Kolejne dwie nocki spędzam na tym samym polu w George Town. Śpi mi się tu doskonale. Przynajmniej jak już przestaną strzelać fajerwerki. Te są wciąż co noc. Postanowiłem przeczekać do niedzieli żeby się spokojnie udać do kościoła. Ten niczym szczególnym mnie nie ujął. Poza tym, że był zaskakująco pełny. Co nieoczekiwane, ale w ogóle okazuje się być standardem w Malezji.
Poza tym niedzielny odpoczynek.
Tylko powiedzcie, jak tu spać?!
A w sobotę? W sobotę trochę jeszcze pracy nad blogiem. Poleciałem na entuzjazmie z poprzedniego dnia. To trzeba było korzystać. Wieczorem natomiast jakoś tak wyszło, że spędziłem trochę czasu z taką jedną Indonezyjką. Bardzo ładną Indonezyjką, dodajmy. Husna przyjechała do Malezji studiować i pracować. Pracuje w fabryce i studiuje jakąś filologię angielską. Jak każda znana mi studentka filologii angielskiej jest strasznie znudzona swoim kierunkiem. Przybyszów z Indonezji tu nie brakuje. W zasadzie przybyszów skądkolwiek nie brakuje w Malezji.
Moja towarzyszka potrafi pięknie mówić, jest urocza i nawet chwilami zabawna. Obarczona cudownymi kształtami i radosnym usposobieniem. Nadrabia fakt, że jest jednak ode mnie wyraźnie młodsza, co czuć. Muzułmanka. Mówi, że do łóżka dopiero po ślubie. Ha! Mądra kobieta. Chciałaby żeby ktoś ją pokochał. W planach dwójka dzieci. Pytam czy byłaby skłonna rozważyć trójkę i życie w Polsce. Mówi, że byłaby:). A konwersja na Jezusa? No tu już ciężej…
Pytam czemu wierzy w Allaha. Odsyła mnie do jakiś krótkich wykładów na YT. Jej brakuje słów żeby wyjaśnić. Ok. Będzie słuchane.
Po tym jak żeśmy trzy razy przeszli się przez lokalny nocny targ (całkiem niezły) uznała, że jednak zjadłaby w centrum handlowym xDDD. Kobiety. Tam też wybór nie był łatwy. Wzięliśmy jakąś tajsko-chińską super zupę. I faktycznie, była to jedna z lepszych tego typu potraw jaką jadłem. I dobrze, że był ktoś kto mi wytłumaczył jak to prawidłowo zjeść. Stopniowo zalewając wywarem suchą część dania. Sam bym na to nie wpadł. Dalej uraczyliśmy się na deser jakimś takim japońskim mochi. Jedyną rzeczą, którą ostatecznie wzięliśmy z nocnego targu. Ja próbowałem pierwszy raz. Spoko. Jeszcze żeśmy się przespacerowali ultra nie ciekawym, nie nadającym się do żadnego typu spacerków, chodnikiem. Hmm…
A może by tak zostać w Malezji, ożenić się ze śliczną azjatką, zrobić parę dzieciaków, i w końcu po prostu wyluzować? Ja wiem, wiem. Dzieciaki to kupa roboty. Nie zjedzcie mnie;). Ale wiecie o co mi chodzi:)
[modula id=”2610″]
