Michael Travel
  • Home
  • Płaska Ziemia
  • Albumy
  • Info & Kontakt
2025-03-16 przez MikolajTD

Dzień 179 – Obawiam się mandatu

Dzień 179 – Obawiam się mandatu
2025-03-16 przez MikolajTD

Coś jest nie tak. Kolejna nocka jakaś kiepska. Spać nie mogłem. Hmm. Dziwne dziwne. Poranne ogarnianie. Moja hostka, Julia, idzie do pracy. Pracuje w finansach i nowych technologiach. Jak każda jedna osoba w tym kraju xD.
Julia po drodze do pracy oprowadza mnie trochę po okolicy. Wybiera trochę ciekawszą drogę żebym miał na co popatrzeć. Jesteśmy w chińskiej dzielnicy. I jakoś za bardzo nie przypomina to typowej „chińskiej dzielnicy” jakie widziałem do tej pory. Tu jest jakoś tak bardziej nowocześnie. Jak wszędzie w Singapurze. Bo to po prostu cholernie nowoczesne miasto.

Choć jest tu też kilka bardzo dziwnych zwyczajów. Np. nielegalne jest sprzedawanie gumy do żucia… Możesz mieć i żuć. Nie wolno sprzedawać.

Dziś w planach zrobić pranie. Nic trudnego. Publiczne pralnie samoobsługowe działają jak wszędzie indziej. Julia pokazała mi miejsce gdzie jedzą normalni ludzie. Ceny tu są znacząco niższe niż w sztandarowych restauracjach z widokiem na Marina Sands Bay. To ten hotel ze statkiem na górze. Z ciekawości sprawdziłem w nim ceny. Zaczynają się od 2,5 tysiąca złotych za noc…
Rząd ponoć dofinansowuje niektóre miejscówki jedzeniowe i sklepowe żeby co mniej zamożni mieszkańcy mieli jak się zaopatrzyć w podstawowe produkty. No i mieli gdzie zjeść. Bo wciąż, jedzenie na ulicy jest tu standardem.
Singapur jest drogi. Julia mówi, że koszty życia są porównywalne z Nowym Jorkiem. Przyzwoita kawalerka to koszt około 8 tysięcy złotych miesięcznie. Ceny posiłków są kilkukrotnie większe niż w Malezji. Ale chętnych aby się tu zadomowić nie brakuje. Można tu naprawdę dobrze zarobić. Ludzie przyjeżdżają z całego świata. Oczywiście mnóstwo tu Malezyjczyków, Indonezyjczyków, Chińczyków czy Japończyków. Ale nie brakuje też białych. Widać ich na ulicach. I widać, że nie są tu na chwilę.
I ja nawet potrafię zrozumieć, że ktoś chciałby tu mieszkać na stałe. Dobra pogoda. Świetny rynek pracy. Czystość. Bezpieczeństwo. Przyjemnie zbudowane miasto. Kultura. Etniczny kocioł. Tu ludzie zdecydowanie są mniej tradycyjni. Choć świątyń nie brakuje i są często pełne.
Choć jest tu też kilka bardzo dziwnych zwyczajów. Np. nielegalne jest sprzedawanie gumy do żucia… Możesz mieć i żuć. Nie wolno sprzedawać. W efekcie masowo ten produkt kupują w Malezji. Powód? „Bo ludzie żuli i przyklejali gdzie nie trzeba” xD. Restrykcyjne jest też prawo dotyczące posiadania futrzaków w domu. Niektore gatunki kotów czy psów są po prostu zakazane. Nie brakuje takich prawniczych perełek.
Ogólny klimat przywodzi na myśl miasta europejskie. Nie ma tego azjatyckiego chaosu. Gdyby nie dominacja Azjatów na ulicach i obecność statku ulokowanego na szczycie wieżowców… Obstawiałbym pewnie, że jestem gdzieś w Europie. I pod tym kątem można by powiedzieć, że nie ma tu dla mnie nic ciekawego. Ale jest po prostu miło i przyjemnie. Fajne miasto:).
Wieczorem idę na siłownię. A co tam! Julia wskazała mi miejscówkę gdzie pierwsze wejście mam za darmo. Skorzystam. Z chęcią. Od dłuższego już czasu bardzo brakuje mi ciężarów. Ileż można robić pompki. Czas zarzucić konkretny ciężar na sztangę i powyciskać, poprzysiadać, podźwigać.
Jak wszedłem na siłownię to się nieomal wzruszyłem. Jest piękna. Cudowna. W eleganckim wieżowcu (innych tu chyba nie ma). Na wysokim piętrze z widokiem na miasto. Profesjonalna obsługa. Prysznice. Wszystko jest. A sprzęt… Bajka. Pełne raki. Wolne ciężary. Nawet podesty i talerze olimpijskie! Kompletny zestaw hantli i kettli. Mnóstwo nikomu nie potrzebnych maszyn;). Są nawet sanki <3. Biorę się do roboty!
Oj tak. Zdecydowanie tego mi było trzeba. Po przedłużonym treningu prysznic. Dziś w planach jest zarwanie nocki. Jestem ciekaw jak prezentuje się Singapur by night. Wiele fot internetowych jest zrobionych właśnie nocą. Fajnie się wtedy wszystko świeci.
Ale najpierw kolacja. Mimo wszystko da się znaleźć oblegane, popularne wśród lokalsów restauracyjki. Trafiam do jednej z nich. Żarcie koreańskie. Bardzo dobre. Da się zjeść sensowny obiad za 15-20zł. Nie ma tragedii.
W drogę. Zamierzam trochę połazić, pozwiedzać. Singapur nocą robi świetne wrażenie.
Choć impreza się skończyła relatywnie wcześnie. Po północy wszyscy poszli spać xD. Serio. Miasto opustoszało. No nic. To trzeba sobie też znaleźć miejscówkę. Trochę łażę, ale znajduję się jakiś zielony park. Daleko od wszystkich. Czuje się bezpiecznie. Bardziej niż żuli czy psów obawiam się mandatu ?

Poprzedni artykułDzień 178 - Sing Sing nazywali GoNastępny artykuł Dzień 180 - Nie takłatwo dostać się do Indonezji

Dodaj komentarz Anuluj pisanie odpowiedzi

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

O Blogu

Jestem Michał, dla znajomych – Topiś, dla mamy – ukochane dziecko, dla sióstr – głupek lub miś, a dla wielu – obieżyświat.

Ostatnie wpisy

Pierwszy Vlog! Dzień 3582025-09-16
Dni 351 – 360 – Wrestling, moja przyszłość!2025-09-12
Dni 348 – 350 – Wśród kosmitów2025-09-08

Telefonik: +48 69dwa 4ysta98 sto20

Fundacja: Józefa Strusia 13a, Warszawa

Rife Free WordPress Theme ❤ Made by Apollo13Themes.com

Jestem Michał,

dla znajomych – Topiś, dla mamy – ukochane dziecko, dla sióstr – głupek lub miś, a dla wielu – obieżyświat.

RAAM
Gibraltar
Malta