Chwilę po starcie zaczepiają mnie jakieś typki. Pytają co to ja kto to itd. Po czym częstują jakaś niezłą wędlina, orzeszkami i oranżadą. No dobra… Pachniało jak oranżada;)
Rano udaje się na spokojnie dotrzeć na mój pociąg. I tu mała niespodzianka. Tym razem standard jest wyraźnie wyższy. Dodatkowo w środku prawie nie ma ludzi. Nie mam wykupionego miejsca siedzącego więc trzeba korzystać póki można. Rozbijam się na dwóch siedzeniach jak król.
Chwilę po starcie zaczepiają mnie jakieś typki. Pytają co to ja kto to itd. Po czym częstują jakaś niezłą wędlina, orzeszkami i oranżadą. No dobra… Pachniało jak oranżada;). Wziąłem małego łyka dosyć ostrożnie. Totalnie wódka. Czy tam jakichś inny ichniejszy trunek.
Początek trasy bardzo przyjemny. Pierwsze 9 godzin mija jak z bicza. Nadrabiam zaległości pisane, oglądam serial, planuje dalszą trasę. Późniejszym popołudniem przestaje być tak przyjemnie. Na jednej ze stacji pociąg zostaje dosłownie zalany pasażerami. No i cyk, trzeba wstać. Ustąpić miejsca prawowitemu pasażerowi. A samemu postać. Ostatecznie udaje się znaleźć jakiś kąt żeby klapnąć. Razem z 8 innymi bezsiedzeniowymi chińczykami. Tyle dobrego, że i tak jest tu wygodniej niż na tych fatalnych zatłoczonych siedzeniach.
Wydaje mi się, że reszta podróży tak już będzie wyglądać. W słuchawkach zapuszczam „Wędrówkę na zachód”. Do tego jeszcze coś może troszkę popiszę (niedużo, bo warunki fatalne) i kończę 5 sezon wikingów. Tak, Wikingowie zdecydowanie pomagają przetrwać.
[modula id=”652″]
