Michael Travel
  • Home
  • Płaska Ziemia
  • Albumy
  • Info & Kontakt
2025-03-01 przez MikolajTD

Dzień 156 – W pewnej norze ziemnej mieszkał sobie pewien Topiś

Dzień 156 – W pewnej norze ziemnej mieszkał sobie pewien Topiś
2025-03-01 przez MikolajTD

Ten wpis to takie „Premium Premium”:) Jeżeli Ci się spodoba, to udostępnij go w swoich mediach. A jeżeli podoba Ci się bardzo, na dole znajdziesz przycisk, którym możesz wesprzeć tę podróż. PanStarszy

Miejsce faktycznie do spania doskonale. Ale… Jest ciekawostka. Budzę się o 6.00, bo zimno. Tak. Zimno. Nie pamiętam kiedy ostatnio było mi zimno. A tu proszę. Taka niespodzianka.
Mam poranek, wygodne warunki, to popiszę trochę. Fajne się rzeczy działy. To i idzie gładko. Dalej czas na śniadanie.

Fajkowego ziela niestety nie mieli. Chce się trochę tą chwilą nacieszyć. Upalny dzień ale na tarasie wieje i jest chłodno. Mrożona kawusia. Piękne widoczki. Kontempluję. Biorę głęboki wdech. To taki moment kiedy czuję, że wszystko jest… Dobrze. Jest cudownie. Piękny dzień. Piękne miejsce. Podróż się układa. Blog się kręci. Wszystko jest na swoim miejscu. Dziś, życie jest piękne:)

Chińska wioska to i chińska kuchnia wraca do menu. Jakaś zupa z kluskami, wieprzowiną i rybą. I szczerze powiedziawszy to chyba była najsłabsza tego typu potrawa jaką jadłem do tej pory. Wogóle mi nie weszło. No cóż. Bywa i tak.
Plan na dzisiaj? Poszwędać się po okolicy. Nie zamierzam się spieszyć. Chce się nacieszyć górami. Idę. W zasadzie to trochę się cofam. Wczoraj jak jechaliśmy po drodze to minęliśmy wielki napis „Hobbitoon”. Sprawdziłem w Internecie. Wygląda ciekawie. Zobaczymy. Kawałek z buta, w potem łapię stopa. Dzisiejszy dobrodziej jest Hindusem. Zabiera mnie na miejsce.
Ogólnie ja jestem raczej team krasnoludy. Da się gdzieś na świecie odwiedzić Erebor albo Morię? Kopalnia w Wieliczce się nie liczy. Elfy są dla mnie zbyt arystokratyczne, przeintelektualizowane, pyszne, sztywne. Ludzie nudni. Hobbici zbyt mali i leniwi. A orki nie mają samic. Za to krasnoludy! Krasnoludy to jest to! Prawdziwe, zabawne, lojalne, waleczne, dumne, zawodowi sprinterzy.
No ale z braku laku dobry i Hobbitoon. A poważnie, mama do dziś mi nie wybaczyła, że w Chinach nie zobaczyłem pandy. Jakbym nie wysłał paru zdjęć stąd to… 40 zł za bilet, musiałem zawrócić żeby tu dotrzeć. Ale czego się nie robi dla mamy:)?!
Choć z drugiej strony… To taka raczej wersja pod tytułem „mamy Hobbiton w domu”. Trochę biedna. Taka chińska podróbka. Nie da się wejść do nory. Poza jedną. Hmm… W hobbiciej norze jeszcze nie spałem. Nawet zrobię fotę. „W pewnej norze ziemnej, mieszkał sobie pewien Topiś”. Brzmi dobrze? Jak początek wielkiej przygody? Wszystko przede mną:)
A poważnie. Tu jest naprawdę przyjemnie. Jest klimacik. Są okrągłe, kolorowe drzwi. Ścieżki. Są widoczki. Jest zielono. Nie pamiętam już jak to było opisane w książkach. Ale miejsce zamieszkania hobbitów to chyba były jednak pagórki prawda? Tu mamy góry. Nie jestem pewien czy Malezja miała jakikolwiek wpływ na twórczość Tolkiena. Czy była jakąkolwiek inspiracją dla filmowej trylogii. Podejrzewam, że nie. Ale ładne miejsce. Ktoś wpadł na pomysł żeby tu to zrobić. Odwiedzających sporo. Kręci się. Działa. Ale też chyba nikt nie ukrywa, że to podróbka. Już sama nazwa to zabawnie sugeruje. „Hobbitoon”:)
Przechodzę całą wioskę. Na koniec ląduję w restauracji. Wezmę tylko kawę żeby posiedzieć na tarasie. Fajkowego ziela niestety nie mieli. Chce się trochę tą chwilą nacieszyć. Upalny dzień ale na tarasie wieje i jest chłodno. Mrożona kawusia. Piękne widoczki. Kontempluję. Biorę głęboki wdech. To taki moment kiedy czuję, że wszystko jest… Dobrze. Jest cudownie. Piękny dzień. Piękne miejsce. Podróż się układa. Blog się kręci. Wszystko jest na swoim miejscu. Dziś, życie jest piękne:)
Zeszło się dłużej niż planowałem. Ale to nic złego. Trzeba się cieszyć tym co jest:). Łapię stopa. Z powrotem do chińskiej wioski. Zatrzymuje się pickup. Tak gwałtownie, że coś mu się na pace przewróciło. Pękł kubeł z farbą. To zawsze głupia sytuacja. Czasem się zdarza. Facet zatrzymał się dla mnie. Ale to on jest kierowcą. I wciąż to on ponosi odpowiedzialność za to jak prowadzi. No ale nic się wielkiego nie stało. Wskakuje na pakę i jedziemy.
Zastanawiam się. Zeszło się trochę. Już późne popołudnie. Zbierają się chmury. Hmmm… Mogę wyjść w tej samej chińskiej wiosce albo pojechać. Dalej. Dziś i tak raczej już nic nie zwiedzę. Siedzę na pace. Nie mam jak dać znać kierowcy że chce wyjść. Nie ma rady. Wyskakuje na spontanie jak tylko samochód zwolnił. Macham do typa. Odmachał. To ważne żeby się potem nie zastanawiał gdzie mnie zgubił po drodze i czy jeszcze żyję xD.
Decyduje się zostać w tej samej chińskiej wiosce. Mam tu sprawdzoną miejscówkę z toaletą, prysznicem, bezpiecznym miejscem do spania i działającym gniazdkiem. Nie ma co kombinować. Jeszcze kolacja. Ryż z wieprzowiną po chińsku. Baaaaardzo dobre.
Wieczór cziluję i staram się jeszcze trochę popisać. Dziś już w świątyni nie było chińczyków. Trochę luźniejszy, fajny dzień:).
A może byśmy odwiedzili ten prawdziwy „Hobbiton” w Nowej Zelandii? Co myślicie?:)

[modula id=”2735″]

Poprzedni artykułDzień 155 - A po drodze do chińskiej wioski 40 rozbójnikówNastępny artykuł Dzień 157 - Bójka pod polem herbacianym.

Dodaj komentarz Anuluj pisanie odpowiedzi

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

O Blogu

Jestem Michał, dla znajomych – Topiś, dla mamy – ukochane dziecko, dla sióstr – głupek lub miś, a dla wielu – obieżyświat.

Ostatnie wpisy

Pierwszy Vlog! Dzień 3582025-09-16
Dni 351 – 360 – Wrestling, moja przyszłość!2025-09-12
Dni 348 – 350 – Wśród kosmitów2025-09-08

Telefonik: +48 69dwa 4ysta98 sto20

Fundacja: Józefa Strusia 13a, Warszawa

Rife Free WordPress Theme ❤ Made by Apollo13Themes.com

Jestem Michał,

dla znajomych – Topiś, dla mamy – ukochane dziecko, dla sióstr – głupek lub miś, a dla wielu – obieżyświat.

RAAM
Gibraltar
Malta