Michael Travel
  • Home
  • Płaska Ziemia
  • Albumy
  • Info & Kontakt
2025-01-28 przez MikolajTD

Dzień 112 – Sylwester

Dzień 112 – Sylwester
2025-01-28 przez MikolajTD

Po leniwym porannym ogarnianiu jadę z hostem w miasto. Coś zjemy, trochę pogadamy. Rozstajemy się w jakimś centrum handlowym. Plan na dzisiaj – przetrwać Sylwestra. Nie jest i nigdy nie była to jakoś szczególnie moja impreza. Pomysł jest prosty. Bujać się po Bangkoku całą noc, bo i tak planowałem go jeszcze mocno obbutować. Wydaje się, że jest to idealna okazja. Zaznać życia nocnego w stolicy Tajlandii.

Dziewczyna siedzi w barze na poduszce i sączy piwo. Gapi się na ulice. Ale takim, bystrym, inteligentnym, przenikliwym wzrokiem… Pewnie udaje. I cyk, nasze spojrzenia się spotkały. Przysiadam się. Dziewczę wydaje się być znudzone całym światem. Mówi że siedzi tu od dwóch godzin i gapi się w ulicę. W tym czasie nie zdołała wypić nawet jednego małego piwa.

Po pożegnaniu z hostem, bujam się jeszcze trochę po centrach handlowych. Potem idę na jedną z głównych ulic miasta. Będzie tu jakiś koncert. Zaczynają dopiero za 4 godziny ale już są tu jakieś dzikie tłumy. Właśnie. Tłumy. Jest tłoczno. Naprawdę. Przesuwam się powoli. Co chwilę sprawdzam czy ktoś mi nie zasunął telefonu lub portfela. Nie. Wszystko mam. Ok. Ale przemieszczanie się tu teraz jest męczące. Wręcz irytujące. Udaje mi się coś kupić w markecie i przedostać do okolicznego parku. Ufff… W końcu chwila spokoju. Z jakiegoś powodu jest tu dosyć pusto. Choć znajdujemy się przy samej ulicy. Po godzinie zagadka rozwiązuje się sama. Park zamykają po zmroku. Serio? Taki ładny park nie będzie otwarty w noc sylwestrową? No dziwnie trochę. No dobra. Nawet bardzo dziwne. No nic. Pozostaje spróbować się przepchnąć do centrum handlowego.
A to łatwe nie jest. Tłumy. Na wejściu bramki. Męczące. Koncert się rozpoczął. To jakaś tutejsza absolutna supergwiazda. Plakaty wiszą w całym mieście. Nie powiedziałbym żeby mi się twórczość tego chłopaka podobała. Ale masa dziewczynek i nastolatek wokół wydaje się być zachwycona. Może nie jestem targetem?
Za to totalnie jestem targetem każdej kolejnej gali Muay Thai. Akurat takowa się odbywa obok. To nie omieszkam popatrzeć. Tutaj poziom już znacząco wyższy niż na gali mistrza Toddiego.
Idę dalej. Trochę łażę. Docieram do jakiejś podejrzanej ulicy. To chyba jakaś gejowska dzielnica. Jest tu kosmicznie dużo ladyboyów. I stripteaserów. I klubów wszelakich. I zioła wszelakiego. Ogólnie widok bardzo wulgarny. To może ja się ulotnię. Tu to na pewno nie jestem targetem. Tak szybko jak to tylko możliwe.
Zaopatruje się znowu w jakieś żarcie. Ogólnie Bangkok to idealne miejsce dla wszelakich smakoszy. Jest tu wszystko. I jest tego dużo. Również takich rzeczy, które normalnym ludziom by nie przyszły do głowy że można jeść. Tymczasem mnie naszła ochota na niskiej jakości cukier. A co. Od Bułgarii starałem się jeść przyzwoicie i unikać niskiej jakości żarcia. Ale teraz jakoś mnie wzięło na paskudny cukier. W postaci Pepsi, ciastek i innych tym podobnych.
Przed północą docieram pod jedną z ważniejszych, może najważniejszą, świątynię w mieście. Chciałem iść dalej ale widzę że stoją tu ludzie z poważnym sprzętem, wcelowani w niebo i czekają. No dobra. Czyli chyba tak trzeba. To wyciągam swój niepoważny sprzęt i celuje w niebo. Już za moment północ. Jeszcze zdążę przetrzeć obiektyw i… Dupa xD. Jak zacząłem czyścić to zaczęli strzelać xD. No cóż. Przegapiłem początek ale resztę nagram. A co tam. Nagrywam niezbyt dokładnie, bo skupiam się jednak głównie na oglądaniu ale może nie będzie tak źle.
Show trwa około 15 minut. Co ciekawe, mam wrażenie że fajerwerki są tylko w kilku określonych punktach miasta. Nie wszędzie. Ciekawe rozwiązanie.
Szczerze powiedziawszy nie specjalnie mnie obchodzi, że zwierzątka się przestraszą raz do roku. Ale za to straumatyzowali mnie w szkole opowieściami o urwanych, palcach, dłoniach, rękach itp. Ja nie strzelam.
Trochę cziluje pod płotem. Trochę już jestem zmęczony. Ale co tam. Idę jeszcze raz w miasto.
Odwiedzam jedną z najbardziej imprezowych miejscówek w mieście. Khao San Road. Syf jak nigdzie. Hałas jak nigdzie. Do tego mnóstwo zioła, prostytutek, pijanych ludzi i śpioszków. Ogólnie niezła zabawa. Klimat tak daleki od mojego jak tylko możliwe ale… Jest dla mnie jednocześnie w tym coś hipnotyzującego. Nie jestem może typowym uczestnikiem tutejszych zdarzeń ale, z jakiegoś powodu, uwielbiam to biernie obserwować. Nie oceniajcie…
I tak się przechadzam. Ulica ta jest rzekomo mekką backpackerów. Może. Ale nie dla mnie. Sylwester. Już po trzeciej. Ruch jak na Marszałkowskiej. No dobra, większy.
I tak sobie ukradkiem wypatruje pewną drobną, niewinną osóbkę, która ewidentnie nie pasuje do ogólnego krajobrazu. Dziewczyna siedzi w barze na poduszce i sączy piwo. Gapi się na ulice. Ale takim, bystrym, inteligentnym, przenikliwym wzrokiem… Pewnie udaje. I cyk, nasze spojrzenia się spotkały. Przysiadam się. Dziewczę wydaje się być znudzone całym światem. Mówi że siedzi tu od dwóch godzin i gapi się w ulicę. W tym czasie nie zdołała wypić nawet jednego małego piwa. Mówi, że zamówiła żeby jej nie wywalili. Lubi patrzeć na tych wszystkich dziwnych ludzi. Na ich absurdalne zachowania. Skąd ja to znam? To typ, który wydaje się być zainteresowany absolutnie niczym. Ale to tylko pozory. No i hej,  już nie z takimi przypadkami sobie radziłem. Kilka chwil i zaraz dziewczyna się otworzy, uśmiechnie i rozgada. I tak, tak właśnie było. Podbiłem do niej, bo wyglądała na smutną. A ja nie potrafię znieść widoku ładnych, smutnych dziewczyn. To trzeba było to zmienić.
Jak już skończyła piwo to żeśmy się jeszcze kawałek przeszli po tym centrum rozpusty.
Zbliża się poranek. Dziewczyna zamawia bolta i jedzie do domu. A ja… Jeszcze się przejdę. Wschodzi słońce. W końcu w Khao San się uspokaja. I to jest absolutnie cudowny moment. Ulica pustoszeje. Ludzie wychodzą sprzątać. Wszędzie walają się śmieci i pijani, śpiący ludzie. Jedna knajpka wciąż funkcjonuje. Zamawiam śniadanie.

[modula id=”1637″]

Poprzedni artykułDzień 111 - BangkokNastępny artykuł Dzień 113 - Nowy Rok

Dodaj komentarz Anuluj pisanie odpowiedzi

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

O Blogu

Jestem Michał, dla znajomych – Topiś, dla mamy – ukochane dziecko, dla sióstr – głupek lub miś, a dla wielu – obieżyświat.

Ostatnie wpisy

Pierwszy Vlog! Dzień 3582025-09-16
Dni 351 – 360 – Wrestling, moja przyszłość!2025-09-12
Dni 348 – 350 – Wśród kosmitów2025-09-08

Telefonik: +48 69dwa 4ysta98 sto20

Fundacja: Józefa Strusia 13a, Warszawa

Rife Free WordPress Theme ❤ Made by Apollo13Themes.com

Jestem Michał,

dla znajomych – Topiś, dla mamy – ukochane dziecko, dla sióstr – głupek lub miś, a dla wielu – obieżyświat.

RAAM
Gibraltar
Malta