Czasem jest tak, że jesteś na tej samej drodze, tak samo ubrany i uśmiechnięty ale i tak to czy ktoś Cię weźmie na stopa zależy głównie od… Pogody. Wczoraj była paskudna, mokra szarówka i przez ponad godzinę nikt nie stanął. Dziś dla odmiany mamy piękne słoneczko i… Staje pierwsze auto, do którego macham. Pracownik farmy. Tych jest tu mnóstwo. Farm. Pracowników w sumie też. Głównie mlecznych. Ale mlecznych tylko farm. Owiec na około też jest mnóstwo.
Plan był taki żeby dojechać do Mount Sunday. To tam zbudowali i kręcili filmowe Edoras. Przyznam, że bardzo chętnie bym odwiedził. Gród po zdjęciach rozebrali ale sama miejscówka wygląda niesamowicie. Dla mnie chyba tego typu krajobraz do głowy przychodzi jako pierwszy kiedy myślę o NZ. Bardzo chciałem zobaczyć.
Ale nic z tego. W nocy napadało śniegu i przejazd jest zamknięty. Cóż… Prawdopodobnie i tak bardzo ciężko byłoby się tam dostać stopem. To nie jest popularna destynacja. I jesteśmy poza sezonem. Szanse i tak były nikłe. No ale i tak chciałem chociaż spróbować.
No nie ma co. Innym razem. Zmiana planów. Pozostaje jechać do Christchurch.
Głupio wyszło, bo mogłem tam być już wczoraj wieczorem i mieć do tego ciepły, suchy, bezpieczny nocleg pod dachem. No ale nie ma co się użalać. Jedziemy.
Staje duża cysterna. Jej kierowca jedzie do Christchurch. Bingo. Choć niebezpośrednio. Jedziemy od południa ale wjedziemy do miasta od północy. Po drodze mój kierowca musi zaliczyć jedno miejsce, pobrać jakieś mleczne próbki czy coś. Bo przewozi, oczywiście, mleko. Dziesiątki tysięcy ton mleka.
I bardzo dobrze, że jedziemy naokoło. Bo Nowa Zelandia to taka kraina, że którędy się nie pojedzie to jest pięknie. Warunki się zmieniają. Znowu śnieg. Mój kierowca mówi, że to wszystko w nocy napadało. Zaczynam dostrzegać pewną prawidłowość… Zresztą, sami sprawdźcie co się działo przez 270 dni na świecie wzdłuż mojej trasy 😀
Swoją drogą mój dobrodziej jest ubrany jak typowy Kiwi. Kiwi, tak mówią na siebie mieszkańcy Nowej Zelandii. A co to znaczy ubrany jak Kiwi? Czapka. Kurtka. Ciężkie buty i… szorty xD. Mówi, że przecież wystarczy zadbać żeby było ciepło w stopy, klatkę i głowę. Reszta nieważna. Dokładnie:).
Gawędzimy trochę. Mój dobrodziej opowiada mi o warunkach życia w NZ. Ceny wyższe niż w Australii. Ale za to niższe płace. Mocno rozwinięty przemysł mięsny i mleczny. No i oczywiście wielkie przestrzenie. Ale i tak mięso i ziemia jest tu droga jak 150. Coś chyba poszło nie tak…
Dojeżdżamy do miasta. Idę zwiedzać Christchurch. Dosyć szybko odkrywam, że… Nie warto. Wiedziałem, że nie przyleciałem do Śródziemia podziwiać architekturę ale nie spodziewałem się, że największe miasto wyspy południowej (200000 tysięcy mieszkańców) okaże się dla mnie aż tak nieciekawe. No cóż. Nie spędzę tu za dużo czasu i tak. Najważniejsze, że mam zapewniony nocleg u Cindy. Ta odbiera mnie z centrum wieczorem. Mam okazję się wyprać wyschnąć, podjeść i pogadać. Absolutnie nie spodziewałem się, że trafi się nocleg z autostopu w NZ. A tu proszę.
Fizycznie i higienicznie ostatnie kilka dni było bardzo wymagające. Możliwość spędzenia jednej nocy w suchym i ciepłym łóżku… Dzięki Cindy!
Dzień 272 – Droga do Edoras

































































