Michael Travel
  • Home
  • Płaska Ziemia
  • Albumy
  • Info & Kontakt
2025-04-09 przez MikolajTD

Dzień 200 – Po prostu nie wierzę!

Dzień 200 – Po prostu nie wierzę!
2025-04-09 przez MikolajTD

Staram się trochę wyluzować. Nie spieszyć za bardzo. Jakoś sporo frustracji było przez ostatnie kilka dni. Niepotrzebnie. Nic się złego przecież nie dzieje. Nikt nie umiera. Nikt nie jest głodny. Nie ma się czym przejmować.
Postanawiam zobaczyć jakie mam opcje. W tym celu udaje się na dworzec. Ten oddalony jest o parę ładnych kilometrów. Ale ok. Przejdę się.

Wezmę ten pociąg o północy. Chłopak zaczyna mi tłumaczyć, że żeby kupić, to on mi zrobi rezerwacje przez telefon, ale żeby ją opłacić to będę musiał pójść do marketu i tam zapłacić. Co? No bo pociąg wyrusza jutro więc nie może mi sprzedać biletu w okienku dzisiaj. A zostały tylko 4 miejsca więc lepiej zarezerwować.

Na miejscu jest… Brudno. I chaotycznie. Z miejsca obskakuje mnie kilku kierowców autobusów krzyczących „Jakarta, Jakarta!”. No nie. Ja w drugą stronę. Znajduję jakąś tablicę z kierunkami. Podchodzi typek i pyta dokąd ja. No to ja, że Surabaja. Albo chociaż Yogyakarta. Facet prowadzi mnie do jakiegoś kantorku. W środku jakaś młoda dziewczyna za biurkiem. Z twarzy, nie zainteresowana niczym. Po angielsku nie gada. To piszę na translatorze. Pytam czy jest pociąg tam lub tam. Kiedy odjeżdża i ile kosztuje? Dziewczyna odpowiada, że jest. Kocham. Kocham po prostu jak jasno i wyraźnie zadajesz trzy pytania i dostajesz odpowiedź na jedno. Grzecznie pytam kiedy odjeżdża i ile kosztuje. Muszę poczekać na odpowiedź, bo dziewczyna odbiera jakiś telefon, obsługuje po drodze innych klientów co to pojawili się znikąd i gawędzi z kolegami. Cierpliwie czekam. Dopytuje znowu. Dziewczyna mówi, że autobus jest ale bilety wyprzedane. Aha… Nie można było od razu? To pytam o inny kierunek. Znowu mówi że jest. To ja znowu kiedy i za ile. To znowu sobie poczekam aż koleżanka się zajmie wszystkim tylko nie odpowiedzią na proste pytanie. W końcu mówi… Że bilety na ten kierunek też wyprzedane. Patrzę jej głęboko w oczy. Można z nich wyczytać, że nie jest to najszybsza istota na świecie. Pytam czy są bilety na jutro. Po chwili dostaje odpowiedź, że nie. A czy Ty masz dziewczyno jakiekolwiek bilety na sprzedaż? Nie… Nosz ja pier….
Człowiek się stara, pracuje nad sobą, nie ocenia… Aż tu spotkasz taką przedstawicielkę rodzaju ludzkiego o ilorazie inteligencji ameby i wszystko w pi……
Wychodzę bez słowa i bez zwłoki. Nie ma co. Nie chce mi się tym za bardzo przejmować. Wygląda na to, że jednak autostop. Jest tu jeszcze jakaś kolej. Nie zaszkodzi spróbować. Ale nie zdążyłem tam dotrzeć. Rozpadało się. W zasadzie to przyszła burza. Tak jak tu często bywa. Rozszalała się w jakieś trzydzieści sekund. Zdążyłem tylko wskoczyć pod byle wiatę. Obok sklep z elektroniką. Właściciel zaprasza do środka. Pyta o co chodzi ze mną. To mu mówię, że utknąłem. Potrząsa ze zrozumieniem głową i… Idzie uciąć sobie drzemkę. A ja siedzę jak jakiś czubek i gapie się w ten strumień wody z nieba. Z porannego spokoju i ostrożnego entuzjazmu nic nie zostało. Kurna. Utknąłem.
Leje słusznie przez prawie godzinę. Jak tylko się delikatnie rozjaśnia wyskakuje spod wiaty i idę w drogę. Na stację nie daleko. Jakieś 700 metrów.
W okienku niespodzianka. Bo chłopak mówi po angielsku bardzo przyzwoicie. I bardzo dobrze. Bo gadam z nim dobre 10 minut o tym jakie mam opcje. Niedużo ich. Ale chłopak bardzo się zaangażował i chciał pomóc. Mówi, że tu pociągi mają trzy standardy, które różnią się przede wszystkim ceną. Bo dłuższej dyskusji okazuje się, że mogę wziąć albo pociąg jutro, ekonomiczny do Surabaja albo premium do Malang dziś o północy. Ech. Żadna z opcji nie wydaje się być zbyt zachęcająca. Muszę pomyśleć. Jestem głodny jak cholera.
Przechodzę kawałek. Znajduję lokalny fast food. Serwują tu głównie kurczaka z ryżem i herbatą. Indonezyjski klasyk. Ale można chociaż na spokojnie usiąść. W międzyczasie rozpadało się na dobre. Leje jak 150. Ludzie chowają się pod byle co i czekają aż przejdzie. Obok znajduje się centrum handlowe. Wypełnione po brzegi.
Ludzi multum. Wszędzie. Z każdego jednego głośnika leci szum. Jakiś dzieciak skacze między stolikami. Jak nic zaraz się wy… Oczywiście że tak. I płacz w niebo głosy. Ja na ogół mam sporo cierpliwości do dzieciaków ale… Ten kraj to jakiś pieprzony koszmar… Jem co zamówiłem. Nie myślę za dużo. A przynajmniej się staram. Trzeba to odsiedzieć. Poczekać aż przejdzie.
Wracam na stację. Wezmę ten pociąg o północy. Chłopak zaczyna mi tłumaczyć, że żeby kupić to on mi zrobi rezerwacje przez telefon ale żeby ją opłacić to będę musiał pójść do marketu i tam zapłacić. Co? No bo pociąg wyrusza jutro więc nie może mi sprzedać biletu w okienku dzisiaj. A zostały tylko 4 miejsca więc lepiej zarezerwować. Pfff… Do naszej pogawędki dołącza jakiś kierownik. Mówi mi, że mogę kupić bilet ale ostrzega mnie, że pociąg może nie przyjechać. Pffff… Burza im zmyła tory i nie wiadomo kiedy przyjedzie. I czy w ogóle. Ale jak się spóźni to mi zwrócą kasę. Ale raczej sugerują żeby na zapas nie kupować. Świat wyraźnie nie chce abym się stąd dzisiaj ruszył. Gdyby nie pogoda to bym poszedł stopować, a tak…
Wracam do kurczakowego fast fooda. Zamawiam żarcie. I jem. I gapie się w ten tłum i ten deszcz. A kij… Mam wszystko w dupie. Wracam do hotelu.
Tym razem obyło się bez godzinnego czekania pod drzwiami. Miło. Dostaje nowy pokój. Pachnący, wysprzątany. Ojej. Jak tu przyjemnie. Jak dobrze. Jak cudownie.
Średnio za dwuosobowy pokój w Indonezji place około 25zł. To korzystam. Tutaj mogę sobie pozwolić ale to nie będzie standard w przyszłości. Niedługo Australia. Prawdopodobnie wrócimy do regularnego obozowania na dziko. Ale póki co. Cieszmy się chwilą. Dzień był totalnie do dupy. Ale to nie znaczy, że wieczór musi być taki sam.

Poprzedni artykułDzień 199 - Ramadan czy Wielki Post? Co jest lepsze?Dzien 199 JavaNastępny artykuł Dzień 201 - No nie uwierzycieDzien 201 Java

Dodaj komentarz Anuluj pisanie odpowiedzi

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

O Blogu

Jestem Michał, dla znajomych – Topiś, dla mamy – ukochane dziecko, dla sióstr – głupek lub miś, a dla wielu – obieżyświat.

Ostatnie wpisy

Pierwszy Vlog! Dzień 3582025-09-16
Dni 351 – 360 – Wrestling, moja przyszłość!2025-09-12
Dni 348 – 350 – Wśród kosmitów2025-09-08

Telefonik: +48 69dwa 4ysta98 sto20

Fundacja: Józefa Strusia 13a, Warszawa

Rife Free WordPress Theme ❤ Made by Apollo13Themes.com

Jestem Michał,

dla znajomych – Topiś, dla mamy – ukochane dziecko, dla sióstr – głupek lub miś, a dla wielu – obieżyświat.

RAAM
Gibraltar
Malta