Michael Travel
  • Home
  • Płaska Ziemia
  • Albumy
  • Info & Kontakt
2024-12-13 przez MikolajTD

Dzień 85 – impreza goni imprezę

Dzień 85 – impreza goni imprezę
2024-12-13 przez MikolajTD

Choć nocka była słaba, to humor o poranku mam zdecydowanie lepszy niż wczoraj. Może ta zabawa i piwo dobrze mi zrobiło? Nie wiem, nie sądzę. Ale mam wystarczająco dużo siły i entuzjazmu żeby na spokojnie usiąść sobie w parku nad rzeką i ustalić co dalej. Robię plany na Tajlandię. Ogarniam trasę, miejscówki. Ogólny koncept. Najważniejsze to żeby się nie spieszyć. Dać sobie czas. Nie ładować na pałę do przodu. 
Plan ogarnięty. Mógłbym iść teraz do granicy ale… Dziś jeszcze nie chce. Spodobało mi się siedzenie tutaj. Zamiast gonić do przodu postanawiam nadrobić zaległości w pisaniu.

Siedzimy przy chodniku. Co rusz podchodzi do stolika jakiś uliczny sprzedawca przekąsek. To ładne dziewczę wydaje się niezbyt asertywne (albo głodne), bo kupuje wszystko jak leci. Jak dla mnie, tutaj jest jak w Chinach. Uliczne żarcie dobre, ale przetworzone, paczkowane przekąski to jakiś totalny syf. Pijemy, gadamy, śmiejemy się. Jest milutko. Siedzimy przy chodniku. Co rusz podchodzi do stolika jakiś uliczny sprzedawca przekąsek. To ładne dziewczę wydaje się niezbyt asertywne (albo głodne), bo kupuje wszystko jak leci. Jak dla mnie, tutaj jest jak w Chinach. Uliczne żarcie dobre, ale przetworzone, paczkowane przekąski to jakiś totalny syf. Pijemy, gadamy, śmiejemy się. Jest milutko.

Po południu idę coś zjeść i wypić. Tzn. lody i lemoniadę w miejscu, które wydaje się być tu takim barem dla dzieci. Bardzo mi się podoba.
Schodzi mi się do późniejszego popołudnia. Ale przynajmniej nadrobiłem sporo pisania i mam mniej więcej, koncepcje co dalej. Jutro już chyba przejdę przez granicę.
Nagle przychodzi powiadomienie na telefon. I powtarza się się bardzo podobna akcja co wczoraj xD.
Znowu dziewczyna z apki. Tym razem inna. Zaprasza na obiad. A potem na imprezę z jej znajomymi. Kolejna impreza… No cóż… Przed wyjazdem obiecałem sobie, że będę otwarty na tego typu spontaniczne akcje. No to idę.
Ogólnie czuję się bardzo zaopiekowany. Dziewczyna może nie mówi po angielsku zbyt płynnie, ale bardzo się stara. Odebrała mnie autem i zabrała na obiad. Jak to nierzadko się zdarza, pomimo że nie może mnie przyjąć do siebie to nie będę spał byle gdzie na jej warcie i ładuje mnie do hotelu xD. No dobra, nie będę się kłócił. Po obiedzie instaluje się w bardzo przyjemnym pokoju, tylko dla mnie. Zostawiam graty i lecimy w miasto. Dziś trochę starsza ekipa. Moja hostka uprzedza mnie (troszeczkę chichotając pod nosem), że jedna z osób to ladyboy. No nie jest to już dla mnie nic szokującego. Dopóki  jej nie zobaczyłem.
Dziewczyna jest tak ładna, ale tak ładna, że aż mam pewien dyskomfort jak na nią patrzę. Do czasu, w którym moja dobrodziejka uświadamia mnie, że to nie ta cudna dziewczyna jest ladyboyem tylko „chłopak” siedzący naprzeciwko niej…
Jejku, kamień z serca. Jak ktoś tak ładny mógłby się urodzić chłopakiem…
Za to właściwy ladyboy, jak dla mnie, wygląda po prostu jak zwykły chłopak. Tyle, że ma kolczyki. No więc nie piszę tego wszystkiego żeby się z kogokolwiek wyśmiewać lub okazać brak szacunku. Chodzi mi raczej o to, żeby pokazać, że z mojego punktu widzenia rozeznanie się w temacie nie jest takie proste. Wszyscy mówią, że ladyboye w Tajlandii potrafią być dużo bardziej atrakcyjni i kobiecy niż większość pań. Nawet tajom często jest czasami rozpoznać na pierwszy rzut oka z kim mają do czynienia. O takim białym, nieobejrzanym tak bardzo z azjatyckimi twarzami, jak ja, nawet nie wspominam. O ile po wczorajszym ladyboy’u widać było, że coś tak jest nie w porządku, tak dziś byłem mocno skonfundowany kto jest kto. I tak szczerze powiedziawszy, na końcu wciąż nie byłem pewien. W ogóle bardzo łatwo jest po czymś takim wpaść w lekką paranoję. Mam wrażenie, że przez jakiś czas potem wszędzie widziałem facetów, podających się za kobiety. A to też nie tak. Ech…
Najpierw coś jemy. Jakieś smaczne lokalne przekąski. Potem zmieniamy lokum i jedziemy, a jakże, do baru. Pić. Znowu piwo, tym razem jakieś inne. Wciąż paskudne.
Moi dzisiejsi gospodarze są troszkę bardziej komunikatywni niż wczorajsi. Plus nie ma tak głośnej muzyki. Siedzimy przy chodniku. Co rusz podchodzi do stolika jakiś uliczny sprzedawca przekąsek. To ładne dziewczę wydaje się niezbyt asertywne (albo głodne), bo kupuje wszystko jak leci. Jak dla mnie, tutaj jest jak w Chinach. Uliczne żarcie dobre, ale przetworzone, paczkowane przekąski to jakiś totalny syf. Pijemy, gadamy, śmiejemy się. Jest milutko. Przed północą moja hostka odstawia mnie do hotelu. Dziś wyszło naprawdę fajnie.

Poprzedni artykułDzień 84 - ladyboyNastępny artykuł Dzień 86 - witamy w Tajlandii

Dodaj komentarz Anuluj pisanie odpowiedzi

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

O Blogu

Jestem Michał, dla znajomych – Topiś, dla mamy – ukochane dziecko, dla sióstr – głupek lub miś, a dla wielu – obieżyświat.

Ostatnie wpisy

Pierwszy Vlog! Dzień 3582025-09-16
Dni 351 – 360 – Wrestling, moja przyszłość!2025-09-12
Dni 348 – 350 – Wśród kosmitów2025-09-08

Telefonik: +48 69dwa 4ysta98 sto20

Fundacja: Józefa Strusia 13a, Warszawa

Rife Free WordPress Theme ❤ Made by Apollo13Themes.com

Jestem Michał,

dla znajomych – Topiś, dla mamy – ukochane dziecko, dla sióstr – głupek lub miś, a dla wielu – obieżyświat.

RAAM
Gibraltar
Malta