Michael Travel
  • Home
  • Płaska Ziemia
  • Albumy
  • Info & Kontakt
2025-02-18 przez MikolajTD

Dzień 139 – I od razu kryzys

Dzień 139 – I od razu kryzys
2025-02-18 przez MikolajTD

Rano trzeba wstać. Coś koło 8. Msza jest na 10. 20 km stąd. To trzeba się ruszać. Do właściwej ulicy jest kawałek. Zbieram manatki i w drogę. Po drodze mijam mieszkanie i auto Off. Ciekawe czy już w pracy.

Wieczorem łapie mnie zjazd energii. Boli głowa. Chyba nie wyspałem się ostatniej nocy. Próbuje się pocieszyć jakimiś owockami i małymi zakupami w markecie ale nie działa.

Autostopa tutaj łapie się bardzo gładko. Docieram do kościoła godzinę przed Eucharystią. Także luzik. Mijam księdza. Ubrany po cywilnemu ale z twarzy widać, że ksiądz. Nawet pomimo iż azjata. Mówi, że msza o 10. Guzik prawda. O 10 to ludzie się powoli zaczynają zbierać. Zaczyna się 10 minut później.
Mnie kiedyś uczyli, że msza to się zaczyna znakiem krzyża na początku. A tu mamy taką sytuację. Ksiądz zaczyna „W imię Ojca…” I urywa. Zapomniał mikrofonu. Schodzi do zakrystii i wraca ze sprzętem. To jak to jest? Zaczęła się czy nie? Zdublował początek? Dzieją się dwie msze równocześnie? Ok. Trochę się czepiam. Ale mi mówili, że rozpoczęta msza musi zostać skończona. I w sumie nie mamy takiego scenariusza, w którym nie jest.
Trochę dziwny kościół. Duży teren. Mały budynek. Wygląda to jak jakiś ośrodek rekolekcyjny w lesie. Śmiesznie. Kościół zbudowany na planie spodka kosmicznego. Z ołtarzem w centrum. Dziwnie. Oni chyba specjalnie tak się tu budują żeby łatwiej było robić przeciąg. Ten jest kluczowy. Nie znam się. Niech mnie Bezpiór poprawi jeśli się mylę. Na mszy większość to biali. Ale ludzi malutko. Obok mnie Polacy.
Po mszy wracam do Khao Lak. Po drodze przystaje na śniadanie. Zaopatruje się w kokosowy shake. Ten jest lepszy niż się spodziewałem. I nie smakuje tak źle kokosem jak wszystko co kokosowe u nas. Tylko tak dobrze smakuje kokosem. Jak nie u nas. Do tego mięsna wyżerka. Była okazja więc się zaopatrzyłem w grillowaną wieprzowinę. Boczek i żeberka. Mmmm. Pyszności. Ja ogólnie domyślnie mięsa jem bardzo dużo. Głównie tłustego. Głównie wieprzowiny. Samo zdrowie. Jak nie jem wystarczająco mięsa to od razu czuję. No i w podróży czuję. To nie takie proste. Siłą rzeczy je się inaczej. Ciężko wciągnąć codziennie ten kilogram mięsa. Ale dziś jest okazja. Dla mnie to święto. Nie ma lepszego sposobu na świętowanie niedzieli niż się dobrze odżywić bardzo smacznym mięskiem. Do tego taki kokosowy shake. Tak mogę jeść. Mięsko i owocki to mój domyślny sposób odżywiania. Tak się czuję najlepiej. Samo zdrowie. Nieprzetworzona żywność bogata we wszystko co potrzebne do prawidłowego funkcjonowania. Do tego trochę nabiału i jakieś wypieki na deser. Tak mogę żyć.
Wracam do miasta. Ładuje się do maczka. Tutaj tylko lodziki, bo chodzi raczej o to żeby skorzystać z toalety i sieci. Spokojnie sobie można usiąść i porobić rzeczy. W międzyczasie pisze Off. Pyta czy wszystko w porządku i czy nic mi się nie stało. Ha. Wiedziałem, że to dobra dziewczyna. Choć sama sie do tego nie przyzna. Mówi, że chętnie by wyszła dziś na obiad ale jest bardzo zajęta w pracy. No cóż. Trochę szkoda. Jeszcze bym pogadał:)
Dzwoni Kalaya. Czuje się lepiej dziś. Dobrze słyszeć. Troche tam cierpi i tęskni za mną. Szczerze powiedziawszy, ja dziś jeszcze jakoś o niej za bardzo nie myślałem. Tyle co ją wspomniałem w myślach na mszy. Hmm…
Wieczorem łapie mnie zjazd energii. Boli głowa. Chyba nie wyspałem się ostatniej nocy. Próbuje się pocieszyć jakimiś owockami i małymi zakupami w markecie ale nie działa. Hmm… Bujam się po mieście. Ale to jakoś nie za bardzo robi wrażenie. Ląduje na plaży. Łeb pęka. Powinienem planować dziś dalszą drogę ale nic nie idzie. Nie idzie myśleć. Ech… A może bym coś obejrzał? Dawno nic nie oglądałem. To zapuszczam serial. Powinienem to chyba robić częściej. Gapie się w morze. Jest ciemno. Ale na horyzoncie błyska. I to konkretnie. Ale daleko. Nie słychać. Ciekawe czy będzie padać w nocy. Oby nie. Myślami wracam do Kalayi. Ciekawe. Dobrze mi tam z nią było na Phukecie. Jeszcze wczoraj ja widziałem. A już się wydaje jakby minął tydzień. Wczoraj wydaje się już takie odległe. I tak jest codziennie. Przez całą podróż towarzyszy mi uczucie, że wczoraj było kiedyś. A dziś akurat jakiś taki zjazd. Jakoś nic za bardzo nie cieszy. Jakoś się nie chce. Jakoś boli głowa. Przychodzą czarne myśli. Przychodzą do głowy błędy jakie popełniłem w podróży. A także te, które popełniłem przed. Nieodpowiednie przygotowanie. Niezamknięte tematy…
Jakiś taki się czuję dzisiaj… Sam.

[modula id=”2162″]

Poprzedni artykułDzień 138 - decyzje i działaniaNastępny artykuł Dzień 140 - Prawie zabłądziłem

Dodaj komentarz Anuluj pisanie odpowiedzi

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

O Blogu

Jestem Michał, dla znajomych – Topiś, dla mamy – ukochane dziecko, dla sióstr – głupek lub miś, a dla wielu – obieżyświat.

Ostatnie wpisy

Pierwszy Vlog! Dzień 3582025-09-16
Dni 351 – 360 – Wrestling, moja przyszłość!2025-09-12
Dni 348 – 350 – Wśród kosmitów2025-09-08

Telefonik: +48 69dwa 4ysta98 sto20

Fundacja: Józefa Strusia 13a, Warszawa

Rife Free WordPress Theme ❤ Made by Apollo13Themes.com

Jestem Michał,

dla znajomych – Topiś, dla mamy – ukochane dziecko, dla sióstr – głupek lub miś, a dla wielu – obieżyświat.

RAAM
Gibraltar
Malta