Michael Travel
  • Home
  • Płaska Ziemia
  • Albumy
  • Info & Kontakt
2024-12-26 przez MikolajTD

Dzień 96 – Ekshibicjonista

Dzień 96 – Ekshibicjonista
2024-12-26 przez MikolajTD

Jeżeli podoba Ci się to co piszę, to możesz wesprzeć moją podróż tutaj:

Dzięki Twojemu wsparciu będę miał szansę na wyrwanie się z Tajlandii i dalsze sprawdzanie płaskości ziemi 🙂

Docieram do odległego, uroczego zakątka. Prowadzi tu wąska ścieżka w środku lasu. Na końcu jest zejście do wody. A na miejscu? Mnóstwo śmieci. Jakaś prowizoryczna zabudowa. Wygląda na to, że ktoś tu mieszkał. Być może wciąż mieszka. Każdy inny normalny człowiek uznałby, że to po prostu śmietnik. Nic ciekawego. Ale nie ja. O nie nie.

Rano moja gospodyni jeszcze oprowadza mnie po wsi. Ta jest cudowna. To znaczy wieś. Nie gospodyni. To znaczy gospodyni też. Tylko chodziło mi o wieś. No wiecie o co chodzi…
Wieś cudowna. Spokój. Cisza. Pola. Góry. Krzaki owocowe. Dużo zielonego. Aż chciałoby się tu zostać na dłużej. Ale trzeba wracać. Babeczka była tak miła, że odwiozła mnie do miasta. Także jestem na czas w kościele. Ten jest dużo bardziej zatłoczony niż bym się spodziewał. Ale spoko. Przyjemny w środku. Jest nawet chór. I to taki prawdziwy. Widać, że ekipa faktycznie ćwiczy. To znaczy słychać. Ale też widać, bo mają te fajne, śmieszne chórowe przebranka. Nie wiem jak się one nazywają. No te takie „szaty”.
Jestem prawie pewien, że jedna dziewczyna z chóru wczoraj śpiewała na koncercie w mieście. Ładna dziewczyna i ładnie śpiewała to i łatwo zapamiętać.
Po prawej stronie prezbiterium jest… „Coś”. Nie mam absolutnie zielonego pojęcia co to jest i co tam robi. Ale jest. Jakaś taka jakby figura? To ciężko opisać. Odsyłam do zdjęcia.
Niedaleko mnie stoi babeczka, która na sto procent jest ladyboyem. I modli się. To zawsze wzbudza pewną refleksje. Nie wiem na ile liberalny jest tajski kościół. Ale nie sądzę aby pochwalał tranzycję płciową. A jednak tacy ludzie też po coś tu przychodzą. Też czegoś poszukują. Też się modlą. I chyba nie są stąd wyrzucani. Myślę sobie, że pewnie jest im trudno być w tym wszystkim. Z drugiej strony… Mi w sumie nieraz też bardzo trudno jest być w tym Kościele.
Po mszy jeszcze troszkę się pobujałem po mieście. Tak o żeby zobaczyć czy na pewno mi się tak bardzo nie podoba. No nie podoba. Dotarłem nawet do lokalnych nadmorskich slumsów. Niezły klimacik.
Ale nie zamierzam zostawać tu dłużej. Czas wracać na moją plażę.
Coś tam udaje się złapać na drodze. Znowu babeczka. Podwiezie mnie kawałek. Mówi, że po drodze jest kawałek pięknej dzikiej plaży, o której nikt nie wie. A przynajmniej na której prawie nigdy nikogo nie ma. I że może mnie tam zawieźć. Ok. Czemu nie? Mam czas. Niech będzie.
Wysadza mnie kawałek od plaży. Resztę drogi pokonuję pieszo. I jest. Faktyczne konkretne, fajne, przyjemne miejsce. Można poplażować i wychillować. Tylko jest jeden mankament. Tu faktycznie jest tak dziko, że nie ma niczego. A ja jestem bez śniadania. I woda mi się kończy… No nic. Trochę pooddycham, trochę pokontempluję i dalej w drogę. Postanawiam przejść kawałek wzdłuż wybrzeża. Po drodze mijam malutkie miejscowości. Mniej turystyczne, rybackie wioski. Pełne małych, bosych, uśmiechniętych Tajów.
Docieram do odległego, uroczego zakątka. Prowadzi tu wąska ścieżka w środku lasu. Na końcu jest zejście do wody. A na miejscu? Mnóstwo śmieci. Jakaś prowizoryczna zabudowa. Wygląda na to, że ktoś tu mieszkał. Być może wciąż mieszka. Każdy inny normalny człowiek uznałby, że to po prostu śmietnik. Nic ciekawego. Ale nie ja. O nie nie. Co to to nie. Ja zbyt dużo czasu ze swojego życia zmarnowałem na graniu na komputerze w RPG’i wszelakiej maści. Całe moje gamingowe doświadczenie podpowiada mi, że tu musi być ukryty jakiś sekret. Albo jakiś skarb. I to taki wart co najmniej kilkaset sztuk monet. Może jakiś artefakt? Epik? Ukryte zadanie?
Trochę się rozglądam ale nic nie znajduje. Ale zawód. Jednym z założeń tej podróży jest znaleźć taki skarb dzięki, któremu będę bogaty do końca życia. A tu nic. Taki zawód. Gry kłamią…
Nic cennego nie znalazłem ale powiedzmy, że „coś” się tu wydarzyło. Kawałek dalej mijam ziomeczka, który… Radośnie i bez skrępowania oddaje się auto erotycznym uciechom.

[I tu wkroczyła ojcowska/rodzicielska cenzura 😀 Bo to Święta i tego nie da się dziś czytać :D]

I nic sobie nie robił z mojej obecności… Odechciało mi się szukać skarbów…
Gorzka ciekawostka jest taka, że to nie pierwszy raz kiedy na coś takiego się natykam, ale o zbiorowej gejowskiej orgii w samo południe pewnego sobotniego dnia, w jedynym parku na Malcie nie będziemy dzisiaj rozmawiać.
Trzeba iść dalej. Dochodzę do większego miasteczka. Tu mogę już spokojnie coś zjeść. Napić się. Obkupić. I w drogę. Łapię jednego stopa, drugiego. I cyk. Jestem z powrotem w Cha-am. To jeszcze nie jest „moja” plaża ale już tu zostanę. Muszę zrobić pranie i wymienić pieniądze. Dziś się nie uda, bo niedziela więc poczekam do jutra. Tymczasem idę nad morze. I tam już zostaję do końca dnia. Pisze bloga, pisze z ludźmi, odpoczywam. Mam się dobrze:)

[modula id=”1206″]

Poprzedni artykułŻyczeniaNastępny artykuł Dzień 97 - Znowu ekshibicjonist(k)a

Dodaj komentarz Anuluj pisanie odpowiedzi

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

O Blogu

Jestem Michał, dla znajomych – Topiś, dla mamy – ukochane dziecko, dla sióstr – głupek lub miś, a dla wielu – obieżyświat.

Ostatnie wpisy

Pierwszy Vlog! Dzień 3582025-09-16
Dni 351 – 360 – Wrestling, moja przyszłość!2025-09-12
Dni 348 – 350 – Wśród kosmitów2025-09-08

Telefonik: +48 69dwa 4ysta98 sto20

Fundacja: Józefa Strusia 13a, Warszawa

Rife Free WordPress Theme ❤ Made by Apollo13Themes.com

Jestem Michał,

dla znajomych – Topiś, dla mamy – ukochane dziecko, dla sióstr – głupek lub miś, a dla wielu – obieżyświat.

RAAM
Gibraltar
Malta