Michael Travel
  • Home
  • Płaska Ziemia
  • Albumy
  • Info & Kontakt
2025-03-11 przez MikolajTD

Dni 168-170 – Szał!

Dni 168-170 – Szał!
2025-03-11 przez MikolajTD

W Kuala Lumpur spędziłem w sumie 5 dni. Jak było? Fajnie. Miasto mi się spodobało od samego początku. Pierwsze skojarzenie? Taki Bangkok tylko fajniejszy. Czystszy, bardziej nowoczesny ale wyraźnie mniejszy. Nie tak szalony. No i spoko.
Wciąż czuć tu wielokulturowego ducha. Malezyjczycy, Chińczycy i Hindusi, to wiadomo. Ale nie brakuje też ulic japońskich czy koreańskich. Zachodnie żarcie też jest wszędzie. Mam z czego wybierać.
Wszędzie wieżowce. Ale takie fajne. Przykuwające oko. Poza tym również budowle dużo bardziej tradycyjne. Dobrze działający transport publiczny. Wydaje się, że ktoś przemyślał cały projekt. Tu się przebywa po prostu przyjemnie. Wysokie konstrukcje nie przytłaczają, nie brakuje otwartych przestrzeni, stref zielonych, trawników. Kluczowe budowle cieszą oczy i pozwalają się łatwo orientować w centrum. Nocą na ulicach sporo ludzi. Bez względu na dzień tygodnia. Lokalne „gangi” skuterowe (xD) korzystają z opustoszałych nad ranem ulic. Ludzie bawią się w centrum do rana. Ciekawostką jest fakt, że jest tu relatywnie dużo bezdomnych. Z pewnością nie tyle co w Europie zachodniej czy Stanach. Ale jakby więcej niż w Polsce. Ogólnie od chyba Gruzji, bezdomnych widywałem bardzo, bardzo rzadko. Tutaj są. Ale tacy kulturalni. Mają swoje spoty do spania. Po prostu kładą na ziemi mate/karton i lulu. Śpią w grupach. W bardzo publicznych miejscach. Zdarzyło mi się zarwać ze dwie nocki na ulicy. Odespałem nad ranem. Czułem się przy tym bardzo bezpiecznie przez cały czas. Choć zaczynam odnosić wrażenie, że to moje złudne poczucie bezpieczeństwa jest bardzo subiektywne;).
Poza tym udało się też złapać hostów. Była to fajna okazja żeby obejrzeć miasto poza centrum. I ewidentnie mamy podział na te bogatsze dzielnice mieszkalne na północy KL i te zdecydowanie mniej pokaźne na południu. Różnica w standardzie jest spora. Czasem odnosiłem wrażenie, że to niesamowicie nowoczesne, wręcz ekskluzywne miejsce do życia, innym razem, że jesteśmy nie daleko od standardów trzeciego świata… No nie wszędzie było tak czysto.
Co ciekawe, wydaje się, że każde mieszkanie jest zrobione według tego samego schematu. Duża przestrzeń wspólna i malutkie pokoiki prywatne. Sprawia to wrażenie jakby pomyślane pod studentów. Trochę dziwne proporcje.


W ogóle tutejsze mieszkalnictwo to ciekawa sprawa. Dominują wielkie bloki. Poza mieszkaniami są w nich restauracje, spacerniaki, siłownie, lodziarnie, sklepy itp. Trochę jak w hotelu. I tak jest wszędzie. I to w sumie ciekawe rozwiązanie. Nawet mi się podoba. Nie trzeba nigdzie łazić, wszystko jest pod ręką. A, i basen. W każdym bloku absolutnie, koniecznie musi być basen:).
W niektórych blokach przy wejściu siedzi ochrona. I jak się okaże, że do bloku wchodzi gość (jak ja) czyli osoba, która tu nie mieszka to trzeba się „zarejestrować”. Trochę xD.
Na osobną wzmiankę zasługuje wizyta w Batu Caves. Taka świątynia hinduska schowana w jaskini. Jedna z głównych atrakcji miasta. Znajduje się na północnych obrzeżach miasta. Aby je zobaczyć trzeba pokonać „1000 schodów” jak wołają z przerażeniem lokalsi. Dokładnie 272 – poprawiam. No jest to niemała wspinaczka, dla wielu. Świątynia przyjemna ale… Też nic jakoś specjalnie ciekawego. W tym okresie zdaje się, że przyjeżdża sporo wiernych. W jaskiniach czuć klimat. Tego dodają również  wszechobecne, człekokształtne, naczelne. Tych jest tu setki, może tysiące. Nic sobie nie robią z ludzi. Nie boją się. Ale też nie dadzą pogłaskać. Choć w sumie nie próbowałem. Walczą, biegają, jedzą co chcą, łażą gdzie chcą, srają kiedy chcą i uprawiają bezwstydną miłość jak chcą. Zwierzęta…
W stolicy Malezji planowałem odpocząć. W ogóle się to nie udało. Miasto mnie oczarowało. Ciągle gdzieś łaziłem, ciągle było mi mało. Uliczni artyści, nocne targi, street food… Kilka zarwanych nocek, również na najbardziej imprezowej ulicy (odsyłam do nieco gorzkawego tekstu o dramacie afrykańskich kobiet do PanaStarszego).
No działo się. Odpocząć nie odpocząłem, ale miałem bardzo fajny, bardzo dynamiczny, bardzo spontaniczny czas.

[modula id=”3326″]

Poprzedni artykułDzień 165 - Dziękuję Majorze!Następny artykuł Dzień 171 - Tłusty Czwartek i Autokar na własność

Dodaj komentarz Anuluj pisanie odpowiedzi

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

O Blogu

Jestem Michał, dla znajomych – Topiś, dla mamy – ukochane dziecko, dla sióstr – głupek lub miś, a dla wielu – obieżyświat.

Ostatnie wpisy

Pierwszy Vlog! Dzień 3582025-09-16
Dni 351 – 360 – Wrestling, moja przyszłość!2025-09-12
Dni 348 – 350 – Wśród kosmitów2025-09-08

Telefonik: +48 69dwa 4ysta98 sto20

Fundacja: Józefa Strusia 13a, Warszawa

Rife Free WordPress Theme ❤ Made by Apollo13Themes.com

Jestem Michał,

dla znajomych – Topiś, dla mamy – ukochane dziecko, dla sióstr – głupek lub miś, a dla wielu – obieżyświat.

RAAM
Gibraltar
Malta