Twoje wsparcie w mojej podróży bardzo pomoże:) Więc, jeśli możesz i chcesz, to
I baw się dobrze czytając o dzisiejszym dniu!
Wszystko po kolei. Najpierw się obudzić. Potem pobimbać na telefonie w łóżku. Wstać. Ogarnąć higienę. Spakować się. Zdać pokój. Wypłacić pieniądze. Coś zjeść. Jechać dalej. Prawie wszystko się udaje. Tylko na recepcji nikogo nie było więc zostawiłem kartę bez pożegnania. Trochę się zeszło w efekcie jest już koło południa. I jakimś cudem wszystkie knajpy są pełne. A jest ich sporo. Tu ewidentnie istnieje jakaś kultura jedzenia na ulicy. Nie chce mi się za bardzo cisnąć w pełnych restauracjach dlatego podarowuję sobie śniadanie. Od razu idę na drogę.
Jedna babeczka w średnim wieku jak mnie zobaczyła to stanęła, opadła jej szczękę i wgapiała się we mnie chyba z minutę nic nie mówiąc.
Niby mam dobrą miejscówkę. Wjazd na autostradę. No ale nie działa. Nikt się nie zatrzymuje przez dłuższy czas. I w ogóle nie przejeżdża tu za dużo aut. Myślę, co tu robić… Myślę… Myślę…
A kij tam. Pójdę na małą drogę obok, wystawię kciuka i zobaczę co się stanie. No i zaczęła się magia.
Zatrzymuje się pierwsze auto i zabiera 20km. Jedziemy w dzicz. Samochodzik ledwo daje radę jadąc pod górkę. Ale dojeżdżamy na miejsce. Jakaś mieścina w w środku gór. Nagle czuć zupełnie inny klimat Chin. Taki wsiowy. Cudowny:)
Mam wrażenie, że lokalsi patrzą na mnie jak na zjawę. Jedna babeczka w średnim wieku jak mnie zobaczyła to stanęła, opadła jej szczękę i wgapiała się we mnie chyba z minutę nic nie mówiąc. Przyciągam wzrok. To bardzo dobrze, bo kolejne samochody na mój widok zatrzymują się same.
W ramach ukulturalniania w słuchawkach wciąż leci „Wędrówka na zachód”. Klasyczna powieść chińskiej literatury z końcówki XVI wieku.
I tak mija kolejne kilka godzin. Powoli i mozolnie posuwam się naprzód, małymi, krętymi starymi drogami. Przeskakuje między autami. Mam okazję zobaczyć inne Chiny. Takie chyba podobają mi się najbardziej. Lokalne wioski wciąż mają raczej miejski klimat. Ale kamer wyraźnie mniej. Sporo ludzi na ulicy. Jedzą, grają w karty lub na instrumentach. Są mechanicy, fryzjerzy, kucharze.
Między wioskami rozpościerają się pola, trawy, góry. Bardzo przyjemne widoki. W ramach ukulturalniania w słuchawkach wciąż leci „Wędrówka na zachód”. Klasyczna powieść chińskiej literatury z końcówki XVI wieku. Opowiada o grupie mnichów wędrujących (szok) na zachód. Tzn. do Indii, po jakieś pradawne zwoje. Chiny i wędrówka więc tematycznie bardzo pasuje do mojej wyprawy. Choć ja akurat wędruje na wschód. A w ostatnim i najbliższym czasie to raczej taki południowy wschód. Fanem powieści chyba nie zostanę, ale słucha się przyjemnie.
Na pewnym etapie mojej dzisiejszej drogi ląduję w trochę większej miejscowości. Trzeba trochę pobutować żeby znaleźć jakieś sensowne miejsce do łapania stopa ale jakoś tak od niechcenia macham kciukiem do zbliżającego się tira… A ten się zatrzymuje.
I jedziemy dalej. Potężnym zwalistym tirem, za kółkiem, którego siedzi młodziutki kierowca. Droga jest wąska, kręta, poruszamy się bardzo powoli, ale widoczki wynagradzają wszystko.
Na stacji benzynowej mój dobrodziej przedstawia mnie swoim kolegom, też kierowcy tira. Gadają, robią sobie zdjęcia. Jeden z nich nalega żebym dalej pojechał z nim. No to zmieniam ciężarówkę i jadę.
Bardzo daleko żeśmy nie jechali ale zawsze coś. Zbliża się zmrok. Mój kierowca sugeruje abym pozostał w mieście na noc i ruszył o poranku. Tak, myślę że ma rację. To nieduże miasto, wydaje się istnieć tylko i wyłącznie z powodu fabryki, do której jechali moi dobrodzieje. Szukam jakiegoś noclegu. Znalazłem dwa hotele. Odwiedzam oba żeby sprawdzić jakie mam opcje.
Mam w sobie coś takiego, że od czasu do czasu lubię potargować cenę. Zwłaszcza za granicą. Pamiętam jeszcze swoje pierwsze negocjacje. Miałem 16 lat. Utargowałem 5zł na rękawicach bokserskich. Ależ byłem z siebie dumny.
[modula id=”709″]
I cyk, jedna wiadomość w translatorze i cena niższa o 25%. Tzn. o 10zł xD. Ale miejsce bardzo przyjemne. Ostatecznie mam i lepszy i tańszy pokój niż wczoraj. Poza kosmetykami, szczoteczkami i wodą w pokoju są nawet gumki xD. Tylko znowu te kapciochy w dziecięcym rozmiarze. Już pomijając moją stopę (45) to ja chyba nie znam nikogo dorosłego kto by się zmieścił w te klapeczki co są tutaj. No… Może jedną osobę;)
W ogóle to obawiałem się, że może będzie ciężko kupić buty w moim rozmiarze ale znalazła się ostatnia para.
Z tego wszystkiego dzisiaj nic nie jadłem. Zupełnie nic. To ładuje się do najbliższej restauracji. Właściciel (ten sam co prowadzi hotel) sugeruje mi pierogi. Po pierogach, które zaserwował mi Jack zanotowałem, żeby spróbować ich w Chinach raz jeszcze gdzieś indziej. No to biorę. Mogę nawet popatrzeć jak są lepione.
Próbuje. Jest ostry sosik co powoduje u mnie mały atak kaszlu. Pani kucharka odchodzi i mówi, że jak za ostre to może przygotować nowe. Kulturka. Nie trzeba. Zjem. Potem pyta jak smakowały. Mówię, że „bardzo dobre”. Były tylko „ok” ale dziewczyna pod maską skrywała tak uroczy uśmiech, że nie mogłem odpowiedzieć inaczej.
Mam niedosyt. Jednak cały dzień nie jedzenia. To idę jeszcze trochę w miasto coś upolować. I znajduje jakieś miejsce gdzie serwują tylko ryż z wybranymi dodatkami. Za 5,60zł nakładasz sobie ile chcesz. Oficjalnie najlepszy stosunek jakości do ceny w Chinach. No teraz to jestem najedzony. Do hotelu. Trochę pobimbać, i do spania.
[modula id=”721″]
