Rano toaleta, śniadanie, uściski i pora opuścić moich dobroczyńców. Wychodzę do miasta, kupuję kilka potrzebnych rzeczy i siadam w fast foodzie, żeby opracować jakiś plan. Wieczorem jestem umówiony z kolejnym hostem w Shymkencie, więc nie ruszam się z miasta. Plan jest, żeby spokojnie je zwiedzić. Plany jednak szybko się zmieniają 🙂
Okazuje się, że mój dzisiejszy nocleg nie wypalił. Zdarza się. Tymczasem zaczynam czuć się tak zmęczony, jak dawno nie byłem. Naprawdę, nie mam siły wstać z kanapy. Ale to nic dziwnego – od Turcji podróż jest bardzo intensywna. W zasadzie nie było ani jednego naprawdę spokojnego dnia, więc zmęczenie się zbiera. Resztę dnia spędzam, siedząc na telefonie. Trochę dzwonię do domu – kontakt z bliskimi pomaga i podnosi na duchu. Później idę jeszcze dobrze się najeść, co również pomaga. Ostatnio z jedzeniem bywa różnie, więc prawdopodobnie jestem już od dłuższego czasu na sporym deficycie kalorycznym, co również daje się we znaki.
Ostatecznie ląduję tego wieczoru z powrotem u Kasyi. I dobrze 🙂 znowu jest przyjemny wieczór, a ja mogę jeszcze trochę odpocząć.


