Śniadanie duże. I smaczne. I dobrze. Bo jak się okazało, ciężki dzień przede mną. Ruszam. Jedziemy dalej. Kierunek, Taman Negara. Ta „prawdziwa dżungla”. Aż jestem zaciekawiony. W drogę. Najpierw należy przejść przez miasteczko. To, w środku dnia, robi jakoś dużo fajniejsze wrażenie. I jest tu dużo więcej ludzi niż bym się spodziewał. Natykam się na sporą grupkę. Blokują przejście. I wszyscy stoją z telefonami gotowymi do nagrywania. O! No to ja też wyciągam. Ciekawy co będziemy nagrywać.
Już wieczór. Co robić? Ciężko powiedzieć. Pewnie będzie lało w nocy. Można iść pod namiot ale to mało zachęcająca opcja. Nic w okolicy nie ma…
Przejeżdża jakaś długa kolumna samochodów. Ludzie machają, cieszą się. No to ja też macham. Udaje, że się cieszę. Chyba jedzie ktoś ważny.
Idziemy dalej. Udaje się coś złapać. Podjadę kawałek. Nie za duży. Znowu idę i… Coś na mnie kapło. A potem znowu. I znowu. Ok. Zrozumiałem. Trzeba się rozejrzeć za schronieniem. Ale nic w okolicy. A kapa coraz bardziej i bardziej… I leje. Jak 150. Czas schować godność do kieszeni. Biegnę. Nieopodal znajduje się zadaszenie. Uratowany.
Nie ja jeden postanowiłem się tu schronić. Rozpadało się na dobre. Nie ma co łapać stopa w takich warunkach. Trzeba przeczekać. No trudno. Bywa i tak. Pozostaje usiąść i poczekać. Coś tam porobię na telefonie. Trochę się ponudzę. Ale lać nie przestaje. Kuuurde. Tracę więcej czasu niżbym sobie tego życzył. Ech…
W końcu wyszło słońce. Lało dobrze ponad godzinę. Idę na pobocze. Wystawiam kciuka. I czekam. I czekam. I nic. Nieopodal stoi paru facetów z zaparkowanymi motocyklami. Co jakiś czas ktoś do nich podjeżdża, bierze paczkę i odjeżdża. Dziwnie to wygląda. Jak jakieś szemrane interesy. Ale jeden z nich po kilku dłuższych chwilach podchodzi do mnie i pyta gdzie jadę. To mówię, że tam i tam. No to mnie zabierze kawałek. No to fajnie:).
Po drodze mijamy kolejne pola herbaciane. I kilka naprawdę spektakularnych widoków. Musicie mi uwierzyć na słowo. Miałem pokusę żeby próbować zrobić kilka fot z pozycji pasażera na niedużym skuterze ale uznałem, że jednakowoż nie warto ryzykować;).
Kolejne miasteczko. Stąd już chyba złapie coś dalej. A przynajmniej mam taką nadzieję. Ale teraz moją uwagę przyciąga jakieś jedzeniowe stanowisko. Kupuję jakiś placek orzechowy. 3zł. A najadłem się jak na obiad. I to naprawdę smaczne było. To chyba najmilsza rzecz jaka mnie do tej pory dzisiaj spotkała. Idę łapać dalej.
Ale nic nie staje. No to przejdę się kawałek w poszukiwaniu lepszej miejscówki. Pomysł nie najgorszy. Szkoda, że znowu zaczyna lać… Totalnie lać… Ech. Udaje się znaleźć zadaszenie. I znowu czekanie…
Już późne popołudnie. Przestaje padać. Idę łapać dalej. Ale nic. Zupełnie nic. Stoję tak dłuższy czas. W końcu. W końcu coś się zatrzymuje. Hindusi. Nie możemy się dogadać ale jadą we właściwym kierunku. To ładuje się na pakę.
A na tej… Nie przyjemnie. Bo zimno. Pfff… To nieadekwatnie powiedziane. Bo piździ. Jak cholera. O jejuniu. Ale zimno. Ojojoj. Ojejejej.
Przejechaliśmy może z 10 km. I znowu zaczyna lać… Chowam się pod pozostałościami z przystanku autobusowego. I czekam…
Jestem na końcu świata. Nic tu nie ma. Nawet zasięgu. Jakaś wiocha. Naprawdę biedna. Mieszkańcy patrzą na mnie jak na zjawę. Przestaje padać. Wystawiam palec. I znowu nic. Ech.
Już wieczór. Co robić? Ciężko powiedzieć. Pewnie będzie lało w nocy. Można iść pod namiot ale to mało zachęcająca opcja. Nic w okolicy nie ma…
W tym momencie wystawiam już kciuka do wszystkiego co jedzie. Czy to w jedną, czy w drugą stronę. W efekcie wracam do poprzedniej mieściny. Ech…
Głodny jestem. To zjem hamburgera. Te są tu bardzo popularne. I całkiem niezłe. Na tyle, że zamawiam drugiego. Ale nie ma. Bułki się skończyły… Ech. Bogowie autostopu mają dzisiaj ze mnie niezłe jaja.
Ciemno już jest. Dalej nie pojadę. Trzeba pomyśleć o noclegu. Wizja spania pod namiotem mnie dziś za bardzo nie pociąga. Tutejsze hotele też mnie za bardzo nie urządzają. Hmm… Mam pomysł. Nieopodal jest meczet. Jeff mi polecał żeby w razie czego próbować pytać czy mnie nie przenocują. Mówił, że ma dobre doświadczenia. Ja w sumie nigdy jeszcze w meczecie nie nocowałem. Co w sumie wydaje mi się aż zaskakujące. No to idę zapytać. Wiecie, idę taki pełen entuzjazmu mając nadzieję, że chociaż dzisiejszy wieczór okaże się fajny:)
I dupa. Nie przenocują. Bom nie muzułmanin. Pfff… No nie. Nie wymienię Jezusa na Allaha. Do widzenia.
Ciekawe. Cały świat backpackerski chwali sobie noclegi w meczetach. A ja póki co mam 100% odmowy. Tzn. próbowałem do tej pory tylko 2 razy ale oba razy mi odmówili.
Jak tu szedłem po drodze widziałem inny duży kompleks z zadaszeniem. Był tam jakiś chyba pamiątkowy pomnik. Wyglądało trochę jak świątynia. Zapytam.
Wchodzę na zamknięty teren. Widzę jakieś udekorowane miejsce ze zdjęciem. Wygląda to trochę jak te wszystkie pomniki króla Tajlandii. W środku 4 osoby siedzą przy stoliku. Podchodzi do mnie babeczka i pyta o co chodzi. To jej tłumacze o co chodzi. A tu się okazuje, że to… Stypa. Nie zauważyłem trumny pod kwiatami. Tak. Było mi głupio.
Ale na swoją obronę powiem, że cztery osoby siedziały przy plastikowym stoliku i sączyły piwo. No nie domyśliłem się. A okazuje się, że babeczka wynajęła cały kompleks aby pożegnać swojego ojca, który odszedł kilka dni temu. Złożyłem kondolencje i poszedłem w swoją stronę.
W okolicy jest jeszcze jedna świątynia. Hinduska. Ale jak tylko wszedłem na jej teren to z miejsca zaczął się na mnie wydzierać jakiś pół nagi, gruby hindus. Zrozumiałem dosyć szybko, że nie jestem tu mile widziany.
Ostatnia miejscówka to boisko. Zadaszone. W centrum miasteczka. Otwarte. W środku nikogo. Biorę. Jest monitoring. Czyli bezpiecznie. O ile mnie ochrona stąd nie wywali. Ale po godzinie wciąż nikt się nie przyczepił. To chyba mogę spać spokojnie.
No do dupy taki dzień. Ostatecznie przemieściłem się o… 20km. Serio. Gdybym wiedział, że tak będzie to bym się nie ruszył ze sprawdzonej miejscówki i cały dzień przewijał shorty na YT. To by miało więcej sensu. Ech… No ale nic. Bywają i takie dni. To jasne. Nie ma co się tym za bardzo przejmować. To część gry. Ostatecznie nie jest źle. Jestem najedzony. A przemokły mi tylko skarpetki. Mam nie najgorsze miejsce do spania. Jutro będzie lepiej:)
[modula id=”2963″]
