Michael Travel
  • Home
  • Płaska Ziemia
  • Albumy
  • Info & Kontakt
2025-03-06 przez MikolajTD

Dzień 161 i 162 – Czy ten blog się pisze sam?

Dzień 161 i 162 – Czy ten blog się pisze sam?
2025-03-06 przez MikolajTD

To miał być kolejny dzień jak co dzień. Jeśli można mówić o takich dniach w podróży. No w każdym razie planowałem wstać, ogarnąć się, pójść coś zjeść, napisać ze dwa dni i jechać dalej. Ale wyszło trochę inaczej. Początek niezły. Poranek standardowy. Przedpołudniem nie zawsze jest dużo opcji jedzeniowych, a chciałem jeszcze do tego popisać więc wybrałem się do KFC. Tu wiadomo, że można siedzieć spokojnie i nikomu nie przeszkadzać. Zjadłem. Otworzyłem notatnik w telefonie… I już wiedziałem, że nic z tego nie będzie. Nie dzisiaj. A już kilka chwil później wiedziałem, że dzisiaj to nic z niczego nie będzie.

Biorę kolejną nockę. Kładę się na łóżko i… zasypiam. Na 4 godziny. Od 15 do 19.W nocy nie spałem dobrze. A pokój to też żadne luksusy. Bez okien, i co zaskakujące, bez klimy. Nie wart nawet zdjęcia.

Dotarło do mnie, że jestem padnięty. Absolutnie padnięty. Czuje, że nie mam siły na nic. Hmm…
Przechodzę myślami przez ostatnie tygodnie. No tak. Sen ciągle w terenie. Jedzenie mocno nieregularne. I pozwalałem sobie chyba też na jedzenie zbyt dużo syfu. Praca nad blogiem też intensywna. Dużo się działo. Dużo różnych rzeczy. To kosztuje. Nie jestem szczęśliwy z takiego obrotu sprawy. Ale jak się nad tym zastanowić, to wszystko kosztuje. Kosztuje energię, czas, zaangażowanie, zmęczenie. Mogę jeść byle jak, spać byle jak, poznać setkę osób, zwiedzić kilka niesamowitych miejsc, pisać bloga… Ale po takich dwóch tygodniach to się odbija. Ostatnia przerwa była w George Town. W sumie niedawno. Ale wcześniej też był intensywny tydzień. Czy dwa. Ech… No w sumie nic dziwnego, że padam. Nie ma co męczyć na siłę. Dziś nic z tego nie będzie.
Postanawiam wyłączyć umysł. Przejść się na spacer. Wziąć coś do picia. Popatrzeć na okolice. Nic się tu od wczoraj wieczorem nie zmieniło. Hmm… Wracam do hostelu. Właściciel wita mnie miło zaskoczony. Biorę kolejną nockę. Kładę się na łóżko i… zasypiam. Na 4 godziny. Od 15 do 19. Cóż. A pokój to też żadne luksusy. Bez okien, i co zaskakujące, bez klimy. Nie wart nawet zdjęcia. Wieczorem jeszcze obiad. I do końca dnia już staram się za bardzo nie myśleć.

A następnego dnia schemat się powtarza. Przynajmniej na początku. Tylko tym razem w KFC udaje się popisać. Nawet za bardzo… Popłynąłem.
Zabawnostką jest fakt, że w restauracji, obok mnie przeprowadzane były… Rozmowy o pracę. Czy jakiś casting. Coś w tym stylu. W KFC:)
Opisałem 5 dni. I to takich z kategorii „tłustych”. Zajęło to, razem z delikatną korektą i wysłaniem do taty… 6 godzin. Shit. Aż tyle?
Średnio opisanie jednego dnia zajmuje mi około godziny. Ciekawe. Mam wrażenie, że wcześniej szło mi to dwa razy szybciej. Ciężko powiedzieć.
Ogólnie prowadzenie bloga wyraźnie wpływa na podróż. Nie zrozumcie mnie źle, mnie to pisanie bardzo cieszy:). Podzielenie się z Wami tym wszystkim. Opowiedzenie o tym. To fajne i daje dużo motywacji.
Po prostu jakoś odkrywam, że to też kosztuje. Głównie czasu i energii. Wieczorami przeważnie nie mam siły pisać. To trzeba zabrać się za to o poranku. To jednak najbardziej produktywny moment w ciągu dnia.
Bywa, że tak układam nocleg żeby rano były warunki do pisania. Staram się nadać temu priorytet. Gdyby było inaczej to chyba nic by z tego nie wyszło.
Początkowo wzbraniałem się przed jakąkolwiek formą dzielenia się tą historią. Ale ostatecznie postanowiłem jednak coś napisać. I nie żałuję. Bo jest fajnie:)
Po prostu odkrywam, że to jednak zmienia trochę charakter wyjazdu. Jest po prostu trochę inaczej:). I powoli to odkrywam.

Drugiego dnia wieczorem, po takim pisarskim amoku głowa mi totalnie paruje. Mam wrażenie jakby miała wybuchnąć. Idę coś zjeść. Dziś już nie wracam do hostelu. Nie śpię tam jakoś dobrze. Spróbuję ostatecznie się przekimać w tej chińskiej świątyni. Jakkolwiek by to nie brzmiało:)

Za dużo ciekawych rzeczy do fotografowania nie było, więc postanowiłem cyknąć fotę każdemu napotkanemu futrzakowi. Łatwe punkty. Doskonale wiem, że internet uwielbia kotki;)

A z najwyższego punktu świątyni dostrzegam, że nieopodal jest nocny targ! Jeszcze nie byłem na takowym w Jerantut. No to trzeba sprawdzić:)

[modula id=”3074″]

Poprzedni artykułDzień 160 - O czym się gada na autostopieNastępny artykuł Dzień 163 - Coraz bardziej dziko

Dodaj komentarz Anuluj pisanie odpowiedzi

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

O Blogu

Jestem Michał, dla znajomych – Topiś, dla mamy – ukochane dziecko, dla sióstr – głupek lub miś, a dla wielu – obieżyświat.

Ostatnie wpisy

Pierwszy Vlog! Dzień 3582025-09-16
Dni 351 – 360 – Wrestling, moja przyszłość!2025-09-12
Dni 348 – 350 – Wśród kosmitów2025-09-08

Telefonik: +48 69dwa 4ysta98 sto20

Fundacja: Józefa Strusia 13a, Warszawa

Rife Free WordPress Theme ❤ Made by Apollo13Themes.com

Jestem Michał,

dla znajomych – Topiś, dla mamy – ukochane dziecko, dla sióstr – głupek lub miś, a dla wielu – obieżyświat.

RAAM
Gibraltar
Malta