Budzę się. Sam. Ojej. Ale smutno jakoś. Nikogo obok żeby ponarzekać na komary w nocy czy wszechobecny piasek. Nikogo komu można by rano przynieść kawę. Nikogo komu rano powiedzieć „dzień dobry”.
Sprawdzam telefon. O Shit. 5 nieodebranych połączeń. Kalaya dzwoniła. No to przesrane…
Planowałem się wybrać na masaż tajski zanim opuszczę Tajlandię, ale może nie tutaj.
Teraz pytanie. Oddzwonić czy odpisać? Niby oddzwonić. Ale ona teraz na pewno śpi. Może lepiej napiszę.
Dziwnie się czuję. Głowa mnie jakby trochę boli. Ech… Za dużo tych kobiet chyba. I za dużo spontanu. Dziś ma być trochę spokojniej. Zaopatruje się w kubek owocków na śniadanie. Dumam.
Mam plan żeby wybrać się na okoliczną plażę. Jest. Niedaleko. 6km. A ludzie piszą, że fajna. Ale już po 2km stwierdzam, że „pierdolę”. Nie chce mi się. Gorąco. Łeb mnie boli. Nie będę się próbował zabawiać na siłę. Wracam na Patong. Coś zjem. Przespaceruje się. Pocieszę się plażą w samotności.
Wspominałem już, że Patong to totalna imprezownia? Wisienką na torcie jest Bangla Street. Huk, hałas, chaos. Wszystko tu jest czego zamarzy sobie targany hormonami młodzieniec. Już chyba o tym pisałem, że to tego typu miejsce, w którym zupełnie nie jestem zainteresowany aby aktywnie w nim uczestniczyć ale równocześnie samo obserwowanie tej ulicy jest dla mnie niemal fascynujące. To bardzo dziwne miejsce.
Mnóstwo ludzi. Mnóstwo naganiaczy. Są klasyczne, zwykle bary lub bary z dodatkowym „towarzystwem” w postaci kuso ubranych, uśmiechniętych dziewcząt. Niesamowite to jest. Niby doskonale wiem, że ten uśmiech to marketing. Jak machają rękami żebym przyszedł to nie tak, że im wpadłem w oko. To znaczy wpadłem ale chodzi im o mój portfel a nie o mnie. I co z tego? Mam wrażenie, że mój organizm widzi swoje. I jakby naprawdę chciał wierzyć, że one wszystkie na mnie lecą. I każe się brać do roboty. Tzn. poznawać, bajerować itp. A one? Niby takie uśmiechnięte ale czy w gruncie rzeczy zadowolone z tej swojej pracy? Wątpliwe.
Są jakieś proste strzelnice z zabawkowymi pistoletami. Każde jedno 7-eleven w pobliżu jest totalnie przepełnione. Trzeba czekać co najmniej kilkanaście minut w kolejce żeby coś kupić. Mnóstwo miejsc gdzie można lepiej lub gorzej zjeść. Pośrodku ulicy krążą panie i panowie promujący tzw. sexy show lub ping pong show. Nie miałem pojęcia co to jest. Sprawdziłem w internetach. Cóż. Nie musiałem tego wiedzieć. Mamo nie sprawdzaj.
Poza tym sporo freelancerek na chodnikach. Wśród nich standardowo ladyboye. Wcześniej się zastanawiałem czy te ostatnie w ogóle mają klientów. No bo siłą rzeczy chyba mają mniejsze zainteresowanie. Z drugiej strony jak o tym pomyśleć większość ich klientów jest pijanych. Cóż…
I kluby że striptizem. Te są promowane przez panie „tańczące” na rurze, które widać z ulicy. „Tańczące” to dużo powiedziane. W zasadzie to one tylko stoją obok i się bujają. Coś tam czasem obejmą. Nie robią za dużo.
Tak się akurat składa, że miałem w ostatnim roku okazję się dokształcić z tego czym jest a czym nie jest pole dance. Wiem co to handspring, odróżniam pole sport od exotic pole. Myślę, że potrafię docenić dobrą akrobację na rurce. Cóż… Te panie tego nie potrafią.
No i te salony masażu. Kosmicznie ich tu dużo. I wszystkie pełne. Masażystki przeważnie wszystkie są ubrane tak samo, wspólny dress code dla salonu. Niektóre poza uśmiechem eksponują bardzo pokaźny dekolt. Planowałem się wybrać na masaż tajski zanim opuszczę Tajlandię, ale może nie tutaj.
Za to co jest fajne to, że gale Muay Thai odbywają się tu praktycznie codziennie. W ciągu dnia po mieście jeździ sobie taki śmieszny samochodzik z megafonem krzyczący o tym, że „jeśli jesteś w Tajlandii to musisz zobaczyć boks tajski”. No ja to się już naoglądałem. Ale fajnie, że są. Choć, jak na warunki tajskie to bilety nie tanie. Zaczynają się od 100zł.
Po południu dzwoni Kalaya. Dzwoni i robi awanturę ?. Cholera. Przypał. No dobra, odrobinę koloryzuję;). Przyjechała w nocy. I nawet szukała mnie na plaży. Dzwoniła i dzwoniła. A ja gdzieś tam sobie słodko spałem.
Pyta czy jak tej nocy przyjedzie to będę na nią czekał. Będę:)
[modula id=”2073″]
I krótka przerwa na reklamę 🙂
