Michael Travel
  • Home
  • Płaska Ziemia
  • Albumy
  • Info & Kontakt
2025-01-22 przez MikolajTD

Dzień 108 – Dzień Idealny

Dzień 108 – Dzień Idealny
2025-01-22 przez MikolajTD

Nie sądzę aby ktokolwiek miał do mnie pretensje, że przespałem się w ringu ale na wszelki wypadek wstaję przed wszystkimi i zwijam manatki. Udaje, że przyszedłem wcześniej i jestem po prostu taki ultra porządny xD.
Zaczynamy trening. Energia z wczorajszego dnia wciąż się utrzymuje. Jest ekstra. W ringu pojawia się nowy element. Ochraniacz na korpus. A nawet dwa. To może oznaczać tylko jedno. Dziś posparujemy. Nareszcie.

Hot pot. Więc samemu sobie trzeba zrobić żarcie… Co to za wynalazek? Idziesz do restauracji i jeszcze sam sobie musisz robić jedzenie xD.

I faktycznie. Obaj zakładamy pełny sprzęt i bierzemy się za sparingi. Bardzo delikatne. Bardzo spokojne. Idealna okazja żeby się trochę sprawdzić i przetestować kombinacje w praktyce. Nie jest to prawdziwy ciężki sparing. Trener nie kara mnie za bardzo za błędy. Pozwala wykonywać techniki. Czasem stopuje uderzeniami. Czuję się doskonale. To świetna zabawa. Czuję dystans. Ciosy dochodzą, trafiają. Gdyby to była prawdziwa walka to nie byłoby tak wesoło. Przewaga masy działa na moją korzyść. Podobnie jak fakt, że używamy ochraniaczy. Mój sparingpartner ewidentnie ma dość moich kopnięć na nogę. Trochę przesadzam. Ale pozwalam sobie na mały podstęp. Trener ma już trochę okopaną nogę. Blokuje wszystko co się da. Wyraźnie markuję kopnięcie na nogę wykroczną. Mój przeciwnik unosi piszczel, gotów do bloku. Wtedy na przeciągam kopnięcie i atakuje nogę zakroczną. Jedyną, na której stoi teraz mój trener. I Bam. Przeciwnik leży na deskach. Standardowa sztuczka w boksie tajskim. Chyba za bardzo się podpalam. Ale nie mogłem się oprzeć.
Sparować też trzeba umieć. Chodzi o to żeby to był trening. Żeby sparing zrobił z ciebie lepszego zawodnika. Wcale nie chodzi o to żeby wygrać sparing. Nie da się sparować ciężko zbyt często, bo to ogromny wysiłek dla organizmu. 
No ale zabawa naprawdę przednia. Polecam. I ogólnie polecam i boks tajski i ogólnie sporty walki. Jest to coś tak unikalnego co daje tyle korzyści zdrowotnych i psychicznych. Tyle pewności siebie i tyle zabawy. Świetna sprawa. Dodatkowo zakwasy na brzuchu mam już kolejny dzież z rzędu. Więc drogie Panie, jak chcecie zrobić brzuch, zapraszam na boks tajski;)
Po treningu standardowo kąpiel w morzu. Potem higiena i do miasta. Coś zjeść. Nacieszyć się plażą. Nic więcej do szczęścia nie potrzeba:)
Po południu drugi trening. I tym razem znowu trenuję z Kuu. Spoko. Pewnie mnie dociśnie na koniec. Docisnął.
Kuu pokazał mi dziś trochę pracy w klinczu. Mistrz Toddy mu kazał xD. Fajnie. Do tego praca na worku. Ogólnie rzecz biorąc, czuć i widać progres gołym okiem. Kopnięcia są dużo celniejsze. Zwłaszcza front kicki. Lepiej wysuwam biodro przy kolanach.  Jestem stabilniejszy na nogach. Te latają wyżej, szybciej i mocniej. Tydzień treningów to nie dużo. Ale dziesięć treningów indywidualnych to nie mało. Sporo udało się sobie przypomnieć. Sporo poprawić. Nad wieloma rzeczami popracować. Złapałem bakcyla znowu. I chętnie bym tu został dłużej. I trenował. Pomimo zmęczenia. Biodra mam bardzo obolałe od wyprowadzania kopnięć. Brzuch w pewnym momencie niż nie miał już siły co przełożyło się na ból w odcinku lędźwiowym. Po prostu jest intensywnie. Ale cudnie. Małe marzenie zaliczone. Wspaniale. Jutro już ostatni trening.
To już ostatnia nocka na mojej Chaosamran Beach. Postanawiam to jakoś uczcić. Idę do bufffet restaurant co się płaci raz i je do zamknięcia. Ale do innej tym razem. Tu place 200 batów (niespełna 25zł btw xD) i mogę jeść póki nie zamkną. Hot pot. Więc samemu sobie trzeba zrobić żarcie… Co to za wynalazek? Idziesz do restauracji i jeszcze sam sobie musisz robić jedzenie xD. Niby nie jest to dla mnie nowość już ten hot pot. Raz próbowałem. Ale tym razem jestem sam. Jak pójdzie?
Robię dobrą minę do złej gry. Zachowuje się jakbym doskonale wiedział co robię. Na pewniaka nakładam żarcie na kolejne talerze i zanoszę na swoje miejsce. W międzyczasie ukradkiem spoglądam jak robią to inni i jak to właściwie wszystko działa. Na początku bez szaleństw. Trochę spaliłem naczynie. To poprosiłem o następne. Za mało tłuszczu dałem. Teraz już jest ok. Są owoce morza ale jest też klasycznie mięsko. Do tego sporo różności wszelakich. Próbuje wszystkiego. I jak już spróbowałem wszystkiego to akurat byłem już najedzony. Ale wyżerka. Całkiem niezłe. Ale ale. Tu są też lodziki. I to takie prawdziwe dobre, a nie jakieś podrabiańce. Tych lodów to wciągnąłem… Ja wiem? Dużo. Bardzo dużo. W sumie to mógłbym następnym razem przyjść i zapłacić regularną cenę żeby tylko te lody wciągać.

[modula id=”1532″]

Poprzedni artykułDzień 107 - Drugi dzień świąt (Tak?)Następny artykuł Dzień 109 - pożegnanie z plażą

Dodaj komentarz Anuluj pisanie odpowiedzi

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

O Blogu

Jestem Michał, dla znajomych – Topiś, dla mamy – ukochane dziecko, dla sióstr – głupek lub miś, a dla wielu – obieżyświat.

Ostatnie wpisy

Pierwszy Vlog! Dzień 3582025-09-16
Dni 351 – 360 – Wrestling, moja przyszłość!2025-09-12
Dni 348 – 350 – Wśród kosmitów2025-09-08

Telefonik: +48 69dwa 4ysta98 sto20

Fundacja: Józefa Strusia 13a, Warszawa

Rife Free WordPress Theme ❤ Made by Apollo13Themes.com

Jestem Michał,

dla znajomych – Topiś, dla mamy – ukochane dziecko, dla sióstr – głupek lub miś, a dla wielu – obieżyświat.

RAAM
Gibraltar
Malta