Michael Travel
  • Home
  • Płaska Ziemia
  • Albumy
  • Info & Kontakt
2024-11-12 przez MikolajTD

Dni 54-60

Dni 54-60
2024-11-12 przez MikolajTD

Zmęczenie nie odpuszcza. Mam wrażenie, że z dnia na dzień jestem coraz bardziej wykończony. Przede mną daleka droga. Chiny i Laos to będzie prawdopodobnie intensywny okres, a ja zupełnie nie czuję się na to gotowy. Rozwiązanie? Biorę urlop od podróży. Planowałem to zrobić dopiero w Tajlandii, ale nie ma rady. Robię to teraz. Potrzebuję tego. Kolejne kilka dni spędzam w hostelu, robiąc nic lub prawie nic. Jakieś drobne zakupy. Jakiś niezbyt ciężki trening. Dużo gapienia się w telefon. Myślę, że udaje mi się dobrze przygotować do następnego etapu mojej drogi.

W hostelu poznałem kilku Chińczyków. Jeden z nich, Eryk (znaczy wiadomo, że nie nazywał się Eryk, ale uznał, że tak będzie mi najłatwiej go nazywać;) dał mi swój numer telefonu i kazał się odzywać w razie potrzeby. Fajny, pomocny młody chłopak. Mówi, że w Chinach wszyscy tacy są (to znaczy, fajni i pomocni. Niekoniecznie młodzi;). To budzi we mnie jakiś entuzjazm. Mam pewne wyobrażenie o Chinach zbudowane głównie na mediach i opowieściach osób, które tam były. No i nie powiem, żeby był to jakiś bardzo pozytywny obraz. Ale sami Chińczycy (a przecież są wszędzie) wydają się być uśmiechnięci i sympatyczni. Wysłałem na Couchsurfingu trochę zapytań o nocleg z wyprzedzeniem. I dostałem naprawdę spory odzew. Wygląda na to, że kluczowe miejscówki mam wstępnie dogadane. To fajnie.

Życie w hostelu to ciekawe doświadczenie. Chyba pierwszy raz zostaję w takim miejscu dłużej niż jedną noc. Różni ludzie przewijają się przez pokój. Jedni bardziej kontaktowi, drudzy mniej. Jedni uprzejmi, drudzy niekoniecznie. Jeden przyjdzie i otworzy okno, drugi je zamknie. Jeden zgasi światło, kolejny je zapali. Jeden będzie chciał ciągle gadać (shiiit), a co do drugiego, to nie jestem pewien, czy w ogóle potrafi mówić. Ktoś pochrapie, ktoś posiorbie, ktoś puści bąka. No z pewnym elementarnym poziomem kultury bywa bardzo różnie. Ogólnie zaskakuje mnie, jak wiele osób w hostelu po prostu… jest. I nic nie robi. Mi się zawsze wydawało, że tego typu miejsca służą do przetrwania nocy. Ewentualnie do pojedzenia. Tymczasem niemało osób tu po prostu egzystuje. Wielu śpi do południa. Coś tam jedzą w kuchni. Siedzą na telefonach i laptopach. Taki klimat.

Spotkałem tu takiego młodego, dziewiętnastoletniego Duńczyka. Niby podróżnik, ale większość dnia leży w łóżku, pomimo że w Almatach (i okolicach) jest co oglądać. W dodatku ciągle narzeka na obsługę. Chyba zapomniał, że zapłacił psie grosze za nocleg w centrum miasta. Mi tam ten hostel odpowiada. Za to Eryka (tego pomocnego Chińczyka) najbardziej interesuje pójście na strzelnicę. Taką z bronią. Gdzie się strzela. Bo on jest z Chin. Tam broni mieć nie wolno – jak tłumaczy. Hmm… Ja się niby cieszę, że na ulicach Warszawy dużo spluw nie ma. Ale jeśli dobrze rozumiem, to nie jest tak, że w Chinach nie ma broni. Po prostu każdy karabin jest pod pełną kontrolą Komunistycznej Partii Chin…

W czwartek orientuję się, że jestem… chory. Boli mnie głowa i gardło. Trochę. I trochę cieknie z nosa. I utrzymuje się to już parę dni. I nie przechodzi. I to jest bardzo podejrzane… Choć z drugiej strony… Okres intensywny. Jedzenie nieidealne. Sen trochę poszarpany. Pogoda w Kazachstanie niezbyt przyjazna. Odłożyło się. No nic. No to zostaję do niedzieli. Przygotuję się dobrze na wyjazd. Popracuję. Wyleczę się. Zbiorę siły. Nabiorę apetytu na dalszą podróż.

W piątek postanawiam zmienić lokum. Ot tak dla odświeżenia. I akurat kiedy udaję się do nowego miejsca noclegu, Ałmaty nawiedza śnieżyca xD. Poważnie, śnieżyca. To pierwszy śnieg podczas tej podróży (nie licząc tego w górach:). Sypie konkretnie. Cóż. Lepsze to niż ulewa, która była tu dwa dni temu.

W sobotę czuję się już wyraźnie lepiej. Głowa już prawie nie boli. Gardło też. Prawie nie smarkam. Spoko. Ostatnie szlify i chyba jutro w końcu pojadę dalej. Już mnie zaczyna nosić. W dodatku pogoda tylko się pogarsza. Cóż. Chyba czas znowu ruszać.

Poprzedni artykułDzień 53Następny artykuł Dzień 61

Dodaj komentarz Anuluj pisanie odpowiedzi

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

O Blogu

Jestem Michał, dla znajomych – Topiś, dla mamy – ukochane dziecko, dla sióstr – głupek lub miś, a dla wielu – obieżyświat.

Ostatnie wpisy

Pierwszy Vlog! Dzień 3582025-09-16
Dni 351 – 360 – Wrestling, moja przyszłość!2025-09-12
Dni 348 – 350 – Wśród kosmitów2025-09-08

Telefonik: +48 69dwa 4ysta98 sto20

Fundacja: Józefa Strusia 13a, Warszawa

Rife Free WordPress Theme ❤ Made by Apollo13Themes.com

Jestem Michał,

dla znajomych – Topiś, dla mamy – ukochane dziecko, dla sióstr – głupek lub miś, a dla wielu – obieżyświat.

RAAM
Gibraltar
Malta