Michael Travel
  • Home
  • Płaska Ziemia
  • Albumy
  • Info & Kontakt
2025-03-07 przez MikolajTD

Dzień 163 – Coraz bardziej dziko

Dzień 163 – Coraz bardziej dziko
2025-03-07 przez MikolajTD

Nocka w chińskiej świątyni nad wyraz spokojna. I tak, spałem lepiej niż w hostelu. No co poradzić.
Ogarnianie, śniadanie i w drogę. Kilka kilometrów trzeba przejść aby wyjść za miasto. Ale mniej więcej w połowie drogi zatrzymuje się auto z parą staruszków w środku. Kierowca, starszy pan, wydaje się być bardzo przejęty, że tak chodzę na piechotę. Jeszcze mi nogi odpadną albo co. Nie jest łatwo nam się dogadać ale w końcu staje na tym, że mnie podwiozą. Sami z siebie tak. Mili:). Jeszcze poczęstowali wodą i mrożoną herbatą. Znacząco skrócili moją dzisiejszą trasę. Fajnie. Wysiadam. Idę dalej. Po drodze mijam stanowisko z owocami. W coś się tam zaopatruje. Jackfruit. Chlebowiec różnolistny. Według Wikipedii, nazywany również drzewem bochenkowym. Już go próbowałem w Tajlandii ale mi nie podszedł. I tak w ogóle to ja go wcześniej pomyliłem z tym Durianem. A to w ogóle nie to. Czyli wychodzi na to, że wciąż nawet nie spróbowałem „króla owoców”. Trzeba będzie przy okazji nadrobić.

A jutro będzie zwiedzanie.

Jakiś kilometr dalej sprzedają mango. No tu przynajmniej wiadomo o co chodzi xD. Tanie. Dosłownie 4,5zł za kilogram. Biorę jedno. Babeczka pyta czy mi obrać/pokroić. Poproszę. Ale jak przychodzi do płacenia to pani mówi, że nie płacę. To prezent dla mnie. Ech, ci ludzie tutaj:)
Wystawiam palec. Po chwili coś się łapie. Mój kierowca jedzie już bezpośrednio do miejscowości, która mnie interesuje. Kuala Tahan. Taka wiocha w dżungli, służąca za punkt wypadowy do parku narodowego Taman Negara. To nie jakoś bardzo daleko. Kilkadziesiąt kilometrów. Cudnie. Jedziemy.
Zbliżamy się do celu. Z ciekawości sprawdzam pogodę. Pokazuje, że leje. Ale za oknem piękne słoneczko… Jeszcze przez 3 minuty. Potem już faktycznie lało. Wyskakuję z auta i od razu chowam się pod pierwszą lepszą wiatą. Prędko chyba nie przejdzie. To ogarniam jakiś stolik, krzesełko i raczę się tymi wszystkimi, zakupionymi wcześniej owockami. Dobre. Nawet bardzo. Smakuje chwilę. Ma swój klimat.
W końcu przestało lać. Powoli zbliża się wieczór. Kilka lat młodszy ja by się nie zastanawiał tylko szedł w teren. Ale teraz już nie te lata. Spokojnie, dziś już trzeba ogarnąć sobie kolacyjkę, nocleg, a jutro będzie zwiedzanie.
Decyduje się więc przejść tylko po miasteczku. To jest przyjemne. Choć w oczywisty sposób ma turystyczny charakter to jednak nie kłuje to jakoś bardzo. Turystów też nie ma jakoś od groma.
Wyczajam jakąś tablicę z wycieczkami. Wybór spory. Ceny nie niskie. Ale wizja łażenia z przewodnikiem jakoś w ogóle mnie nie bawi. Choć jakiś lokals mi tłumaczył, że coś niedawno zmienili w przepisach i teraz nie wolno wchodzić do dżungli bez przewodnika. Serio? To kijowo. Ech, zobaczymy jutro.
Lokalizuję jakąś uroczą restauracyjkę pływającą na rzece. Znowu, bardzo klimatyczna kolacyjka.
Ciemno już. Czas spać. Gdzie? Ogarnąłem jakiś dworzec. Duży. I zamknięty na noc. Tzn. brama zasunięta ale nic trudnego dostać się do środka. Jest tu kawał zadaszenia i gniazdko z prądem. Także idealne warunki dla mnie:)

[modula id=”3115″]

Poprzedni artykułDzień 161 i 162 - Czy ten blog się pisze sam?Następny artykuł Dzień 164 - Naj/starsza/dziksza/niebezpieczniejsza dżungla świata!

Dodaj komentarz Anuluj pisanie odpowiedzi

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

O Blogu

Jestem Michał, dla znajomych – Topiś, dla mamy – ukochane dziecko, dla sióstr – głupek lub miś, a dla wielu – obieżyświat.

Ostatnie wpisy

Pierwszy Vlog! Dzień 3582025-09-16
Dni 351 – 360 – Wrestling, moja przyszłość!2025-09-12
Dni 348 – 350 – Wśród kosmitów2025-09-08

Telefonik: +48 69dwa 4ysta98 sto20

Fundacja: Józefa Strusia 13a, Warszawa

Rife Free WordPress Theme ❤ Made by Apollo13Themes.com

Jestem Michał,

dla znajomych – Topiś, dla mamy – ukochane dziecko, dla sióstr – głupek lub miś, a dla wielu – obieżyświat.

RAAM
Gibraltar
Malta