Michael Travel
  • Home
  • Płaska Ziemia
  • Albumy
  • Info & Kontakt
2025-02-24 przez MikolajTD

Dzień 150 – I od cholery żółwi.

Dzień 150 – I od cholery żółwi.
2025-02-24 przez MikolajTD

06.02.25 – 150 – Fryzjer, plecak i świątynia

Problem ze spaniem na moim polu jest taki, że ciężko zasnąć przed pierwszą. Do tej godziny jest tu mnóstwo ludzi. Mniejsze i większe grupki. Bawią się, gadają, grają w badmintona czy inne frisbee. W weekend jest gorzej. Wtedy jest głośno przynajmniej do drugiej. Raczej do trzeciej. W efekcie ja śpię przynajmniej do dziewiątej. No, ważne żem wyspany.

Na wejściu witają nas żółwie. Od cholery żółwi. Wyglądają jakby walczyły na śmierć i życie o przetrwanie. Ku uciesze uchachanych, ludzkich gapiów.

Ale też dziś nie mogę leżeć za długo. Umówiłem się z lokalnym kuśnierzem, że mu przyniosę plecak do naprawy. To nie daleko. Poranna toaleta i idziemy.
Zostawiam plecak. To odrobinę stresujący moment. Ten plecak i jego zawartość to całe moje życie teraz. Nie swojo się czuję jak nie mam go przy sobie. Ale nic. Trzeba naprawić. Nie ma prawa się rozwalić w nieoczekiwanym momencie. Wciąż działa, ale lepiej żeby wszystko było elegancko poszyte jak należy. Pokazuje co jest do zrobienia. Graty że środka lądują do śpiwora. Taki pakunek chowam w kącie zakładu. Mam wrócić za około dwie godziny. Ziomek wyśle SMS’a.
A ja? Nie ma co tracić czasu. Telefon i portfel mam ze sobą. Idę na śniadanie. Jakiś bufet. Lubię, bo można sobie nawalić dużo mięsa. Ryż, wołowina, wieprzowina, jakiś kotlet z kurczaka, jajko, jogurt i troszkę kapusty. Mniam.
Wciąż mam czas. To jak go dobrze spożytkować? Już od kilku tygodni chodzi mi po głowie, że czas znowu wybrać się do fryzjera. No to idę. Po prostu. Jak z żarciem. Wynajduje coś przy ulicy. Wchodzę. Siadam na kanapie. Czekam aż fryzjer skończy zajmować się czupryną aktualnego klienta. Jak skończy, siadam na fotelu. Jak ma być? Krótko, prosto i elegancko. Co jest nie tak z fryzjerami, że ja zawsze im wszystkim mówię to samo, a każdy z nich i tak robi jakoś inaczej i po swojemu?;). Żartuje. Jest spoko. Koszt to niecałe 20zł. I ja to uwielbiam. Wchodzisz, robisz, wychodzisz. Bez umawiania się na 3 tygodnie do przodu. Jak w GTA.
Przyznaję, jak się człowiek ogarnie, umyje i ostrzyże to czuję się trochę tak „bardziej”. Bardziej się chce. Takie świeże uczucie. Wracam po plecak. Tu robota też pierwsza klasa. Po rozpruciu nie ma śladu. Koszt 20zł. Wolę nie myśleć ile by mnie kosztowała taka naprawa w Warszawie i jak długo musiałbym na nią czekać.
Dopiero południe. Plan na dziś? W centrum wyspy znajduje się kompleks świątyń. Chciałbym obejrzeć. Wsiadam w autobus, płacę jakieś 1.80zł za bilet i jedziemy.
Na wejściu witają nas żółwie. Od cholery żółwi. W życiu nie widziałem tylu na raz. Jak się im rzuci kromkę chleba to nawet robią się całkiem żwawe. Wyglądają jakby walczyły na śmierć i życie o przetrwanie. Ku uciesze uchachanych, ludzkich gapiów.
A świątynia? Chyba buddyjska. Ale w takim jakby stylu chińskim. Prezentuje się wyraźnie lepiej niż którakolwiek inna buddyjska budowla, którą do tej pory oglądałem. Ale czy jest jakaś niesamowita? No nie powiedziałbym. Znaczy bardzo przyjemne miejsce ale szczena nie opada.
Doceniam, że nie jest jakoś okrutnie skomercjalizowane. Nie ma biletów wstępu. Za nic nie trzeba płacić. Tyle, że są jakieś sklepiki z pamiątkami. Spoko.
Wieczorem wybieram się jeszcze do takiej wioski rybackiej. Czy też wioski zbudowanej na pomoście. Przyjemna wycieczka. Zwłaszcza po zachodzie słońca.
Na koniec dnia wypadałoby jeszcze coś zjeść. Skusiłem się mimo wszystko na tę hinduską restauracje. Jakiś tam klasyczny kurczak i ryż w hinduskim stylu. Koszt trochę większy niż przeciętny. Jakieś 13zł. Ale porcja też większa. Można się naprawdę najeść. Ogólnie hinduskie żarcie wydaje się być tu trochę droższe ale na talerzu dostaniemy więcej. Za to jeśli chodzi o estetykę podania… Stereotypy stereotypami. Ja jadłem już w życiu w naprawdę różnych miejscach. Ale chyba nigdy nie dostałem tak niechlujnie podanego jedzenia…

[modula id=”2480″]

Poprzedni artykułDzień 149 - George Town czyli chińsko-malezyjsko-hinduski kociołNastępny artykuł Dzień 151 - Sztuczka uliczna

Dodaj komentarz Anuluj pisanie odpowiedzi

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

O Blogu

Jestem Michał, dla znajomych – Topiś, dla mamy – ukochane dziecko, dla sióstr – głupek lub miś, a dla wielu – obieżyświat.

Ostatnie wpisy

Pierwszy Vlog! Dzień 3582025-09-16
Dni 351 – 360 – Wrestling, moja przyszłość!2025-09-12
Dni 348 – 350 – Wśród kosmitów2025-09-08

Telefonik: +48 69dwa 4ysta98 sto20

Fundacja: Józefa Strusia 13a, Warszawa

Rife Free WordPress Theme ❤ Made by Apollo13Themes.com

Jestem Michał,

dla znajomych – Topiś, dla mamy – ukochane dziecko, dla sióstr – głupek lub miś, a dla wielu – obieżyświat.

RAAM
Gibraltar
Malta