Michael Travel
  • Home
  • Płaska Ziemia
  • Albumy
  • Info & Kontakt
2024-10-20 przez MikolajTD

Dzień 38

Dzień 38
2024-10-20 przez MikolajTD

Sianko zdało egzamin. Rano jest rześko i przyjemnie. Świeci słońce, chmur niewiele, oddycham pełną piersią. Aż się chce.
Łapie okazję i powolutku udaje się w kierunku południowym. Nie spieszy mi się. Autostop działa znakomicie. Po drodze śniadanko, zakupy w jakimś lokalnym markecie. Znowu te ich śmieszne bułeczki na słono. Z fasolą mi nie podeszło. Z mięsem lub serem jest spoko. Z grzybami ostatecznie nie próbowałem.
Po drodze dzieje się ciekawostka. Wczoraj ten gość z córką co mnie zabrał, opowiadał o tym jak to Gruzja musi się integrować z Europą i jaki to problem, że Rosja ma tu tak duże wpływy. Tymczasem dziś jakiś staruszek co mnie zabrał na stopa opowiada o sytuacji politycznej w zupełnie innym świetle. Ziomek co prawda nie mówi po angielsku ale tyle po rosyjsku to nawet ja zrozumiem.
„Ty pa ruski znasz? Ty pa ruski gadaj, to jest Gruzia. Eto Kavkaz, eto no Europa”. To ostatnie powtarza jak mantrę.

Na stopa łapie mnie… kierowca bolta. Nie chce kasy. I tak wraca do Tbilisi. To mnie zabierze. Dzięki!


Ogólnie Gruzja jest w przed dzień wyborów parlamentarnych. Kraj okazuje się być bardzo spolaryzowany politycznie. Nie będę się tu silił na dokładny opis sytuacji. Zupełnie przypadkiem wysłuchałem tego dnia podcastu u Mateusza Grzeszczuka dokładnie o wyborach w Gruzji. Odsyłam tam.
Jestem w krainie zwanej „Kachetia”. Piękna i w ogóle. Przynajmniej tak mówią. Że trzeba się po niej przejechać, pobujać po wsiach, powstępować do lokalnych winiarni. Chyba głównie o to wino chodzi. Jest tu jakaś wielka słynna droga, która prowadzi od winnicy do winnicy. Ja podziękuję.

Dojeżdżam do Sighnaghi (hdbskdfhd – opluć się można). Położone na wzgórzu, stworzone i wypromowane pod turystów.  Mówią, że to perła Kachetii. Gruzińskie miasto zakochanych… Bla bla bla. To jest taki moment, w którym uświadamiam sobie (albo przypominam) jedną rzecz. Ja już troszeczkę tego świata zobaczyłem. Ta cała Kachetia jest ładna, ale nie robi na mnie większego wrażenia. Najbardziej podoba mi się widok na Kaukaz Wielki, który widać praktycznie z całej krainy. Postanawiam skusić się na lokalną restauracje. Siadam na sporym balkonie z widokiem na wszystko. Ludzie przychodzą  zrobić tu zdjęcia. No dobra, też zrobię. Podczas cykania fotek, jakaś wewnętrzna część mnie ciśnie bekę z tej zewnętrznej. „turysta” śmieje się.
Postanowiłem w końcu zjeść te słynne gruzińskie pierożki – Chinkali. Zamawiam 6 sztuk. Wyglądają uroczo. Smakują jak… Pierogi z mięsem. Nie jest to niby nie dobre, ale do pierogów mojego dziadka to nawet nie ma startu. Patrzę jak wciągają je lokalsi i odkrywam, że jadłem to źle. Gruzini nie zawracają sobie głowy używaniem widelca. I słusznie.
Jeszcze coś tam zobaczę w tym miasteczku, jakiś kolejny kościół, i ruszam dalej. Na stopa łapie mnie… Kierowca bolta. Nie chce kasy. I tak wraca do Tbilisi. To mnie zabierze. Dzięki! Po drodze zaprasza mnie na słony owczy ser (jego ulubiony) z jakimś chlebem do tego. Smaczne i sycące. No jak tu nie kochać tych ludzi?
Chciałem jeszcze dziś jechać do Dawid Garedża ale mój kierowca mi odradza. Mówi że tam zimno i węże. Słucham jego rady i zostaje w miasteczku.  Lokalizuje jakąś kawiarnie, biorę kawę i ciastko. Bardzo bardzo dobre, i bardzo bardzo słodkie. I bardzo bardzo tanie. I bardzo bardzo mi miło.
Zastanawiam się nad planem podróży. Okazuje się, że do Azerbejdżanu nie wjadę droga lądową. Nosz kur.. wszystkie przejścia lądowe zamknięte dla turystów. Pozostaje samolot, ale żadnego ciekawego lotu nie widać. Jeny… W międzyczasie dzwonię do domu. Trochę pogadam z matką i ojcem. Ci na urodzinowym spotkaniu u X. Tomka w Lubochnii. W tym roku beze mnie… No ale okazuje się, że w tym roku skład mocno okrojony i tak. Zwłaszcza wśród „dzieci”. „dzieci” tu w znaczeniu ludzie przed 30-tką xDDD.
Trzeba iść spać. Wychodzę poza miasto. Po drodze wyłapują mnie jakieś lokalne chłopaczki i podwożą kawałeczek, bo jechali w tym samym kierunku. Sami tak. Sami z siebie zaproponowali. Późnym ciemnym wieczorem. No jak tu nie kochać Gruzinów? Wysadzają mnie. Idę dalej. Nagle orientuje się, że jestem między młoteczkiem a kowadełkiem. Z jednej strony szczeka na mnie pies i wyraźnie daje znać żebym się nie zbliżał. Z drugiej to samo. Co robić? Gaz pieprzowy w dłoń (dzięki Ola:) i krok po kroku obieram kierunek. Wtem nadchodzi mój wybawca. Właściciel jednego z ujadaczy. Ten ziomek to nawet po rusku nie gadał. Nie przeszkodziło mu to zabrać mnie do domu obok (nie wykończony ale było cieplej niż na dworze, zadaszony i za ogrodzeniem). Ostatecznie jednak zmienił zdanie i zabrał mnie do siebie. Nie jestem pewien czy kiedykolwiek byłem w biedniejszym budynku, serio. Ale nic to nie znaczy, ziomek ma złote serce. Próbujemy się dogadać ale nic z tego nie wychodzi. Poczęstował mnie kolacja (mam tylko nadzieję, że nie odebrał sobie od ust. Kurwa tego to bym nie chciał) i położył spać. Na jak tu ich nie kochać?

Poprzedni artykułDzień 37Następny artykuł Dzień 39

Dodaj komentarz Anuluj pisanie odpowiedzi

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

O Blogu

Jestem Michał, dla znajomych – Topiś, dla mamy – ukochane dziecko, dla sióstr – głupek lub miś, a dla wielu – obieżyświat.

Ostatnie wpisy

Pierwszy Vlog! Dzień 3582025-09-16
Dni 351 – 360 – Wrestling, moja przyszłość!2025-09-12
Dni 348 – 350 – Wśród kosmitów2025-09-08

Telefonik: +48 69dwa 4ysta98 sto20

Fundacja: Józefa Strusia 13a, Warszawa

Rife Free WordPress Theme ❤ Made by Apollo13Themes.com

Jestem Michał,

dla znajomych – Topiś, dla mamy – ukochane dziecko, dla sióstr – głupek lub miś, a dla wielu – obieżyświat.

RAAM
Gibraltar
Malta