Co tu dużo mówić. Czasem naprawdę nie ma o czym pisać. Dobrze przespana noc. To na plus. Jest czas żeby się trochę poobijać w łóżku. Nie myśleć za bardzo ani za dużo. Wrzucić na luz.
Później jakieś standardowe jedzonko. I wracam do centrum handlowego. Są tu takie fajne fotele. Jest wifi. Jest gniazdko. W tym kąciku to nawet względna cisza i spokój. Można usiąść i zajął się swoimi rzeczami. Pisaniem. Pracą. I sprawami zbyt moimi żeby o nich tutaj pisać. I tak sobie schodzi dzień aż do wieczora.
A wieczorem niespodzianka. Bo znajduje się host na dziś. Miło. Miasto Phuket nie wydaje się najlepszym miejscem na kemping. Do tego ten gorąc. Miło, że ktoś się znalazł.
Ale tutaj też dziwnostka. To taki host z kategorii „morderca” albo „recydywa”. W skrócie, niezbyt wylewny. Ani przez telefon ani w cztery oczy. Mieszka niedaleko tego centrum handlowego więc się nie nachodziłem. To miło. Ale nocleg trochę dziwny. Dostaje łóżko, jest klima i w ogóle. Ale nic poza tym. Nie żeby to był problem ale dziwnie trochę po prostu. Ani pogadać. Ani herbaty (herbata w Tajlandii xD). Ani nic. Oszczędny w słowach. Niezbyt zainteresowany moją osobą. Ciekawe. Ja to nawet doceniam takich ludzi. Niczego nie chcą. Nic nie oczekują. Po prostu pomagają.
Dzień 129 – dzień kapusty
