Michael Travel
  • Home
  • Płaska Ziemia
  • Albumy
  • Info & Kontakt
2025-01-27 przez MikolajTD

Dzień 111 – Bangkok

Dzień 111 – Bangkok
2025-01-27 przez MikolajTD

Moja dobrodziejka obiecała mnie dziś trochę oprowadzić po mieście. Wychodzimy z domu jeszcze zanim dzieciaki wstaną. Wychodząc zauważam, że na podwórku jest klatka. A w klatce… Koty. Dwa koty. Chyba pierwszy raz w życiu widzę żeby ktoś trzymał koty w klatce. Choć generalnie przyjmuje pewien ludzki „prymat” nad zwierzętami. Zarówno jeśli chodzi o korzystanie z dóbr, to być może przede wszystkim jako pewną odpowiedzialność. No ale jednak tak samo jak nie jestem fanem zwierząt na łańcuchach tak nie jestem fanem zwierząt w klatkach. Koty w klatce? No cóż… Co kraj to obyczaj.

Choć ludzi to akurat jest tu mnóstwo wszędzie. Takie odnoszę wrażenie. A wśród nich są… Polacy. Ojej. Aż dziwnie. Pierwszy raz słyszę na ulicy polski głos chyba od czasu Gruzji. A może nawet też Istambułu.

Tym razem jest rano więc mogę się przyjrzeć jak wygląda osiedle. A wygląda… Nijako. Setki identycznych domów stoją jeden obok drugiego. Takie typowe nic. Ale znajdzie się gdzieś jakiś nieduży plac zabaw, a nawet basen.
Jedziemy. Moja gospodyni ma po drodze w planach zajrzeć na policję. Coś tam musi zgłosić. To spokojnie sobie poczekam. Po chwili wraca. Zapomniała dowodu osobistego xD. To wracamy po niego do domu. Po drodze mijamy posiadłości największych tajskich tiktokerów. Sprawdzam ich internetowy kontent. No to jest po prostu niesamowite jakich pieniędzy można się dorobić robiąc tak głupie rzeczy…
Postanawiamy dać se spokój z policją. Ogarnie się wracając. Tymczasem my odwiedzimy jednego z wielu przyjaciół mojej dobrodziejki, który ma bardzo przyjemne stoisko z kawą. Ziomek wygląda jak kawowy artysta. Fajny styl. A sama kawa… Smakuje dokładnie jak kawa.
Jeszcze skoczymy zjeść jakieś śniadanie. Jesteśmy na obrzeżach Bangkoku. Tutaj już jakby znowu ceny przypominają typowo tajskie. W centrum wygląda to nieco inaczej.
Dojeżdżamy do kolei i przerzucamy się w pociąg. Fajnie, bo oni tu mają te takie podniebne pociągi. W sensie takie metro na zewnątrz. No co się jeździ ponad poziomem miasta. Kurde. Nie wiem jak się to nazywa. No wiecie no. Fajna opcja, bo można sobie popatrzeć z góry przez okno na Bangkok. Ten jest… Duży. Ponad 5 milionów mieszkańców. W aglomeracji około 15. I to widać. Dojeżdżamy do centrum i rozpoczyna się spacerek po mieście. Nie lubię za bardzo opisywać tego typu rzeczy więc odsyłam do zdjęć.
Zaczynamy od jakiegoś kontrowersyjnego pomnika. Potem jakaś świątynia. Tych jest tu na pęczki. Ale szczerze powiedziawszy wciąż nie jestem ich fanem. Jeszcze tyle ludzi w środku. Meh. Choć ludzi to akurat jest tu mnóstwo wszędzie. Takie odnoszę wrażenie. A wśród nich są… Polacy. Ojej. Aż dziwnie. Pierwszy raz słyszę na ulicy polski głos chyba od czasu Gruzji. A może nawet też Istambułu. Chociaż nie… w Luang Prapang chyba się zdarzyło. No w każdym razie Polacy są. Widać ich i słychać. A poza nimi oczywiście Niemcy, francuzi, Hiszpanie, latynosi, afrykańczycy. Jest bardzo różnorodnie pod tym względem.
Dochodzimy do jakiejś dzielnicy jedzeniowej. Już jedliśmy ale tutaj rzekomo przybywają ludzie z całego świata żeby tylko jeść w tych restauracjach. Wierzę na słowo. Dalej jakaś chińska dzielnica. Potem chowamy się przed żarem w przypadkowym centrum handlowym. No i tu się pożegnamy. Dzięki za wszystko:)
Resztę dnia łażę po Bangkoku już sam. Bujam się bez większego planu. Miasto mi się podoba póki co. Jest takie kolorowe. Różnorodne. Choć, szczerze powiedziawszy, niezbyt ładne. Ale fajne:). Ja to jak zwiedzam takie miejsca to nie zależy mi za bardzo na poszczególnych, obowiązkowych punktach, świątyniach czy muzeach. Najważniejsze jest dla mnie poczuć klimat konkretnego miasta. I klimat Bangkoku mi się podoba.
Przy wieczorze docieram do jakiegoś placu. Jestem już dosyć zmęczony. Jest tu kawałek trawki. Może się położę. I pomyśle trochę. Robi się późno. Miejsce publiczne. Tuż obok oddział policji. Może by już tu zostać?
I w ten cyk. Telefon wibruje. Czyżby ktoś chciał przyjąć w swoje skromne progi strudzonego wędrowca? Tak! Znalazł się host. Trochę będę do niego jechał ale warto. Oferuje nawet łóżko do spania. Luksus.
Zanim spanie to jeszcze skoczymy na jakieś jedzonko. Bardzo, bardzo smaczne jedzonko.

[modula id=”1599″]

Poprzedni artykułDzień 110 - droga do StolicyNastępny artykuł Dzień 112 - Sylwester

Dodaj komentarz Anuluj pisanie odpowiedzi

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

O Blogu

Jestem Michał, dla znajomych – Topiś, dla mamy – ukochane dziecko, dla sióstr – głupek lub miś, a dla wielu – obieżyświat.

Ostatnie wpisy

Pierwszy Vlog! Dzień 3582025-09-16
Dni 351 – 360 – Wrestling, moja przyszłość!2025-09-12
Dni 348 – 350 – Wśród kosmitów2025-09-08

Telefonik: +48 69dwa 4ysta98 sto20

Fundacja: Józefa Strusia 13a, Warszawa

Rife Free WordPress Theme ❤ Made by Apollo13Themes.com

Jestem Michał,

dla znajomych – Topiś, dla mamy – ukochane dziecko, dla sióstr – głupek lub miś, a dla wielu – obieżyświat.

RAAM
Gibraltar
Malta