Kiedy zaczynasz swoją podróż autostopem, marzysz o okazjach: stary van, ciągnik, może wielbłąd… Ale oto stoję — sam środek Australii, najbliższy cień rzuca własne wątpliwości, a asfalt rozgrzany jest do temperatury piekarnika na grilla.
I nagle… rakieta.
Tak, moi drodzy. Kolejny etap wyprawy: międzykontynentalna rakieta pasażerska. Czy to dalej autostop, jeśli łapiesz okazję na wysokości 80 km nad ziemią? Nie wiem. Ale wiem jedno: po kangurach czas na kosmos.
Pilot mówi, że to „trochę szybciej niż TIR-em”, ale mam nadzieję, że nie będzie trzeba znowu opowiadać dowcipów przez 12 godzin, żeby dostać się do kabiny.
Trzymajcie kciuki – następny post wyślę z orbity. Albo z Nowego Jorku. Albo… gdzie mnie wyrzuci. 🚀🌏



