Michael Travel
  • Home
  • Płaska Ziemia
  • Albumy
  • Info & Kontakt
2025-01-29 przez MikolajTD

Dzień 114 – Złamane serce

Dzień 114 – Złamane serce
2025-01-29 przez MikolajTD

Tududutuutuu tududuutuutuu tududuutuutuu tudududuuu (przewodni motyw muzyczny z parku jurajskiego – leci w tle podczas czytania pierwszego akapitu).
Serce zabiło mocniej. Ciało, choć leży na ziemi, to momentalnie weszło w stan absolutnej gotowości do działania. Szczypie się, żeby się upewnić czy nie śpię. Nie. To się dzieje na prawdę. Tyranozaur powoli przechodzi obok mnie. Jest dosłownie na wyciągnięcie ręki. Nie wolno nawet drgnąć. On widzi każdy ruch…
Ok, tak na prawdę to przekręciłem się na drugi bok otworzyłem lewe oko i pomyślałem: „o kur*a, krokodyl”. Zaskoczony. Nie przestraszony. Zamykam oczy. Myślę. Gdzie jestem? Co tu robię? Podróżuje po świecie. Tajlandia. Bangkok. Ok wszystko jasne. Czyli waran. Nie krokodyl. Ufff… Tak jak mówił internet. Są nawet w parkach w centrum.

Chce mi się śmiać i płakać równocześnie. Jak bym wiedział jak to bym pomógł. Ale żaden ze mnie mistrz od złamanego serca. Mówią, że z czasem przechodzi. Co mam zrobić? Powiedzieć, żeby o nim zapomniała? Żeby dała spokój? Że to zły facet był. Że nie jest jej wart. No właśnie, łatwo powiedzieć.

A to nie ostatnia zwierzęca niespodzianka. Nie spieszę się za bardzo. Natura postanawia mnie pokarać. W najmniej spodziewanym momencie na ręce nasrał mi ptak… Znowu kur.. W życiu wcześniej mi się to nigdzie nie przytrafiło. W Tajlandii już drugi raz. Chyba mnie tu nie chcą.
Od razu do toalety. Trzeba zrobić porządne pranie – myślę.
Bangkok nie śpi. O 4 rano w parku ludzie albo biegają albo przychodzą razem na spacer, albo grają w karty. Serio. To miasto nie śpi. Ciągle się coś dzieje. Dzięki temu mi śpi się tu bardzo dobrze. Można odnieść wrażenie, że po prostu drzemiesz w ciągu dnia. To akurat fajne. Tylko te wielgachne jaszczurki czy inne obsrańce…
Poza tym dzień mija leniwie i spokojnie. Pod wieczór wyjątkowo wbijam do jakiejś świątyni z fajnym punktem widokowym na miasto spoko. A potem… Dostaje zaproszenie na urodziny xD. Od dziewczyny z apki. Noclegu nie będzie ale ma dziś urodziny i zaprasza żebym wpadł. Trochę xD. Ale co tam. Jadę. Kawałek do przejechania jest ale docieram bez większych problemów. Babka po czterdziestce, swoją drogą bardzo atrakcyjna, wychodzi po mnie z koleżanką i prowadzi na górę. A na górze impreza. Mały pokój. Jedno łóżko. Solenizantka, 42 lata. Przyjaciółka, 27lat. Córka solenizantki, 11 lat. I ja, nieznajomy z apki, 26 (choć rocznikowo 27… Chlip) lat. Jeszcze nie jestem świadom na jak kuriozalną i tragikomiczną imprezę trafiłem.
Zaczyna się nie winnie. Jest hot pot (na balkonie), owoce morza. Piwko. Winko. Miła rozmowa. Wszystkie dziewczyny są z Mjanmy. To ten kraj, który jeszcze nie tak dawno temu był Birmą. Ogólnie sporo osób stamtąd ucieka do Tajlandii że względu na niestabilną sytuację wewnętrzna. Sporo tj. ponoć miliony. Ale to nie ten case. Matka z córką wyjechały już dawno temu. Od lat podróżują po świecie. W ostatnim czasie były w wielu krajach Azji Południowo wschodniej, a wcześniej w Dubaju. Teraz siedzą w Tajlandii już od 5 miesięcy. Czekają na wizę do Australii. Tam mają rodzinę i tam się udają w następnej kolejności. Przyjaciółka jest tutaj jako gość już od dwóch miesięcy i wspiera. Zaraz powiem w czym xD. A znają się z pracy. Córka uczy się zdalnie. Ma dwa razy dziennie lekcje indywidualne z angielskiego. I to tyle. I to słychać. To jest chyba pierwsza osoba jaką poznałem w tej części świata, po której nie słyszę, że jest z Azji, kiedy mówi po angielsku. Nieźle. I ogólnie bardzo ładnie mówi. Choć prawie cały czas jedyne co ją interesuje to granie na telefonie w jakąś chinską podróbkę LoLa.
Jest milutko, jest przyjemnie. Tylko solenizantka, impulsywnie pisze coś ciągle na telefonie. Albo sprawdza Whatsappa. Tak nerwowo. W miarę jak impreza się rozluźnia i kończy się kolejna butelka wina zaczynam odkrywać co tu się tak na prawdę odprawia.
Okazuje się bowiem, że dziewczyny prawie nie wychodzą z mieszkania (odpowiednio, 5 i 2 miesiące) i każdy wieczór wygląda tak jak ten. Choć akurat dziś Poe (solenizantka) naprawdę ma urodziny. Ale są to bardzo gorzkie urodziny. Bo Poe ma złamane serce. I użala się nad sobą… To znaczy bardzo mocno przeżywa rozstanie. Na telefonie ciągle pisze do swojego eks. Co chwila usuwając wiadomości. I wysyłając znowu. On odpisuje tak jakoś raz dziennie. Ona wysyła setki wiadomości w tym czasie. „Jak mogłeś? Byłam dla Ciebie taka dobra! Za wszystko płaciłam. Nie znajdziesz nikogo takiego jak ja” itd itp. Ziomek ja zdradził. To na pewno boli. Ale rzekomo oficjalnie z nią nie zerwał. I to jej nie daje spokoju. Ona próbuje go namówić żeby oficjalnie zakończył związek i nigdy nie wracał. On tego nie robi. A ona wie, że jeśli on wróci to ona się nie powstrzyma i przyjmie go z powrotem. Więc chce żeby on nigdy nie wracał. Znaczy tak na prawdę to chce żeby wrócił. Ale on nie wraca. I nie kończy oficjalnie związku i… Ok. Już mi głowa paruje. 
Wyobrażam sobie, że to naprawdę musi być trudne. Dziewczyna wciąż jest totalnie zakochana. Prosi mnie żeby z nim pogadał jako jej przyjaciel (xD), bo jestem facetem i on mnie uszanuje i posłucha. O nie nie… Ja w cudze melodramaty się wrobić nie dam… Nigdy więcej… A poważnie, to coś za bardzo mi się nie wydaje żeby to zadziałało.
Sytuacja jest absolutnie przetragikomiczna. Wszystkie dziewczyny siedzą w tym pokoju w Bangkoku czekając na wizę do Australii. W tym czasie głównie jedzą i piją. Najstarsza, Poe, matka, cierpi od blisko pół roku z powodu zdrady i niewypowiedzianego rozstania. Wypisuje do swojego eks. I po chwili kasuje wiadomości. Córka jest zainteresowana głównie graniem na smartfonie. Ma zaledwie 11 lat. Ale tak dobrze i pięknie mówi po angielsku, że sprawia wrażenie najbardziej kompetentnej osoby w pokoju. Poe nie jest mistrzynią angielskiego więc córka często robi za tłumacza. Co jeszcze mocniej winduje jej pozycję. Trzecia, przyjaciółka. Wydaje się być najszczęśliwszą osobą na świecie. Rzuciła pracę i przeprowadziła się tutaj żeby wspierać koleżankę w  potrzebie. Równocześnie wydaje się niczym nie przejmować, pić wino, oglądać seriale, malować paznokcie. Jest absolutnie zachwycona takim życiem i ani myśli coś tu zmieniać. Dla niej jest idealnie. Uśmiech z ust jej nie schodzi. I mówi, że ogólnie tak to wygląda dzień w dzień od dwóch miesięcy. I żebym się za bardzo nie przejmował xD.
Chce mi się śmiać i płakać równocześnie. Jak bym wiedział jak to bym pomógł. Ale żaden ze mnie mistrz od złamanego serca. Mówią, że z czasem przechodzi. Co mam zrobić? Powiedzieć, żeby o nim zapomniała? Żeby dała spokój? Że to zły facet był. Że nie jest jej wart. No właśnie, łatwo powiedzieć.
Poe zaproponowała mi nocleg na podłodze ale jak córka to mi przetłumaczyła to zbladła. Nie trzeba. Nie będę może młodej dokładał stresu. Jest jakiś park niedaleko. Poradzę sobie. Poe jeszcze próbuje mnie załadować do hotelu obok ale już jest za późno. Dobrze po drugiej. Ostatecznie fajna impreza, dzięki :). Idę spać do parku. Otwarty, głośny. Ale jest ochrona, która po dłuższych negocjacjach wskazuje mi miejsce do spania u siebie, i jeszcze częstuje kolacją. Jest nawet toaleta.

[modula id=”1699″]

Poprzedni artykułDzień 113 - Nowy RokNastępny artykuł Dzień 115 - Seksturystyka

Dodaj komentarz Anuluj pisanie odpowiedzi

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

O Blogu

Jestem Michał, dla znajomych – Topiś, dla mamy – ukochane dziecko, dla sióstr – głupek lub miś, a dla wielu – obieżyświat.

Ostatnie wpisy

Pierwszy Vlog! Dzień 3582025-09-16
Dni 351 – 360 – Wrestling, moja przyszłość!2025-09-12
Dni 348 – 350 – Wśród kosmitów2025-09-08

Telefonik: +48 69dwa 4ysta98 sto20

Fundacja: Józefa Strusia 13a, Warszawa

Rife Free WordPress Theme ❤ Made by Apollo13Themes.com

Jestem Michał,

dla znajomych – Topiś, dla mamy – ukochane dziecko, dla sióstr – głupek lub miś, a dla wielu – obieżyświat.

RAAM
Gibraltar
Malta