Hotel bardzo fajny. Niestety basen nie był otwarty nocą. Nigdy nie są otwarte nocą. A ja zawsze mam ochotę z nich skorzystać nocą… Nawet przeszło mi przez myśl żeby może jednak wskoczyć. Raczej nikt by się nie zorientował. Ale nie. Jestem tu gościem. Nie wypada. Za duże ryzyko.
Za to jest siłownia. Cudownie. Od jakiegoś już czasu mam dosyć mocną potrzebę żeby coś podźwigać. W końcu jest okazja. Nie trenuję na ciężarach już od ponad 3 miesięcy. A przed wyjazdem też nie byłam w jakimś szczycie formy. No to trzeba się sprowadzić.
No spadki w sile są wyraźne. Bardzo wyraźne. No ale nie ma się co dziwić. Brak treningu to jedno ale gwałtowny spadek masy to kolejny poważny czynnik.
Siady 90 w serii. Było 140 przed wyjazdem. Ohp 70 na 50. Ławki to bardzo dawno nie robiłem. Ale jak ostatnio robiłem to było 115 w serii. Dziś śmieszne 80. No cóż. Życie. Prędzej czy później odrobię. Fajnie, że się udało ten trening zrobić. W ogóle to jest to bez wątpienia najlepsza siłownia hotelowa na jakiej byłem. Są wolne ciężary. Jest pełny rak. Sprzęt bardzo wysokiej jakości. Tym bardziej bawi mnie, że pracownicy przychodzą tu i bardzo mnie przepraszają, że siłownia jest w tak słabym, niedokończonym stanie. Co? Serio nie wiem o co im chodzi. Proponują, że przewiozą mnie w inne miejsce gdzie siłka jest skończona. Nie ma opcji. Idealna siłownia, trenuję tu sam, nigdzie nie idę.
Dziś plan jest taki, żeby zwiedzić miasto. Tyle. Po wczoraj zastanawiam się czy to w ogóle sensowny pomysł. No ale przejdę się jeszcze w miejsca gdzie nie byłem i zobaczymy. Zajęło mi to może z godzinę. I chyba nic z tego spaceru nie zapamiętałem. Co robić? Nie wiem. Nie chce mi się za bardzo.
Trochę tak dumam po czym stwierdzam, że nie będę świrował i wracam do hotelu. Tzn. do innego hotelu. „Trochę” mniej ekstrawaganckiego. Bez siłowni (chlip).
Resztę dnia leżę w łóżku. Nawet za dużo dziś nie jadłem. To już kolejny taki wieczór. No o czymś to świadczy.
[modula id=”1009″]
