No dobra. Ostatecznie nie jest tak źle. Po 2 godzinach trochę się rozluźnia w przedziale. Ludzie cichną. I udaje się całkiem sporo podrzemać od 1 do 9 rano. Dużo lepiej niż bym się spodziewał. Ale ja też chyba z doświadczeniem nabieram zdolności do spania w bardzo różnych warunkach.
To co mnie wkurza najbardziej to pani w mundurze co chodzi po pociągu i się po prostu drze. No nie wiem. Chyba daje znać co to jest za stacja, na której się akurat zatrzymujemy. No ale nie wiem. Czy to trzeba się od razu tak wydzierać?
Tymczasem okazuje że spanie na dworcu to powszechna i bezpieczna praktyka tutaj. No to bajka, dołączam do grupki leżącej pod ścianą, przy pokoiku ochrony, i lulu.
Zupki chińskie są wszędzie. Dosłownie wszędzie. W Chinach w wielu miejscach można sobie nalać gorącej wody. Ludzie jedzą je na dworcach i w pociągach. Mają całe siaty wypchane zupkami. Trochę żałuję, że nie postąpiłem podobnie i ograniczyłem się do suchych przekąsek.
Rano idę rozprostować nogi. Znajduje jakieś spokojniejsze miejsce i oglądam sobie Chiny zza okna pociągu. Ładne. Jedziemy wzdłuż pasma górskiego, pod którym rozpościerają się wielkie pola. Przyjemny widok.
W pewnym momencie wyłapuje mnie jedna z pań w mundurze i karze iść za sobą. Ok. Prowadzi mnie do stołówki i mówi żebym sobie tutaj siedział. Tu nikogo nie ma poza porą jedzenia. Cichy wagon, wygodne siedzenia, szeroki stół. Nie mam pytań.
Wydaje mi się, że wzięła mnie za pasażera bez miejsca siedzącego. Na wszelki wypadek nie będę jej wyprowadzał z błędu. Nagle podróż z uciążliwej stała się absurdalnie wręcz przyjemna. Nikt się do mnie nie przysiada. Nikt nic nie chce. Jest cisza. Mam duże siedzenie, duży stół i duże okno. No cudownie. Resztę drogi spędzam na przygotowaniu trasy, kontakcie z hostami, nadrabianiu pisania i oglądaniu seriali 😉
Pod koniec trasy powoli zaczynam odczuwać zmęczenie. Ale to nic. Ostatecznie uznaje przejazd za bardzo udany. Wręcz mam wrażenie, że trochę odpocząłem. Do tego była fajna pogoda, ładne widoczki, no cudnie po prostu.
Pociąg się nieco opóźnia i dodatkowo niestety mój dzisiejszy host się wykrusza, mówi że za późno (dojeżdżam na stację dobrze po północy). I bardzo dobrze się stało. Do mieszkania hosta miałem kilka kilometrów i trzeba by się tam jakoś dostać, a i tak spałbym u niego na podłodze. Tymczasem okazuje że spanie na dworcu to powszechna i bezpieczna praktyka tutaj. No to bajka, dołączam do grupki leżącej pod ścianą, przy pokoiku ochrony, i lulu.
[modula id=”589″]
