Michael Travel
  • Home
  • Płaska Ziemia
  • Albumy
  • Info & Kontakt
2025-02-19 przez MikolajTD

Dzień 140 – Prawie zabłądziłem

Dzień 140 – Prawie zabłądziłem
2025-02-19 przez MikolajTD

Wczoraj było jak było. Dziś będzie lepiej. Nie ma się co rozwodzić nad przeszłością. Jest tu i teraz. Śpię dobrze. Zmęczony byłem to wcześnie zasnąłem. I bez budzenia się w nocy praktycznie dociągnąłem do 8.00. Z 9 godzin snu. No to dobry początek.

Wczoraj było jak było. Dziś będzie lepiej. Nie ma się co rozwodzić nad przeszłością. Jest tu i teraz.

Postanawiam wziąć się za siebie. Pakuje się i robię delikatny trening. Taki rozruchowy, na spokojnie. Uświadamiam sobie, że nie było treningu od dłuższego czasu. Hmm… Trzeba by tego trochę przypilnować.
Następnie do wody. I jakoś tak zeszło mi się w morzu dłużej niż planowałem. No ale fajnie było. Jakiś taki czuję się naładowany. Ekstra. Idziemy.
Łapię kawusię. Potem śniadanko. Na deser jeszcze mango shake. Gorąco jest. Pić trzeba. Idę na chwilę do maczka. Tylko się podładuję trochę. Myślałem, że może zrobię plany na Malezję ale wolę chyba ruszyć teraz w drogę. Poplanuję coś wieczorem. To ruszamy.
Autostop łapie się w miarę gładko. Trzeba tylko wyjść za miasto i cyk. Pierwsze auto. Przejeżdżamy 60km. Wychodzę w innym mieście. Trzeba przejść kawałek i łapiemy znowu. I cyk. Drugie auto. Ziomek pokazuje żebym ładował się na pakę. Spoko. Lubię. Ogólnie w jeżdżeniu na pace zawsze jest coś urokliwego. Po pierwsze. Wiesz, że nie musisz gadać z kierowcą. Żeby nie było. Czasem gada się przyjemnie. Ale czasem nie. Na pace masz pewność. Po drugie, wiatr we włosach. I ogólny klimat. Jazda na pace zawsze cieszy. Nie wiem czemu ale tak jest. Praktycznie nie da się nie być szczęśliwym podróżując w ten sposób. Może to moje małe wewnętrzne dziecko?
Dojeżdżamy do kolejnej miejscowości. Ziomek pokazuje mi gdzie jechać dalej. Ale pokazuje inaczej niż google. Hmm… Może co pomylił? Idę w kierunku, który sugeruje mi internet. Łapię jakąś motorynkę i przesuwamy się dalej. Wyjeżdżam z miasta. Po drodze jakaś kawusia. Gorąco jest. Hmm… I na drodze jakby mniej aut. Łapię, łapię i złapać nie mogę. Zaczepia mnie jakiś mechanik z lokalnego warsztatu. Pyta gdzie jadę itd. Mówi że ta droga prowadzi przez góry i nie da się tedy przejechać. Oo. Ok. To może dlatego tamten typ prowadził mnie na inną ulice. Ech. Straciłem trochę czasu i energii. Ale entuzjazm mi się utrzymuje wysoki. Cieszę się, że jestem w drodze. Ogólnie dobrze idzie. Nie ma co biadolić. Zawracam.
Na stopa bierze mnie babeczka w uniformie czerwonego krzyża. Mówi, że ma dziś imprezę. Że czerwony krzyż miał jakiś duży event tutaj. Jakiś duży sukces i teraz będą świętować w posiadłości gubernatora. O. Ciekawe. Babka ogólnie bardzo się mną przejęła. Ale jak to nie wiesz gdzie jedziesz? Ale jak to nie wiesz gdzie śpisz? Ale jak to? Proponuje, że zapłaci mi za bilet autobusowy ale nie ma takiej najmniejszej potrzeby. To dobra droga do autostopu. Poradzę sobie. Ale miło z jej strony.
Łapię jeszcze ostatnie auto. Już się zbliża wieczór. Ale dojadę do Krabi. Już tam byłem. Z baronem od piramidy. Nie zachwyciło mnie to miejsce ale przynajmniej znajome.
Mój kierowca wydaje się być ultra entuzjastyczny. Chętnie poćwiczy angielski. Wypytuje o dużo rzeczy. Sympatyczny facet. Co rusz wydzwania do niego żona. Zawraca mu głowę pytaniami kiedy wróci. A on już jedzie do domu. Jak przestaje odbierać od żony to dzwoni syn. Tzn. Żona z telefonu syna xDDD.
A najzabawniejsze? Facet nazywa się Football. Serio. Jago bracia to Golf i Basketball, a siostra to Bowling. XD. Ojciec miał fantazję.
Dojeżdżamy do Krabi a tu… Nowy Chnski Rok. xD. Znowu trafiam na imprezę. Ten chiński rok to zdaje się obchodzą że trzy razy w miesiąc. Teraz jest ten ostatni. Mniejszość chińska w Tajlandii wydaje się być spora, a to ważne święto więc będzie zabawa. I cudownie. Bo zabawa w Tajlandii oznacza nocne targi. Coś co zachwyciło mnie od pierwszego dnia w tym kraju. Serio. Ja je po prostu uwielbiam. Są cudowne. Pyszne, kolorowe, różnorodne żarcie za psie grosze. I ten klimacik. Idziemy:)
Wieczorem łącze się z mamą. Gadamy sporo. Ze dwie godziny się zeszły. Dawno żeśmy się nie słyszeli. W domu impreza była. Ojciec jest już bliżej sześćdziesiątki niż pięćdziesiątki. Ale była ponoć dobra zabawa. Tata szczęśliwy. To najważniejsze. Fajnie.
Idę spać nad rzekę. Ogarnąłem te miejscówkę jeszcze dwa tygodnie temu jak tu byłem. Wygląda spoko. Niedaleko obozują jacyś ludzie. Ktoś się tam do mnie przyczepia i chyba chce gadać ale nie mamy wspólnego języka. Wieje tutaj. I to mocno. To też dobrze. Chłodniej. I nie ma ani jednego komara. Idealnie. Do spania.

[modula id=”2179″]

Poprzedni artykułDzień 139 – I od razu kryzysNastępny artykuł Dzień 141 - i znowu Nowy Rok

Dodaj komentarz Anuluj pisanie odpowiedzi

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

O Blogu

Jestem Michał, dla znajomych – Topiś, dla mamy – ukochane dziecko, dla sióstr – głupek lub miś, a dla wielu – obieżyświat.

Ostatnie wpisy

Pierwszy Vlog! Dzień 3582025-09-16
Dni 351 – 360 – Wrestling, moja przyszłość!2025-09-12
Dni 348 – 350 – Wśród kosmitów2025-09-08

Telefonik: +48 69dwa 4ysta98 sto20

Fundacja: Józefa Strusia 13a, Warszawa

Rife Free WordPress Theme ❤ Made by Apollo13Themes.com

Jestem Michał,

dla znajomych – Topiś, dla mamy – ukochane dziecko, dla sióstr – głupek lub miś, a dla wielu – obieżyświat.

RAAM
Gibraltar
Malta