „coś mocnego” i prostytutek. Wśród tych ostatnich, sporo ladyboyów. I tłumy. Wszędzie wokół tłumy. Ludzie w różnym stanie. Sporo już nieprzytomnych. A sporo bawi się w najlepsze. Wszyscy próbują mi coś sprzedać. Taksówkarze, przejazd. Dealerzy, zioło. Bar girls, drinki. Uliczni kucharze, grilla, smoothie, owocki, Pad Thai czy Mango sticky rice. Tatuatorzy, tatuaż. Barberzy strzyżenie. Freelancerki, siebie. No właśnie. Bo tutaj nie ma prostytutek. Tutaj są tylko freelancerki. Niektóre tylko się uśmiechają. Inne zagadają. Bywają również bardziej agresywne metody marketingowe. Zagradzają drogę, łapią za rękę, przylegają ciałem, szepczą coś do ucha. Czasem się trzeba na gimnastykować (żeby nie powiedzieć, naszarpać) żeby przejść przez ulicę. No i ciężko czasem określić czy ma się do czynienia z kobietą czy z ladyboyem. Chyba, że jest czarna. Wtedy wiadomo, że kobieta. A pań pochodzących z Afryki tu nie brakuje. I dużo wśród nich freelancerek. Z resztą panowie sprzedający na ulicy „coś mocniejszego specjalnie dla Ciebie” to też niemal wyłącznie czarni.
Cała ta obecność osób trans na ulicach może prowadzić do małej „paranoi”. Ja czasem już w ogólnie nie wiem kto tu jest jakiej płci. Wydaje się, że już wszystko można podważyć. Niczego nie można być pewnym. Ale zdaje się, że lokalsi widzą to od razu, na pierwszym rzut oka. Może wciąż   jeszcze jestem nie opatrzony? Na ulicach nie brakuje też dziwnych akcji. Natykam się na tzw. bar girl. Dziewczyna, której zadaniem jest zachęcać klientów do wstąpienia do baru i zamówienia drinka. Dotrzymują towarzystwa i zabawiają. Wszystko po to żeby klient wydał jak najwięcej pieniędzy. Cóż, de facto chodzi o to, aby faceta jak najbardziej rozpić. Wtedy też najłatwiej namówić go na „coś więcej”. Nie wszystkie, ale wiele z tych pań też się prostytuuje z klientami z baru. No więc bar był otwarty, nie miał toalety. Jedna z bar girl sika do studzienki… No nie było to dyskretne miejsce. A jak tylko skończyła, podbija do mnie i pyta czy wszystko w porządku. I wydaje się być przy tym tak szczera i otwarta, że prawie się jej zwierzyłem ze wszystkich swoich życiowych zranień i trudności… Prawie;)
Wspominałem już, że prostytucja w Tajlandii jest oficjalnie nielegalna? I nic z tego nie wynika. I tak jest to światowa stolica seksturystyki. Nigdy nie ufajcie facetom, którzy samotnie lub w męskiej grupie pojechali do Tajlandii. To prawie jak babski wypad do Włoch ;).
W każdym razie wszelkiej maści usługi erotyczne są tu dostępne na każdym kroku. Wszystko. Striptiz, masaże z tzw. „szczęśliwym zakończeniem” czy zwyczajny seks za pieniądze. Trafiam na największą ulice prostytucji w mieście. Tu kobiety w zasadzie po prostu stoją w rządku. Wystarczy podejść, ustalić cenę i do dzieła. Choć nawet większa szansa, że to któraś z pań podejdzie i zacznie negocjacje. Zaczepia mnie jakaś niewysoka, trochę starsza babeczka, z okazałym dekoltem. Mówi, że zrobi wszystko co będę chciał. Regularna cena 1500 Batów. Ale dla mnie specjalna. Tylko 1000. Jakieś 120zł. I ma pokój. Cóż… Czasem te panie brzmią agresywnie, wręcz drapieżnie. A czasem… Smutno, wręcz żałośnie. Przez tą ulice ciężko po prostu nawet przejść. Zaczepiany jestem ciągle. Zasada jest taka, że jeśli nie chcesz stać się obiektem agrywsynch działań marketingowych to nie możesz okazać nawet cienia zainteresowania. Wtedy być może dadzą ci spokojnie przejść. Jeśli jednak złapią twoje spojrzenie, zareagujesz na chwyconą rękę to będą walczyły o twój portfel do upadłego. Jest jeszcze jeden tekst, który może Cię uratować. Powiedzenie, że nie jesteś zainteresowany lub, że masz dziewczynę/żonę nic nie pomoże. Ale jak powiesz, że nie masz pieniędzy… To od razu zamyka dyskusje.
Na kanale YT u Przemka Górczyka niedawno wpadł podcast z „Pająkiem” z kanału Podróże Wojownika. Taki podróżniczy vloger, przy którym czuję się jak podróżnik-przedszkolak. Raczej kojarzę niż oglądam ale polecam. W każdym razie ziomek żyje w Tajlandii i sporo opowiadał o tutejszych realiach. O ile życie w mieście wyglądać może nieźle, to na wsi czasem bieda aż piszczy. Wiele tych kobiet, które tutaj mijam przyjechało do miasta ze wsi zarabiać pieniądze. I jest to po prostu dla nich sposób na przetrwanie. Oczywistym jest, że wcale tego nie lubią. Z tym że o tym się nie mówi. Wśród prostytutek ogólnie istnieje sporo tematów tabu (kasa, stan psychiczny, narkotyki itp.). Ale są to realne pieniądze. Zarabiają kilka razy lepiej niż jakby miały stać za kasą w 7-eleven. A oszczędzone pieniądze wysyłają do rodzin na wsi. I tu jest też jeszcze mroczniejszy aspekt. Nieraz te dziewczyny są zmuszane przez bliskich (zdaje się, że głównie ojców) żeby to robiły. Bo kasa ma się zgadzać. Bo ma przesłać pieniądze do domu i już. Dodatkowo Tajowie wydają się być bardzo tolerancyjni. Wręcz akceptujący. Panuje pełne społeczne przyzwolenie na freelancing czy tranzycję płciową. Te kobiety nie ryzykują tak dużego ostracyzmu społecznego. Co pewnie też sprawia, że łatwiej się zdecydować. Ale często żałują. I cierpią. Cóż. Staram się nie oceniać. Sytuacja jest wypadkową warunków społecznych, moralnych, kulturowych, religijnych i ekonomicznych. To trochę inny świat. Łatwo oceniać zarówno te kobiety jak i mężczyzn. Oni, wykorzystują je seksualnie, ale często jest do dla nich jedyny sposób na to żeby mieć jakikolwiek kontakt, jakąkolwiek „relacje” z kobietami. Normalnie płeć przeciwna się nimi w ogóle nie interesuje. Są cholernie samotni i cholernie odrzuceni.
One, wykorzystują ich finansowo. Ale co mają począć. W domu rodzina jest do wykarmienia. Dobrej edukacji nie dostały. Zmagają się z dużą presją. Nie wszystkie ale wiele.
Staram się nie oceniać. Daleki jestem od zabraniania ludziom robić tego czego chcą. Oczekuje tylko, że wezmą pełną odpowiedzialność za swoje czyny. Różne ludzie mają podejdźcie do tematu. Ale dla mnie oczywistym jest, że prostytucja to problem. Poważny i trudny problem zarówno na poziomie społecznym jak i indywidualnym.
Cóż, dla mnie koncepcja płacenia za seks jest sama w sobie anty-podniecająca. Trochę jest to dla mnie obrzydliwe, trochę żałosne, a przede wszystkim, bardzo smutne.
I tak mi się zeszło do rana. Idę do parku. Godzina piąta. Miasto nie śpi. Ludzie biegają spacerują… Ba, nawet kilka osób gra w piłkę na tutejszym boisku. Ale ja idę spać.

Jeżeli czekać na więcej fotek, to już za chwile się doczekacie 🙂

[modula id=”1732″]

Poprzedni artykułDzień 114 - Złamane serceNastępny artykuł DNi 116-121 - Kryzysik

Dodaj komentarz Anuluj pisanie odpowiedzi

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

O Blogu

Jestem Michał, dla znajomych – Topiś, dla mamy – ukochane dziecko, dla sióstr – głupek lub miś, a dla wielu – obieżyświat.

Ostatnie wpisy

Pierwszy Vlog! Dzień 3582025-09-16
Dni 351 – 360 – Wrestling, moja przyszłość!2025-09-12
Dni 348 – 350 – Wśród kosmitów2025-09-08

Telefonik: +48 69dwa 4ysta98 sto20

Fundacja: Józefa Strusia 13a, Warszawa

Rife Free WordPress Theme ❤ Made by Apollo13Themes.com

Jestem Michał,

dla znajomych – Topiś, dla mamy – ukochane dziecko, dla sióstr – głupek lub miś, a dla wielu – obieżyświat.

RAAM
Gibraltar
Malta