O poranku z zaskoczeniem odkrywam, że zrzucam skórę. Co jest!? Tyle miesięcy opalania, wystawiony na słońce jestem niemal cały czas, a tu moja piękna brązowa (hyhy) skóra tak sobie po prostu odpadnie? No naprawdę…
No, wstępnie planowałem się już zabierać z miasta ale… Nie wyszło. Pierwszego dnia o poranku wybrałem się podziwiać sztukę uliczną. Murale, wszędzie murale. Ładne. Przyjemnie popatrzeć. Żaden ze mnie (wy)znawca sztuki ale nawet ja widzę, jak coś prezentuje jakąś wartość estetyczną. W dobie różnych współczesnych pomysłów na to co jest, a co nie jest „sztuką”, miło podziwiać coś co nie budzi kontrowersji, nie prowokuje, nie szokuje, nie żenuje, a po prostu cieszy.
Po porannym podziwianiu miałem się zabierać na prom i opuścić George Town, no ale jakoś tak wyszło, że postanowiłem jeszcze popisać o poranku. I odpłynąłem. Totalnie pochłonął mnie twórczy amok. Kilka grubaśnych dni zapisane. Łeb paruje. Wstaje od stolika i czuję pospinane wszystko. Chwieje się z nogi na nogę. Patrzę na zegarek. Uułaa. Zeszło się… 6 godzin. Już późne popołudnie. Wow.
Wieczór już trochę luzuje. Pospaceruje, zjem coś. Blog zajmuje sporo moich myśli. Początkowo miała być krótka notatka z dnia. Szybko się okazało, że ja tak nie potrafię, i jak zacznę pisać to ciężko przestać. W efekcie czasem się schodzi więcej czasu niż pierwotnie planuje.
Jakoś do mnie dociera, że ktoś to wszystko czyta. No miliona odsłon miesięcznie to może nie mamy ale jest stałe grono, nie tylko moich bliższych i dalszych znajomych, które wydaje się być zainteresowane moimi wypocinami. Fajnie. To miłe. Wszystkich Was tu z miejsca pozdrawiam:).
A, i jakby ktoś odniósł mylne wrażenie to zaznaczę. Mnie ta podróż cieszy. Nawet bardzo:). Tak samo jak pisanie każdej kolejnej notatki:). Choć czasami trochę zbyt teatralnie narzekam na świat przedstawiony, to ten wyjazd pod wieloma względami przekracza oczekiwania:).
Wieczorem dzwonię do ojca. Trochę gadamy. Większość czasu, głównie o blogu. Myślimy. Zastanawiamy się. Dyskutujemy. Wymieniamy spostrzeżeniami. Tworzymy jakieś plany… To tak samo projekt taty jak mój.
[modula id=”2583″]
