Michael Travel
  • Home
  • Płaska Ziemia
  • Albumy
  • Info & Kontakt
2025-07-07 przez MikolajTD

Dni 282, 283, 287 – Czyli z wizytą u Państwa Yamamoto

Dni 282, 283, 287 – Czyli z wizytą u Państwa Yamamoto
2025-07-07 przez MikolajTD

Magda liczyła że przejście przez bramki zajmie mi co najmniej półtorej godziny. A tu cyk, 20 minut i po sprawie. W efekcie muszę poczekać aż moja kuzynka dotrze na lotnisko. No właśnie.
Magda Yamamoto. Córka, siostry, mamy mojego ojca. Czyli siostra cioteczna taty. Albo siostrzenica babci. No, w każdym razie wiele lat temu Magda zakochała się w Andym i wyjechała wraz z nim za ocean żyć w słonecznej Kalifornii. Nie widujemy się zbyt często ale tak się składa, że mieliśmy okazję się poznać dwa lata temu przy okazji mojego przyjazdu z tatą do USA na wyścig RAAM (tu link do taty opisu podróży). A tu do galerii na blogu dla leniwych;). Dobra historia.


Czekam. Magda mówi, że przyjedzie białym Leksusem. Rozglądam się. Widzę tu takie 3 xD.
Rozpoczyna się, jedyny prawdopodobnie w trakcie tej podróży, etap rodzinny. Mam okazję poznać się trochę bardziej z Magdą i Andym. A potem nawet z ich córkami i ich rodzinami. Pierwsze dwa dni to udawanie normalnego życia w Los Angeles. I walka z Jet lagiem. Trochę mnie rozregulowało.
Państwo Yamamoto mieszkają w Culver City. To przyzwoita część LA. Zachodnia. Nie daleko do Santa Monica i UCLA. Dobrze się tu żyje. Spokojnie, jak na Los Angeles. Chociaż jak się okazało że kilka przecznic od domu pewnego dnia padły strzały to wszyscy wokół co najwyżej robili sobie z tego żarty 😅. Ameryka.
No w każdym razie zwykłe życie. Magda świetnie gotuje. Więc dobre obiadki. Spacerki z pieskami. Zwiedzanie okolicy (nagrali tu połowę „Przeminęło z wiatrem” i mają swoją własną małą Wenecję). Przewożenie mebli. Wystawianie śmieci. Wyjście na ramen czy lody. Trafił się nawet jakiś japoński festyn. Takie to Los Angeles się zawsze wydawało szalone. A tu się okazuje, że żyją tu zupełnie normalnie, fajni i przyzwoici ludzie. Bardzo mi się podoba ten koloryt. Ta różnorodność. Dzielnice chińskie czy japońskie. Restauracje z całego świata. Polskie sklepy. I ten cały przekrój etniczny na ulicach. Super.
Magda I Andy to już emeryci. Dobrze, spokojnie żyjący sobie w Culver City. Magda pracowała UCLA, a Andy był prawnikiem.
Magda to prawdziwa gospodyni, która zawsze wie kto, gdzie i kiedy ma być żeby było dobrze. Zawsze bardzo pilnuje abym dojechał komunikacją gdzie mam dojechać ale najbardziej to lubi mnie po prostu zawieść na miejsce. Kochana:). Dba również o to żebym nie chodził głodny. Pyszności:)
Andy za to skupia się na rzeczach. Zaopatrza mnie w zapas cukierków oraz monet ćwierćdolarowych. Bardzo pomocnych podczas poruszania się po mieście. Jego gabinet to istna kopalnia rzeczy wszelakich. Wszystko się tam znajdzie. Dostaje w prezencie na drogę od Andego czołówkę. Miał kilka nie rozpakowanych 😅.
Z Andym gadam o świecie i życiu. Z Magdą o mieszkaniu w LA i rodzinie. Oboje się wciąż mylimy. Mi się miesza, że Magda to siostra mojej babci (a nie siostrzenica). Magda miesza, że ja to syn mojej babci (czyli mój tata), a nie wnuk. No ale w końcu wspólnymi siłami dochodzimy do tego jak my właściwie jesteśmy spokrewnieni.
A skoro mowa o rodzinie. Miałem szczęście trafić na rodzinny obiad i poznać dalekich krewnych.
W pewną niedzielę umówiliśmy się wszyscy na wspólny lunch. W sumie 11 osób. Magda zamówiła kanapki. Zresztą bardzo dobre.
Na miejscu oczywiście ja (oczywiście!). Magda i Andy. Brat Andego, Eric. Najstarsza córka Magdy, Kristina. Jej mąż Jon i córki Aria i Evie. Młodsza córka Kathy. Jej mąż Jack oraz synek Gus. Ot cała gromadka.
Eric jest zdaje się najstarszy z całej ekipy. A przy tym wydaje się być taki serdeczny i otwarty. Jak dobry wujek w najlepszym, możliwym tego słowa znaczeniu.
Szybko i łatwo łapie kontakt z Jonem i Jackiem. Temat powszechnie, łatwo i szybko jednoczący facetów: gry komputerowe. I dyskusja na temat wyższości Wiedźmina 3 nad Elden Ringiem.
Jack jest nauczycielem wspomagającym a Jon prawnikiem. Fajni, pozytywni, wykształceni goście.
Kristina, wydaje się odrobinę roztargniona, a przy tym posiada pewną unikalną zdolność powiedzenia właściwych słów we właściwym czasie tak aby wszystkich wokół rozbawić, pokazując przy okazji dystans do siebie. No, a przynajmniej mnie rozbawiła:) Jak to najstarsza córka, wydaje się czuć w obowiązku aby pomóc mamie w ogarnianiu imprezy. Co nie jest pewnie proste jak się przy okazji myśli o dwóch młodych córeczkach.
Starsza, Aria, 12 lat, wygrała mnie od samego początku. Miała bowiem na sobie polską koszulkę. No wzrusz.
Młodsza, Evie, 10 lat, kupiła mnie chwilę później, grzecznie, powoli i elegancko pytając „May I have a question?”. No po prostu roztopiła mi serce. To taka fajna świadoma dziewczyna, która wie, że jak poznawanie wujków z Europy stanie się trochę zbyt przytłaczające to trzeba sobie pójść do osobnego pokoiku i troszkę tam posiedzieć. Fajnie, że dzisiaj dzieciaki są dużo bardziej świadome takich rzeczy.
Kathy, pierwsze co rzuca się w oczy to, że jest w ciąży. No bo to już 8 miesiąc. Wkrótce rozwiązanie. Pięknie! Kathy sprawia wrażenie takiej najbardziej konkretnej osoby w całym towarzystwie. Mam ciche podejrzenie, że jak cała rodzina nie może dojść do porozumienia to Kathy zaprowadza porządek. Choć to tylko takie moje luźne spekulacje:). To już druga jej ciąża. Bo z pierwszej „wyszedł” Gus.
Gus, dwuletni herubinek. Chłopak absolutnie słodki. Uśmiechnięty, szczęśliwy. Tak się akurat złożyło, że przez ostatni tydzień uczy się siusiać do nocnika. Powoli, powoli łapie o co chodzi. Ale możecie sobie wyobrazić, że proces ten kosztuje nie mało nerwów i wysiłku. Tzn. rodziców😁.
Na deser mamy wesołą kompanię psią. Z Kristine przyjechał sporych rozmiarów Bandit. Od jakiegoś czasu w domu Magdy mieszka znacząco mniejszy Bird. Ten chyba najbardziej nieufny, zwariowany i energiczny. Przez okno podskakuje do każdego przechodnia. Choć to pies Kathy to aktualnie mieszka u Magdy, bo za bardzo nie „dogadywał się” z Gusem. Ale Gus i tak przy każdej wizycie przypomina babci czyj jest ten piesek;). A na koniec Peanut. Uroczy chiwawa z artretyzmem. Ma być może trudności z chodzeniem ale za to wydaje się być taki wdzięczny, i grzeczny:).
Wszyscy. Możliwość odwiedzenia mojej „mitycznej” rodziny w Ameryce to ważne i naprawdę fajne wydarzenie w mojej podróży. Przez lata, raz na jakiś czas o niej myślałem. Zdarzało się o niej wspomnieć w domowych rozmowach. A dziś znam ich już wszystkich. Są. Żywi, prawdziwi, fajni, wykształceni, szczęśliwi… Po prostu cudowni!

Poprzedni artykułDni 280 - 282 - Najdroższy kraj i 43 godzinna dobaIlustracja wprowadzajaca dzien 282Następny artykuł Dni 284 - 285 - UCLA, Beverly Hills i DowntownIlustracja wprowadzajaca dzien 285

Dodaj komentarz Anuluj pisanie odpowiedzi

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

O Blogu

Jestem Michał, dla znajomych – Topiś, dla mamy – ukochane dziecko, dla sióstr – głupek lub miś, a dla wielu – obieżyświat.

Ostatnie wpisy

Pierwszy Vlog! Dzień 3582025-09-16
Dni 351 – 360 – Wrestling, moja przyszłość!2025-09-12
Dni 348 – 350 – Wśród kosmitów2025-09-08

Telefonik: +48 69dwa 4ysta98 sto20

Fundacja: Józefa Strusia 13a, Warszawa

Rife Free WordPress Theme ❤ Made by Apollo13Themes.com

Jestem Michał,

dla znajomych – Topiś, dla mamy – ukochane dziecko, dla sióstr – głupek lub miś, a dla wielu – obieżyświat.

RAAM
Gibraltar
Malta