Michael Travel
  • Home
  • Płaska Ziemia
  • Albumy
  • Info & Kontakt
2025-04-12 przez MikolajTD

Dzień 203 – @#&%!? – w końcu to wulkan!

Dzień 203 – @#&%!? – w końcu to wulkan!
2025-04-12 przez MikolajTD

Pociąg przyjechał o 3 rano. Obstawiałem 4. Także ostatecznie mamy 2,5 godziny opóźnienia. No nic. Bywa. Poczekalnia przynajmniej była całkiem przyjemna. I standard w przedziale też znacząco wyższy niż się spodziewałem. Ludzi w środku prawie nie ma! Szok i niedowierzanie! Udało się nawet zdrzemnąć. Może nie za długo ale zawsze.
Podróż się nie dłuży i mija przyjemnie. Przez okno dostrzegam jakieś grupki ubrane całe na biało. Jeśli dobrze kumam to mamy teraz Id al-Fitr. Świętowanie zaczęło się wczoraj wieczorem i potrwa kilka dni. I to widać. Choćby w maku xD.
Pociąg dojechał na miejsce po 9 rano. Wybrałem się do maczka żeby coś przekąsić i zastanowić się co dalej, wszak decyzja żeby wskoczyć w pociąg była dosyć spontaniczna. A w maczku tłumy! Trzeba odczekać w kolejce dobre kilkanaście minut. O tak wczesnej godzinie. Wygląda na to, że wraz z końcem ramadanu troszeczkę się tu zmieni.
Zjadłem. I dopada mnie znużenie. Nocka zarwana. Pełny żołądek. Raz mi się już zdarzyła spontaniczna drzemka w chińskiej knajpie. Ale wtedy to wyszło przypadkiem. Teraz w pełni świadomy postanawiam walnąć się na pół godzinki na stolik w maczku. I była to skuteczna i absolutnie cudowna drzemka.
Ruszam w drogę dalej. Cel – Bromo. Wulkan. Na zdjęciach wygląda dobrze. I naprawdę chętnie bym to obejrzał. Zwłaszcza, że w sumie wciąż nie widziałem żadnego, faktycznie turystycznego punktu w Indonezji.
Wyjście z miasta trochę zajmuje. Gorąco jest. Autostop działa średnio. Ale udaje się dojechać na miejsce. Po drodze znacząco spada temperatura. I w sumie to całkiem miła rzecz. Poczuć odrobinę chłodu po miesiącach upałów.
Dojeżdżamy pod wejście do parku. W końcu jakiś przyjemny widok. Jest na co popatrzeć. Chłodno. Wieje. Ale za to są góry i w ogóle. Oglądam okolice. Widzę przejście. I jakąś budkę po drodze. Klasycznie udaje, że budki nie zauważyłem i kieruje się ku bramie. Ale krzyczy na mnie jakiś nieduży facet.
„No entry! No entry!” Ekhm… Słucham? Facet mówi, że wejścia nie ma. Pytam gdzie kupić bilet. Kiwa głową, że nie o to chodzi. Zamknięte dla turystów. Tylko hindusi mogą przejść, bo mają teraz swoje święto. Ok… A kiedy będzie znowu otwarte? „Za 3 dni”.

Ogarniam jakiś tani hotelik. Wyjątkowo, naprawdę wyjątkowo, obskurny. Skoczę jeszcze po jakiś ryż na kolację i do spania.

Że co?! No żesz, @#&%! ???⚡️❗️??❗️❗️❗️?? Przylazłem pół świata, żeby pocałować wulkan w dupę przez kratę. Dzięki, Indonezjo! Aż szkoda strzępić ryja.
Staje na granicy urwiska i myślę. Spokojnie. Myślę tylko co dalej z tym zrobić. Strażnicy nie wydają się pilnować bramy cały czas. Raz widziałem jakiś dwóch hindusów faktycznie przechodzących. Może się prześlizgnąć? Może obejść na około? Na pewno da się zrobić. Ale nawet jeśli, czekała by mnie kilkunasto kilometrowa wędrówka pieszo. A jest już dobrze po południu. Na sto pro ktoś się zorientuje po drodze. W dodatku zamknęli to jednak z powodu religijnego święta…
Ech, wszystko pewnie dałoby się zrobić. Ale szczerze powiedziawszy ta sytuacja działa na mnie raczej demotywująco. Już mi się nawet nie chce. Indonezja… Czy mi się tu wogóle cokolwiek uda?
Jeśli się pospieszę i będę miał odrobinę szczęścia to zdążę jeszcze dziś wrócić do miasta. Nie ma po co tu nocować. Zimno. Wieje. Mgła. Może będzie lało. Spróbuję wrócić i tyle. Cykne jeszcze co ładnego stąd widać i lecę. Chociaż tyle.
Udaje się szybko złapać auto, które w dodatku jedzie bezpośrednio na sam dół. No w końcu coś miłego. W środku chińska rodzina częstująca mnie każdym chińskim słodyczem jaki mają w aucie. Na koniec, mama rodziny chce koniecznie sobie zrobić ze mną zdjęcie. Mili ludzie:)
Trochę szukania i ogarniam jakiś tani hotelik. Wyjątkowo, naprawdę wyjątkowo, obskurny. Skoczę jeszcze po jakiś ryż na kolację i do spania. Padam po ostatniej zarwanej nocce. Nie ma co.

Poprzedni artykułDzień 202 - Bóg Zniszczenia wciąż za mną podążaDzien 202Następny artykuł Dni 204-206 – Wodospad i schody śmierci

Dodaj komentarz Anuluj pisanie odpowiedzi

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

O Blogu

Jestem Michał, dla znajomych – Topiś, dla mamy – ukochane dziecko, dla sióstr – głupek lub miś, a dla wielu – obieżyświat.

Ostatnie wpisy

Pierwszy Vlog! Dzień 3582025-09-16
Dni 351 – 360 – Wrestling, moja przyszłość!2025-09-12
Dni 348 – 350 – Wśród kosmitów2025-09-08

Telefonik: +48 69dwa 4ysta98 sto20

Fundacja: Józefa Strusia 13a, Warszawa

Rife Free WordPress Theme ❤ Made by Apollo13Themes.com

Jestem Michał,

dla znajomych – Topiś, dla mamy – ukochane dziecko, dla sióstr – głupek lub miś, a dla wielu – obieżyświat.

RAAM
Gibraltar
Malta