Michael Travel
  • Home
  • Płaska Ziemia
  • Albumy
  • Info & Kontakt
2025-07-23 przez MikolajTD

Dzień 311 – Popaprane, meksykańskie nazewnictwo jedzeniowe

Dzień 311 – Popaprane, meksykańskie nazewnictwo jedzeniowe
2025-07-23 przez MikolajTD

Miałem taką pokusę żeby zostać tu na jeden dzień. Złapać dystans. Odpocząć. Ale nie. Zastosuję odwrotną strategię.
Mój gospodarz jedzie z samego rana do pracy więc proponuje, że podrzuci mnie na trasę. Wychodzimy z domu o 7. Po drodze mój dobrodziej zaopatruje mnie w burrito na śniadanie. Trzy tortille. Jedna z jajkiem i bekonem, druga z fasolą, a trzecia jeszcze z czymś tam innym. Burrito tutaj wygląda trochę inaczej niż takie typowe w Polsce. To prosty, smaczny placek.



Myślę, że powinienem trochę bardziej się przygotowywać do stopowania tutaj. Przede wszystkim brać poprawkę na pogodę. O 8 rano jest już ponad 30 stopni. Za parę godzin będzie 40. Żeby było ciekawiej Jimena wytłumaczyła mi, że mam dużo szczęścia, bo o tej porze roku standardem jest nawet i 50 stopni(!). Ok. No to bardzo mi miło, że wczoraj tylko 40:).
W praktyce chodzi o to, żeby mieć wcześniej przygotowane miejsce, do którego chcę dojechać i tam ogarnięty nocleg. Plus wyruszyć w drogę wczesnym rankiem żeby zmaksymalizować szansę na dotarcie na miejsce i uniknięcie upałów. No to ruszam.
Tym razem jestem na właściwej drodze o właściwej porze. Już po chwili łapię pierwszego stopa. Zatrzymuje się Jose Miguel. Porucznik marynarki wojennej na wojskowej emeryturze. Akurat jedzie odwiedzić córki z poprzedniego małżeństwa, których, nie widział od dawna. Mówi, że jego aktualnej żonie się to nie podoba ale on ma swoje priorytety. Jedziemy przez okoliczne wsie. Bardzo urokliwe. Czuć już pustynny klimat. Miguel chętnie opowiada mi o tych miejscowościach. Zna je wszystkie na wylot. Napomina przy tym, że dosłownie wczoraj miała tu miejsce strzelanina. Zginął jeden policjant. Ojć. To już wiem dokąd jechał ten wojskowo-żandarmeryjny korowód wczoraj. Miałem tędy przejeżdżać… W takich sytuacjach człowiek sobie myśli, że może to był jednak palec Boży, że się nikt wtedy nie zatrzymał i mnie nie zabrał…
Zahaczamy o jakiś współpracowników mojego kierowcy. Potem o jego urocze córki (i jedną wnuczkę). A potem już się rozstajemy. Na drugie auto nie czekam długo. Matka z córką jadą akurat w tym samym kierunku i chętnie mnie zabiorą. Kierowczyni zadaje tylko kontrolnie pytanie: „czy nie aby jesteś rabusiem?” 😅.
Po drodze mijamy policyjną kontrolę. Tych jest tu sporo ale jeszcze ani razu nikt mnie nawet nie legitymował. I dobrze.
Krótka przerwa w El golfo de Santa Clara i jadę dalej. Na trzeciego stopa musiałem poczekać już trochę dłużej. Tym razem na totalnej pustyni. Ale w końcu ktoś staje i zabierze mnie do Puerto Peñasco. Mojego dzisiejszego miejsca docelowego. Bajka!
Puerto Peñasco to taki wakacyjny kurort powstały z myślą o Amerykanach. Ci przyjeżdżają tu na tanie wakacje. Wszak do granicy z Arizoną jest tylko 45 minut samochodem.
Docieram do mojego hosta. Ma na imię Armando. I mieszka w… Klinice dla zwierząt. Tzn. w mieszkaniu w klinice dla zwierząt. Ta należy do jego rodziców. A on jest jej menadżerem.
Trochę ogarniania i wieczorem idziemy na, a jakże, tacos! Te są dobre. Wręcz pyszne. Opuściliśmy już Dolną Kalifornię i znajdujemy się aktualnie w stanie Sonora, który słynie z wysokiej jakości mięsa. I to czuć. Żeby było ściślej to niby nie było tacos tylko quesadille. Ale do popapranego, meksykańskiego nazewnictwa jedzeniowego jeszcze kiedyś dojdziemy xD.
Po kolacji jedziemy jeszcze nad morze (zatoka kalifornijska), łapiemy po puszce piwa i gadamy. Armando to świetny gość. Doświadczony podróżnik i couchsurfer. Ma przeogromną wiedzę o swoim kraju i jak każdy rasowy Meksykanin, jest w nim absolutnie zakochany. Dużo mi opowiada o różnicach ekonomicznych i kulinarnych między północą a południem kraju. Na północy jest więcej pieniędzy i znacząco goręcej, wszak wszędzie pustynie. Ale co do jedzenia to panuje spór gdzie jest najlepsze. Mój gospodarz opowiada jak to jest żyć w kraju objętym przestępczością. W skrócie, da się żyć ale trzeba uważać. Choć akurat w Puerto Peñasco jest bardzo bezpiecznie. Gada nam się świetnie. No to może jeszcze jedno piwo.

Poprzedni artykułDzień 310 - Uratowany!ilustracja wprowadzajaca dzien 310Następny artykuł Dzień 312 - Telcel - pelcel, Oxxo - poksoIlustracja wprowadzajaca dzien 312

Dodaj komentarz Anuluj pisanie odpowiedzi

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

O Blogu

Jestem Michał, dla znajomych – Topiś, dla mamy – ukochane dziecko, dla sióstr – głupek lub miś, a dla wielu – obieżyświat.

Ostatnie wpisy

Pierwszy Vlog! Dzień 3582025-09-16
Dni 351 – 360 – Wrestling, moja przyszłość!2025-09-12
Dni 348 – 350 – Wśród kosmitów2025-09-08

Telefonik: +48 69dwa 4ysta98 sto20

Fundacja: Józefa Strusia 13a, Warszawa

Rife Free WordPress Theme ❤ Made by Apollo13Themes.com

Jestem Michał,

dla znajomych – Topiś, dla mamy – ukochane dziecko, dla sióstr – głupek lub miś, a dla wielu – obieżyświat.

RAAM
Gibraltar
Malta