Długo nie pospałem, bo Kazach obudził mnie przed 8 i zaprosił na śniadanie. Potem odwiózł do miasta i dał wskazówki, jakim autobusem dojechać w góry. W międzyczasie odebrał calla z Los Angeles. Córka dzwoniła z życzeniami. Kurczę, mam wrażenie, że facet ogarnął życie.
Dziś jest w końcu ładna pogoda. Tak od początku do końca, a nie że przez chwilę. Słońce świeci, chmur nie ma. Idę w góry 🙂
1 listopada. W kościele z 15 osób. Jest coś takiego, że gdzie by człowiek na świecie nie był, to na Eucharystii czuje się jak w domu. Wszystko jest takie znane, swoje, bezpieczne.
Góry jakie są, widać na zdjęciach. Zawsze to bardzo przyjemnie tak sobie wyskoczyć.
Dziś 1 listopada. Znalazłem w internetach jakąś katolicką parafię, ale już informacji o Eucharystii brak. No to postanawiam pojechać do kościoła na 17 i spróbować ustalić na miejscu, czy coś będzie. Posesja kościoła otwarta, to wchodzę. Ale nikogo nigdzie nie ma. Kościół zamknięty. Ok. To poczekam jakiś czas i zobaczymy, czy się uda być dzisiaj na mszy. Po kilku chwilach zaczepia mnie pani Svetlana. „Na mszę?” – pyta. „Na mszę” – odpowiadam. „A wejdzie, herbaty się napije?” No pewnie, że tak 🙂
I tak oto zostaję zaproszony na kawę/herbatę i bułeczkę (z mięskiem :). Pani Svetlana jest Kazaszką (?). Jej ojciec był Żydem, a matka Rosjanką. Pracuje częściowo na parafii, pilnując administracji, a częściowo w przedszkolu. Jest bardzo, bardzo uśmiechniętą i szczerą kobietą. Cieszy się, że postanowiłem dołączyć do jej podwieczorku. Dzięki temu nie jadła sama 🙂
Trochę pogawędziliśmy. Trochę poopowiadała mi o stanie kazachskiego kościoła. W międzyczasie okazuje się, że ksiądz i wikary to franciszkanie… z Polski. Jestem tak bardzo nie zaskoczony, jak tylko się da. Stało się to niemal oczywiste w momencie, w którym się okazało, że pani Svetlana mówi po polsku. Zresztą mam wrażenie, że połowa wszystkich mszy, na których byłem za granicą w życiu, była odprawiana przez polskich księży. Oni po prostu są wszędzie. Ciekawostka – na tym wyjeździe uczestniczę w Eucharystii po raz piąty. W sumie 4 razy msza była odprawiana przez polskiego księdza 🙂
Fajnie – myślę. Może zamienię z nimi parę słów 🙂
1 listopada. W kościele z 15 osób. Jest coś takiego, że gdzie by człowiek na świecie nie był, to na Eucharystii czuje się jak w domu. Wszystko jest takie znane, swoje, bezpieczne. Nawet pomimo, że nie znam języka. Pierwszy raz jestem na mszy po rosyjsku.
Dzisiaj u nikogo nie goszczę. Za to okazało się, że osoba z apki może mi zaproponować na jedną noc… własny apartament na wyłączność xD. Biorę 🙂
Rzeczy się przeciągnęły, w efekcie idę spać dosyć późno. Ale za to w bardzo komfortowych i przyjemnych warunkach 🙂























