Michael Travel
  • Home
  • Płaska Ziemia
  • Albumy
  • Info & Kontakt
2024-10-24 przez MikolajTD

Dzień 42

Dzień 42
2024-10-24 przez MikolajTD

Mój pokój jest całkowicie odcięty od światła, więc gdy się budzę, zakładam, że jest jeszcze bardzo wcześnie. Ale nie, już po 8. Przez drzwi wchodzi jedna z dziewczynek i w tylko Kazachom zrozumiałym języku mówi, że czas na śniadanie (chyba tak mówi). No to wstaję.

Na śniadanie powtórka z kolacji: pieczywo, wędlina, twaróg (w postaci śmiesznych, twardych kosteczek). Do tego owocki i sporo cukru w formie ciastek i cukierków. Kazachowie piją herbatę z mlekiem. Jak zauważyłem, zawsze. Wczoraj dostałem herbatę parzoną w samym mleku, bez wody. Akurat lubię. Gdzieś wyczytałem, że Kazachowie uwielbiają słodycze. Wczoraj na wieczór naprawdę dobrze zjadłem. Zadbali o to, żebym się nie krępował i najadł. Jedno dziecko odchodzi od stołu, zakłada plecak i wychodzi chyba z wujkiem do szkoły. Młodsza dziewczynka przez całe śniadanie przegląda TikToka. Z jednej strony nie lubię dziaderskiego narzekania na młode pokolenie i współczesne technologie, z drugiej – wiadomo, że nie jest to najlepszy sposób na jedzenie przez tak młodego człowieka (ani przez kogokolwiek). I choć wolałbym, żeby moje ewentualne dzieci (bardzo ewentualne) nie „smażyły się” w dopaminie od samego poranka, to nie jestem pewien, czy na miejscu moich gospodarzy nie zrobiłbym tak samo. Z moich obserwacji wynika, że zajmowanie się dzieckiem potrafi być udręką i wyobrażam sobie, że rodzic wiele jest w stanie poświęcić w imię chwili spokoju.

Kazachowie śpią na podłodze jak ja przez większość życia, jedzą dużo czerwonego mięsa, uwielbiają sporty walki i podnoszenie ciężarów, ubierają się lekko mimo niskich temperatur… Mój Boże… Jestem Kazachem!

Do stołu dołącza ojciec. Synowie jeszcze śpią. Wygląda na to, że mężczyźni potrzebują więcej czasu na regenerację ;). Dostaję siatkę z tymi twarogowymi kostkami i czas ruszać w drogę. Okazuje się, że moi gospodarze załatwili mi taksówkę do Aktobe. Tłumaczyłem, że podróżuję autostopem, że sobie poradzę, że nie trzeba… Nic to nie dało. Taksówka opłacona, zabierze mnie na miejsce. Od lat szkolę się w przyjmowaniu takiej czystej dobroci. Chyba już nieźle mi to wychodzi. Może chcieli po prostu dać pracę dwóm młodym chłopakom, którzy mnie podwożą. Widziałem, jak płacili – szacuję, że za kolor i ilość banknotów zapłacili coś między 18 a 33 złote. Za 300 kilometrów… Nieźle. Koszt paliwa, jeśli dobrze pamiętam, to zależnie od rodzaju, między 1,80 a 2,30 zł za litr. Mógłbym tak żyć.

Rzadko coś gubię, naprawdę rzadko. Ale jest jedna rzecz, którą zgubiłem już chyba 3 albo 4 razy – Buff. Wielofunkcyjny szalik, bardzo przydatny w podróży. Można nim owinąć uszy albo szyję, albo zasłonić oczy, gdy trzeba spać. No to zgubiłem kolejny. Pewnie zostawiłem go w aucie. Zawsze gubię tak samo – zostawiam w samochodzie podczas stopowania.

Dziś spokojny dzień. W taksówce wziąłem się za pisanie. Dojechaliśmy do Aktobe w okolicach południa. Chłopaki wysadzili mnie pod dużym centrum handlowym. Ok, pójdę sprawdzić. Lubię zobaczyć, jak wyglądają zwykłe rzeczy w obcych krajach – jak dworzec, urząd albo właśnie centrum handlowe.

Atyrau sprawiło, że zacząłem myśleć o Kazachstanie jak o miejscu nieco zacofanym. Nie dało się tam płacić kartą, tylko gotówka. Tamtejszy market był w zasadzie takim targiem ukrytym w wielkim hangarze – klimat jak w Polsce 30 lat temu (a przynajmniej tak to sobie wyobrażam). Okazuje się, że im dalej na południowy wschód, tym Kazachstan staje się nowocześniejszy. Aktobe to już większe miasto, eleganckie i nowoczesne. I widać to już po samym supermarkecie, który niczym się zasadniczo nie różni od naszych. Poza jednym: cenami. Zgubiłem Buffa, a jest zimno. Kupiłem batona, butelkę wody, grube skarpetki i całkiem porządną, ciepłą czapkę. Zapłaciłem 14 złotych. Może by tak przerzucić się na pracę online i zamieszkać w Kazachstanie?

Kolejne godziny spędzam w Burger Kingu. Pogoda wciąż słaba, ale pod wieczór się rozpogadza. Ogarniam rzeczy na telefonie, planuję działania i idę na spacer po mieście. Tak jak mówiłem, całkiem eleganckie i nowoczesne. Przynajmniej jak na miejscowość, której nikt nigdy nie słyszał.

Po 20.00 dzwoni Rustem, mój host z Couchsurfingu (taka apka dla „hipsterów”, którzy zapraszają obcych ludzi na nocleg). Rustem to świetny koleś, jest trenerem wrestlingu (fajnie), ma nawet własną salę. Robi to hobbystycznie, a na co dzień montuje okna. W drodze do swojego domu (w aucie świeci się każda żółta kontrolka, ale żadna czerwona, kultura) odwozi pracowników do domów – i to jest szef. Rano ich zgarnie do pracy. Jeden z nich, Czyngis (pierwsze kazachskie imię, które zapamiętałem), trochę mówi po angielsku, więc żeśmy pogadali. Okazuje się, że Kazachowie uwielbiają sporty walki, a wieczorami grają w Counter-Strike’a. Niebawem jeden Kazach będzie walczyć o tytuł mistrza UFC w wadze półśredniej. Muszę go sprawdzić w wolnej chwili.

Czyngis kupuje mi kumys – kazachskie mleko, które niby nie jest alkoholem, ale „jak wypijesz za dużo, to się upijesz”. Muzułmanie mogą to pić i przypisują mu właściwości zdrowotne. Ponoć świetnie się po nim śpi.

Dojeżdżamy do domu. Czeka tam żona, roczne dziecko (już w łóżeczku), mama, tata i dwóch sąsiadów (9 i 12 lat). Przyszli tak po prostu, chyba podszkolić angielski z „białym”. Rustem tłumaczy, że to bliscy sąsiedzi i że sobie po prostu przychodzą. Czują się jak u siebie. To działa w dwie strony. Fajnie 🙂

Nie chciałbym mieszkać z rodzicami (tu pozdrowienia dla Mamy i Taty), ale idea otwartego domu, do którego bliscy mogą przyjść bez skrępowania, bardzo mi się podoba.

Kolacja świetna i w miłym towarzystwie – gorąca zupa z mięsem. „Let’s drink” – mówi Rustem i otwiera kumys. Szczerze mówiąc, nie smakuje mi… Przypomina trochę zepsute mleko, ale chyba faktycznie dobrze się po nim śpi, bo już ledwo trzymam się na nogach. Rustem jednak nie odpuszcza. Pijemy i rozmawiamy o życiu, domu, pracy, pasji, marzeniach, podróżach, żonie i dziecku. W końcu kumys się kończy. Czas spać 🙂

Kazachowie śpią na podłodze jak ja przez większość życia, jedzą dużo czerwonego mięsa, uwielbiają sporty walki i podnoszenie ciężarów, ubierają się lekko mimo niskich temperatur… Mój Boże… Jestem Kazachem!

Poprzedni artykułDzień 41Następny artykuł Dzień 43

Dodaj komentarz Anuluj pisanie odpowiedzi

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

O Blogu

Jestem Michał, dla znajomych – Topiś, dla mamy – ukochane dziecko, dla sióstr – głupek lub miś, a dla wielu – obieżyświat.

Ostatnie wpisy

Pierwszy Vlog! Dzień 3582025-09-16
Dni 351 – 360 – Wrestling, moja przyszłość!2025-09-12
Dni 348 – 350 – Wśród kosmitów2025-09-08

Telefonik: +48 69dwa 4ysta98 sto20

Fundacja: Józefa Strusia 13a, Warszawa

Rife Free WordPress Theme ❤ Made by Apollo13Themes.com

Jestem Michał,

dla znajomych – Topiś, dla mamy – ukochane dziecko, dla sióstr – głupek lub miś, a dla wielu – obieżyświat.

RAAM
Gibraltar
Malta