Michael Travel
  • Home
  • Płaska Ziemia
  • Albumy
  • Info & Kontakt
2025-07-18 przez MikolajTD

Dni 307 – 308 – Ja nie menel, Ja podróżnik

Dni 307 – 308 – Ja nie menel, Ja podróżnik
2025-07-18 przez MikolajTD

Podczas jednego z plażowych spacerów poznałem Esmeraldę. Miła, sympatyczna, niziutka dziewczyna o bardzo ładnych kształtach, z których najpiękniejszy był jej uśmiech;).
Esmeralda zaprosiła mnie dziś na przejażdżkę do Ensanada. Miasto w California Baja położone dwie godziny drogi od Tijuany. Raczej turystyczno akademickie. Mieszkańcy Tijuany przyjeżdżają tu zaznać trochę ładniejszych widoków. Bo, co tu dużo mówić, ich miasto do najpiękniejszych nie należy. A żeby być brutalnie szczerym… Jest po prostu brzydkie. Brak tu przyciągającej oko architektury. Jest brudno i niezbyt estetycznie. Czasem można odnieść wrażenie, że to po prostu jedne, wielkie przygraniczne slumsy.
Ale Ensanada! No, tu już jest znacząco inaczej. Przyjemniej. Czyściej. I w ogóle tak jakoś fajniej. Widoki na drodze też spoko. Można popodziwiać trochę Dolną Kalifornię. Bo tak się nazywa stan w Meksyku, w którym aktualnie się znajdujemy. Niby podobnie jak w amerykańskiej Kalifornii, ale jakby trochę mniej tu zielonego i trochę więcej żółtego.
No w każdym razie, Ensanada to miła odmiana. Jest tu spory port. Akurat załadowują w nim kontenerowce. O ironio. Oglądam załadunek kontenerowców xD. Pamiętam jak miałeś swego czasu serdecznie dosyć tego widoku. Tego hałasu. Tego rumoru. A teraz, cyk. Tak sobie popatrzę rekreacyjnie xD.
Głównym punktem naszej wizyty będzie, oczywiście, jedzenie. Esmeralda ma od znajomych jakiś namiar na świetny street food. Po dłuższej chwili szukania drogi i kilkukrotnym zmienianiu kierunków, udaje się nam dotrzeć na miejsce. Ale jeszcze musimy się uzbroić w cierpliwość. Kolejka jest długa. Właściwie to są trzy. I w każdej stoi się przynajmniej 20 minut.
Zamawiamy tostados z owocami morza. Dobre. Nawet bardzo. Wydaje się, że miejsce zapracowało na swoją renomę. W ogóle śmiesznie tu jest. Najpierw zamawiasz. Potem jesz. A na końcu płacisz. Przy czym jesz na stojaka, bo nie ma gdzie usiąść. I sam musisz pilnować ile masz dokładnie zapłacić… I żeby w ogóle zapłacić, bo nikt za Ciebie tego nie przypilnuje xD. Ciekawe. W kraju, w którym wszyscy obawiają się karteli narkotykowych, panuje tak duże zaufanie społeczne.
Było pyszne. A moja towarzyszka tak się zaaferowała jedzeniem, że udało jej się przypadkiem ubabrać sukienkę. Całe szczęście że była biała xD.
Esmeralda to dziewczyna nieco tylko starsza ode mnie. Psychoterapeutka. Wykładowczyni na uniwersytecie i pracownica naukowa. Bada jakieś traumy kobiet. Nie do końca zrozumiałem o co chodziło. Sprawia wrażenie bardzo oczytanej, inteligentnej i wykształconej. Jest przy tym prosta, zabawna, uśmiechnięta i bardzo atrakcyjna. Trochę mi opowiada o Meksyku. Sama też wykazuje zainteresowanie moimi podróżami i ogólną wymianą myśli. Co ciekawe, aktualnie studiuje tzw. Gender Studies. W dodatku angażuje się politycznie i uważa się za tzw. „social justice warrior”. Nie powiem, musiałem się trochę hamować żeby nie palnąć jakiegoś głupiego, niestosownego dowcipu xD. Ale najciekawsze jest to, że póki mi sama o tym wszystkim nie powiedziała to w ogóle bym tego nie zauważył. Tzn. nie dała mi odczuć swoich poglądów politycznych. Szanuję.
Na wieczór, wracając zajeżdżamy jeszcze do Rosarito. Jest tu bardzo ładna plaża. To ważne, bo w samej Tijuanie takich nie ma. Zdążyliśmy na zachód słońca. Zrobiło się niemal romantycznie…

Postaw mi kawę na buycoffee.to

Następnego dnia ogarniam ostatnie sprawy przed wyjazdem z miasta. Jutro już jadę. Dziś jeszcze pójdę do kościoła, sprawdzę czy wszystko mam. Ustalę plan działania.
Jedno tylko co mi nie wyszło to nie dogadałem do końca noclegu. Alejandro wyjechał do San Diego i nie mogłem u niego zostać. W efekcie ląduję (hehe) na lotnisku. To jest spore i ruchliwe. Środek nocy, a tu kupa ludzi. Dobrze – myślę. Nie będą się mnie czepiać, że pójdę sobie spać gdzieś tu w kącie.
Rozkładam się, odpływam, już prawie śpię i… Coś mnie szturcha.
A raczej ktoś. Ochroniarz. Młody chłopaczek. Nawija coś po hiszpańsku. To mu daje do zrozumienia, że ja „no hablo español”. Ok, to on wyciąga translator. Każe mi pokazać bilet. Mówię że nie mam. To on pyta co tu robię. Mówię, że śpię. To on na to, że '”aha, to ok. Tylko uważaj”. No dzięki. Chłopak bystry jak… Nie ważne. Ważne, że mogę spać dalej.
Ale nie, po chwili chłopaczek wraca z jakąś niską babeczką, chyba jego przełożoną. Zaczynamy ta samą śpiewkę po raz drugi. Efekt identyczny. Dają mi spokój. Ale tylko na 3 minuty. Bo wołają jakąś cywilną pracownice, która akurat potrafi gadać po angielsku. No, z tą to się dogadam. Mówię zgodnie z prawda, że nie mam biletu i że chce tylko przeczekać do rana. Po dłuższych wytłumaczeniach stanęło na tym, że… Ok. Mogę zostać, tylko mam na siebie uważać. XD. No co za ludzie!?
No ok, pewnie wzięli mnie na początku za bezdomnego. Byłem zakryty cały śpiworem, bo zimno było. Jak się zorientowali, że ja nie menel tylko podróżnik to dali spokój. Dobre i to. No, teraz już na prawdę czas spać.

Poprzedni artykułDni 298 - 306 - Breaking (to) bedilustracja wprowadzajaca dzien 306Następny artykuł Dzień 309 - Ja to proszę Pana mam bardzo dobre połączenieilustracja wprowadzajaca dzien 309

Dodaj komentarz Anuluj pisanie odpowiedzi

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

O Blogu

Jestem Michał, dla znajomych – Topiś, dla mamy – ukochane dziecko, dla sióstr – głupek lub miś, a dla wielu – obieżyświat.

Ostatnie wpisy

Pierwszy Vlog! Dzień 3582025-09-16
Dni 351 – 360 – Wrestling, moja przyszłość!2025-09-12
Dni 348 – 350 – Wśród kosmitów2025-09-08

Telefonik: +48 69dwa 4ysta98 sto20

Fundacja: Józefa Strusia 13a, Warszawa

Rife Free WordPress Theme ❤ Made by Apollo13Themes.com

Jestem Michał,

dla znajomych – Topiś, dla mamy – ukochane dziecko, dla sióstr – głupek lub miś, a dla wielu – obieżyświat.

RAAM
Gibraltar
Malta